[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Martwił się tym, co może tam odnalezć, co może odnalezć w sobie.
167
- Wyłączyć światła - polecił i położył się wygodnie, by po chwili
zasnąć.
Trzy godziny pózniej obudził ich pisk telewizjera. Roarke zaklął
głośno, kiedy Eve poderwała się gwałtownie i uderzyła go głową
w szczękę.
- O, przepraszam - zakłopotała się Eve, pocierając czubek głowy. -
To twój czy mój?
- M ó j . - Roarke obmacywał delikatnie szczękę.- To sygnał
alarmowy. O szóstej trzydzieści mam telekonferencję.
- McNab i Peabody mają tu przyjść o siódmej. Chryste. - Potarła
twarz dłońmi, a potem z zaciekawieniem przyjrzała się Roarke'owi. -
Jak ty to robisz, że rano zawsze wyglądasz tak świeżo?
- Jeden z darów bożych. -Przeczesał palcami zmierzwione włosy,
i nawet ta prowizoryczna fryzura dodawała mu tylko uroku. - Wezmę
prysznic, oszczędzę kilka minut. Powinienem skończyć tę rozmowę,
zanim pojawi się McNab. Chciałbym z nim trochę popracować.
- Roarke...
- Transmisja nie została nadana z tego domu. Więc gdzieś
muszę mieć elektroniczny przeciek. Znam dokładnie tę jednostkę.
On nie. - Uśmiechnął się do niej czarująco. - Pracowałem już
kiedyś z Feeneyem.
- To co innego. - Ponieważ jednak nie potrafiła wyjaśnić, dlaczego
141
właściwie było to co innego, wzruszyła tylko ramionami. - Załatw to
sam z McNabem, Ja nie mogę rozkazać mu, żeby współpracował
z cywilem.
- Zgoda.
Jeszcze przed ósmą Eve oddała do dyspozycji Peabody prowizoryczne
biuro na końcu korytarza. Właściwie był to mały i elegancki
salon, przylegający do sypialni dla gości. Roarke zaopatrzył go jednak
w maleńkie centrum komunikacyjne i informacyjne, dla wygody
przyjaciół, którzy często do niego przyjeżdżali.
Peabody przyglądała się z podziwem autentycznym szkicom
pokrywającym ściany, tkanemu ręcznie dywanowi i jedwabnym
poduszkom, ułożonym na eleganckiej sofie.
168
- Bardzo przyjemny gabinecik - mruknęła.
- Nie przyzwyczajaj się - ostrzegła ją Eve. - W przyszłym tygodniu
chcę wrócić do centrali, aby zamknąć tę sprawę.
- Jasne, ale będę korzystać z okazji, póki ją mam. - Zauważyła
już miniautokucharza i zastanawiała się po cichu, co mogłaby
zamówić. - Ile pokoi jest w tym budynku?
- Nie wiem. Czasami wydaje mi się, że one spotykają się w nocy
i płodzą następne małe pokoiki, które potem rosną i znów się spotykają
w nocy i... - Eve opanowała się i potrząsnęła głową. - Mało spałam
tej nocy. Jestem trochę nieswoja. Mam tutaj trochę danych, które
potrzebują świeżego spojrzenia i uporządkowania.
- A ja spałam równo osiem godzin i mam świeże spojrzenie.
- Nie przeceniaj swoich możliwości. - Eve masowała palcami
kąciki oczu. - Dane są nieoficjalne, Peabody, ale myślę, że facet kryje
się gdzieś tutaj, między nimi. Komputer jest czasowo zablokowany,
więc te informacje nie zostaną wychwycone przez CompuGuard.
Spróbuję przemycić je jakoś do oficjalnego raportu, ale na razie muszą
pozostać tajemnicą. Rozumiesz więc, że proszę cię, byś złamała prawo.
Peabody zastanawiała się przez chwilę.
- Czy ten autokucharz jest dobrze zaopatrzony?
Eve musiała się uśmiechnąć.
- Wszystkie są zawsze doskonale zaopatrzone. Po południu muszę
pokazać coś Whitneyowi. Poskładam wszystko, co się da. Ten facet nie
robi długich przerw między kolejnymi rundami, więc mamy mało czasu.
- No to zabieram się do pracy.
Eve opuściła Peabody, kiedy jednak weszła do swego gabinetu,
zastała tam McNaba i Roarke'a, pochylonych nad jej komputerem.
Lśniący pancerz leżał na podłodze, wystawione na widok publiczny
wnętrzności maszyny odbierały jej resztki godności. Telewizjer
142
rozłożony został na kilka niezidentyfikowanych części.
- Co wy tu do diabła robicie?
- Męskie sprawy - odparł Roarke i obdarzył ją szerokim uśmiechem.
Jego włosy związane były w kucyk, rękawy podwinięte do łokci.
Rzeczywiście, wyglądało na to. że świetnie się bawi.
Chciała powiedzieć coś o mężczyznach i ich zabawkach, uznała
jednak, że byłaby to strata czasu.
- Jeśli natychmiast nie złożycie tego z powrotem, zajmę twoje biuro.
- Proszę bardzo. Widzisz to, Ian? Jeśli zrobimy tu sprzężenie.
169
system powinien otworzyć się na jakiś czas. Wtedy będziemy mogli
sprawdzić, czy mamy przeciek.
- A nie macie do tego specjalnego urządzenia? - Zapytała niepewnie
Eve. - Skanera?
- To najlepszy sposób, by nie ujawnić obecności skanera. - McNab
rzucił jej spojrzenie, które w dobitny sposób mówiło, co sądzi o jej
radach. - Będziemy szukać tak, żeby nikt, a w szczególności nasz
tajemniczy rozmówca, nie domyślił się, że to robimy.
Zaintrygowana, Eve przysunęła się bliżej.
- Więc nadal będzie pewny siebie. To dobrze. A do czego służy to?
- Nie dotykaj niczego. - McNab omal nie zdzielił jej po ręce,
w porę przypomniał sobie jednak, kto tu dowodzi. - Poruczniku.
- Nie chciałam niczego dotykać. - Urażona i rozzłoszczona, Eve
wbiła ręce w kieszenie. - Dlaczego rozebraliście mój telewizjer?
- Bo... - zaczął tłumaczyć McNab, wznosząc oczy do nieba- bo
właśnie tędy przychodziły tutaj transmisje, prawda?
- Tak, ale...
- Eve, kochanie. - Roarke przerwał na moment pracę i poklepał
ją po policzku. - Idz sobie stąd.
- Zwietnie. Pójdę zająć się jakąś pożyteczną pracą.- Starała się
zachować godność do końca, nie odmówiła sobie jednak drobnej
satysfakcji i z hukiem zatrzasnęła drzwi.
- Uff, ona ci tego łatwo nie przepuści. [ Pobierz całość w formacie PDF ]