[ Pobierz całość w formacie PDF ]

kowicie zamknął się w sobie.
- Bardzo mi przykro. - Nic innego nie przyszło jej do głowy.
Wyraz jego twarzy nie zmienił się.
- Dlaczego? Przecież z mojego powodu omal nie straciłaś
życia.
260
- Mylisz się. Omal nie straciłam życia z powodu Thais. Ty
mi je ocaliłeś. Ty i Barbarina.
Nic nie odpowiedział. Cecily nagle ogarnęła rozpacz.
- Thais wystrychnęła na dudka nas wszystkim, nawet mnie
- oświadczyła. - Nie chcę spędzić reszty życia w przekonaniu,
że obwiniasz się o to, co mi się przytrafiło. Nie zniosłabym
tego. Więc błagam, nie rób tego, przynajmniej przez wzgląd
na mnie. - Podniosła książkę. - Teraz mówię ci do widzenia.
I jak zawsze życzę ci szczęścia.
Czekała, aż Nico coś powie, ale milczał, więc po prostu
odeszła. Ani razu nie spojrzała za siebie.
Raf zjawił się, gdy Nico już miał wsiadać do gondoli.
- Co ty wyprawiasz? - spytał bez ogródek.
- Wyjeżdżam z Wenecji.
- Dlaczego? Bo obwiniasz się o śmierć Angeliny? Z powo­
du Cecily?
- Właśnie opuszczam miasto, wolałbym zatem porozma­
wiać o tym przy innej okazji. - A najchętniej wcale.
- Niech cię diabli, Domenico. Odbędziemy tę rozmowę teraz.
Nico rzadko widywał Rafa tak zagniewanego. Przypusz­
czał, że gdyby zdecydował się wsiąść do gondoli, Raf wsko­
czyłby za nim.
- Nie możemy rozmawiać tutaj - oświadczył Nico. - Wejdź­
my do jednego z gabinetów.
Już w środku Raf spiorunował go wzrokiem.
- O co chodzi? Naprawdę chcesz wziąć na swoje barki od­
powiedzialność za śmierć Angeliny? Przecież tamtego dnia to
nie ty zepchnąłeś ją w przepaść.
- Nie, ale Barbarina się nie myliła. To właśnie z mojego po- j
wodu Thais zabiła Angelinę i próbowała zabić Cecily. Powi-
261
nienem był to dostrzec, powinienem był przewidzieć, do cze­
go jest zdolna.
- Nikt z nas niczego się nie domyślił. Czy ty uważasz, że
ja nie obwiniam się z identycznych powodów? Thais zrobiła
wszystko, co w jej mocy, by mnie przekonać, że Angelina nie
jest z tobą szczęśliwa, że kocha mnie. Nawet przeszło mi przez
myśl, iż Thais jest zazdrosna o Angelinę, ale nie przypuszcza­
łem, że mogłaby ją skrzywdzić. A co z Barbariną? Przecież ją
podejrzewała, a nie pisnęła ani słowa.
- To nie na twoim punkcie Thais miała obsesję.
-I niby przez to śmierć Angeliny to twoja wina? Zachęcałeś
Thais do morderstwa?
Po raz pierwszy od tamtej nocy Nico poczuł ukłucie gnie­
wu.
- Nie, do diaska, ale powinienem dać jej jasno do zrozu­
mienia, że ani trochę nie jestem nią zainteresowany.
-I myślisz, że to by cokolwiek zmieniło? Przecież ona bez
wątpienia była szalona. - Popatrzył na Nica. - A co z Cecily?
Zamierzasz zostawić ją tu samą?
- Będzie z moją rodziną. Ma też ciebie.
- Ale jest zaręczona z tobą. Pewnie o tym zapomniałeś.
- To tylko chwilowe.
- Ona cię kocha.
Nico popatrzył na Rafa.
- Wobec tego jest głupia.
Raf zacisnął pięści.
- Powinienem cię za to wyzwać na pojedynek - powiedział
cicho.
- Wybierz więc broń.
Raf wpatrywał się w niego przez długą chwilę.
- Zaczynam wierzyć, że lepiej jej będzie bez ciebie. Cecily
262
potrzebuje mężczyzny, który doceni jej miłość, a nie wzgardzi
nią. - Podszedł do drzwi i nagle przystanął. - Angelina nie ży­
je. A ty odszedłeś razem z nią.
Po tych słowach wyszedł.
Cecily rozejrzała się po sypialni. Toaletka była pusta,
wszystkie wachlarze i rękawiczki zostały już spakowane. Za
pół godziny miała wyjechać z Rafem. Postanowiła już wcześ­
niej, że musi wracać do Avezzy. Zostawiła księciu wiadomość,
którą miał otrzymać po powrocie. Zaręczynowy pierścień od­
dała jego matce.
- Moja droga, jest pani pewna, że chce nas opuścić? - zapy­
tała księżna. Cecily nawet nie zauważyła, kiedy dama weszła
do pokoju. - Nie podoba mi się, że wróci pani tam całkiem
sama. W ostatnich tygodniach dużo pani przeszła.
- Nie będę sama. Raf obiecał, że na kilka dni zatrzyma się
w Avezzy.
- Domenico pani potrzebuje.
Cecily popatrzyła w oczy księżnej.
- Szczerze mówiąc, jasno dał mi do zrozumienia, że wręcz
przeciwnie. Niczego ode mnie nie chce. Ani współczucia, ani
uprzejmości. Kiedy powiedziałam mu, że jest mi przykro, od­
parł, że niepotrzebnie.
Marco tak samo odsuwał się od niej, gdy chciała go po­
cieszyć.
- Moja droga.,.
- Nie mogę mu w żaden sposób pomóc - szepnęła Cecily.
Księżna przez moment milczała.
- Nie pozwala na to, by ktokolwiek z nas mu pomógł - po­
wiedziała w końcu. - Tak jak kiedyś. Podejrzewam, że teraz
czuje się tak, jakby Angelina zmarła po raz wtóry. Widzi pa-
263
ni, obwiniał się o jej śmierć już trzynaście lat temu, nawet nie
chcę sobie wyobrażać, co przeżywa teraz. Nie tylko z powodu
Angeliny, ale i pani. Bez wątpienia uważa, że panią zawiódł. [ Pobierz całość w formacie PDF ]