[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Potrzebuję kilku dni samotności. Dlaczego pojechałaś do ojca, kiedy cię o to po-
prosił? Bo zmusił cię do tego instynkt. Bo taka już jesteś. A mój instynkt mówi mi, że
muszę zniknąć.
R
L
T
- Czy nie mogliśmy o tym porozmawiać wczoraj?
- Porozmawiamy, kiedy wrócę. Może wtedy będę miał ci coś do powiedzenia.
- Doprowadzasz mnie do szaleństwa.
- Przepraszam cię. Nie jest to zamierzone.
- A co z pracą?
- W biurze panuje zastój, więc nie jestem tam potrzebny.
Nie musiał jej tego tłumaczyć. Wiedziała, że on i jego personel obciążają ją i ojca
winą za problemy firmy.
- Okej - powiedziała, starając się opanować drżenie głosu. - Powiedz mi tylko, do-
kąd jedziesz.
- Pewnie do mojego domku na Alasce - odparł chłodnym tonem.
Czyli jak najdalej ode mnie, pomyślała z rozpaczą. Po cudownej nocy, którą spę-
dził w moich ramionach, chce się teraz odciąć. Wykluczyć mnie ze swojego życia.
- W porządku - mruknęła. - W takim razie nie będę ci przeszkadzać w pakowaniu.
Zeszła na dół i usiadła z kubkiem herbaty w bujanym fotelu, który stał na tylnej
werandzie domu. Czuła się głęboko nieszczęśliwa. Wiedziała, że popełniła błąd, wyzna-
jąc mu miłość, bo ożenił się z nią tylko ze względu na dziecko, a w ich związku interesu-
je go wyłącznie seks.
Kiedy po chwili usłyszała zbliżające się kroki, uniosła głowę i spojrzała Jake'owi
pytająco w oczy.
- Nie chcę się z tobą spierać - oznajmił. - Wyjeżdżam, żeby wszystko przemyśleć.
Gdybyś czegoś potrzebowała, zadzwoń do Vanessy.
- Dam sobie radę bez pomocy.
- To dobrze - mruknął, kiwając głową.
- W takim razie do widzenia.
- Do widzenia. - Zarzucił plecak na ramię i ruszył w kierunku garażu.
Gdy odjechał, wstała z fotela i weszła do domu.
Panująca w nim cisza wydała się jej ogłuszająca.
R
L
T
ROZDZIAA CZTERNASTY
Alicia poczuła się po wyjściu Jake'a tak bardzo samotna, że zadzwoniła do Carol.
- Może byś przyjechała do Londynu - zaproponowała przyjaciółka, gdy poznała
szczegóły ostatnich wydarzeń.
- Masz rację. Nie mogę tu tkwić w nieskończoność. Pozwolę sobie na krótką po-
dróż. Ale... posłuchaj, muszę przerwać rozmowę, bo ktoś puka. Zadzwonię pózniej.
Kiedy wyjrzała przez judasza, ujrzała na progu Vanessę.
- Cześć - powiedziała, uchylając drzwi i siląc się na nonszalancki ton. - Zrobiłaś to,
o co prosił cię Jake, a teraz możesz z czystym sumieniem wrócić do synów.
- Nie ma ich w domu. Czy nie zaprosisz mnie do środka? Musisz być zawiedziona,
że twój mąż porzucił swoją piękną żonę i czmychnął na Alaskę. Co mu strzeliło do gło-
wy?
- Nie wiem. Może po prostu chciał być jak najdalej ode mnie.
- Kiedy ze mną rozmawiał, wydawał się śmiertelnie wystraszony. Może jest w to-
bie zakochany, tylko jeszcze o tym nie wie.
Alicia przypomniała sobie poprzedni wieczór. Wszystko szło dobrze, dopóki mu
nie powiedziała, że go kocha. Ale nie zamierzała się zwierzać jego wścibskiej sekretarce
ze swoich erotycznych doświadczeń.
- Posłuchaj...
- Obiecuję, że nie będę się więcej wtrącać do waszych osobistych spraw, ale chyba
mogę zaprosić cię na kolację. Zemścimy się na twoim mężu i wybierzemy bardzo drogą
restaurację. To znaczy taką, na jaką mogę sobie pozwolić przy moich zarobkach w jego
firmie.
W głowie Alicii pojawiły się zarysy pewnego szaleńczego planu.
- Usiądz w salonie i poczekaj chwilę, a ja zaraz się ubiorę - powiedziała, ruszając
do swojego pokoju.
- Czy wiesz, gdzie jest ten jego domek? - spytała Alicia.
R
L
T
- A jak myślisz, kto wynajmuje co rok pilota, który go tam zawozi, razem z tygo-
dniowym zapasem żywności? Ten szałas stoi trochę na południe od Parku Narodowego
Denali. Jake twierdzi, że pobyt w tym niedostępnym miejscu odświeża mu umysł.
- Co on tam robi?
- Poluje i łowi ryby. Ja nie wytrzymałabym w tej dziczy ani jednego dnia, ale on
zawsze wraca opalony i szczęśliwy. Czasem zachowuje się sympatycznie przez cały mie-
siąc. A kiedy złamał nogę, uciekając przed niedzwiedziem, traktował nas uprzejmie aż
przez osiem tygodni. Wiesz, co wtedy powiedział?  Przeżyłem cudowną przygodę. Led-
wie uszedłem z życiem". Tacy są mężczyzni! [ Pobierz całość w formacie PDF ]