[ Pobierz całość w formacie PDF ]

To jeden z powodów, dla których zrezygnowałem z tej
pracy. - Uniósł szklankę w kpiącym geście. - Nie
chciałem też brać ślubu z córką dwojga innych człon
ków rady. - Skinął głową Giffordowi i Catherine.
- Powiadasz, że gdy przed dwoma miesiącami
wróciłeś do Stanów, wiedziałeś, że ożenisz się z Emily?
Catherine wydawała się wstrząśnięta.
- Wiedziałem, że zrobię wszystko, co w mojej
mocy, żeby się z nią ożenić - odparł Jacob spokojnie.
Drake uśmiechnął się blado, ale milczał. Wyglądało
na to, że sprawdziły się jego podejrzenia. Gifford
kołysał się w fotelu, mrużył oczy i powoli sączył drinka.
164 " PEANIA
- Ach, tak - bąknęła Catherine. - Wobec tego, co
masz zamiar robić w przyszłości, Jacobie?
- Jeszcze nie jestem pewien, ale przypuszczam, że
wkrótce gdzieś się z Emily przeniesiemy.
Emily niemal zakrztusiła się winem. Otworzyła
usta, by spytać, co Jacob ma na myśli, ale zanim
wypowiedziała pierwsze słowo, matka ją wyręczyła.
- Dokąd się przeniesiecie?
- Myślę, że do Arizony - odparł rozbawiony Ja
cob. - To jeszcze nic pewnego. Ja mogę otworzyć
firmę konsultingową niemal wszędzie, ale musimy
znalezć miejsce, gdzie Emily mogłaby założyć nową
kwiaciarnię.
Gifford Ravenscroft przyjrzał się Jacobowi uważniej.
- Musicie koniecznie się przeprowadzać?
Jacob uśmiechnął się.
- To nie jest absolutnie konieczne, ale wydaje mi
się, że zachowanie pewnego dystansu może być zba
wienne.
Drake zachichotał.
- Masz na myśli dystans między nami a tobą
i Emily?
- Wiedziałem, że to zrozumiesz - odparł uprzejmie
Jacob.
Catherine zaczęła protestować. Gifford patrzył na
Jacoba oczyma jastrzębia. Emily uznała, że najlepiej
będzie milczeć. Jacob zapowiedział, że sam da sobie
radę, i najwyrazniej mu się to udało.
- A więc wracasz do pomysłu założenia firmy
konsultingowej, Jacobie? - zapytał Gifford.
- Tak, chyba że przyjmę posadę u Emily. Obiecała
zatrudnić mnie jako rozwoziciela kwiatów, na pełnym
etacie. To nie taka zła propozycja. Praca ciekawa,
spotyka się miłych ludzi, a napiwki są godziwe.
PEANIA " 165
Drake parsknął śmiechem, po czym pociągnął
długi łyk whisky. Spojrzał znad szklaneczki w oczy
Emily, która najwyrazniej dobrze odczytała jego my
śli. Widok Jacoba rozwożącego kwiaty był niezwykle
śmieszny.
- Zabawne - powiedziała pogodnie - ale on się
naprawdę do tego nadaje.
- Czyżby? - Drake rzucił Jacobowi uważne spoj
rzenie.
Gifford popatrzył na zięcia z wściekłością.
- Przestańcie się wreszcie wygłupiać z tym roz
wożeniem kwiatów. Na otworzenie własnej firmy
konsultingowej potrzebujesz niemałych pieniędzy.
- Doprawdy? - spytał uprzejmie Jacob.
Rozbawienie Emily znikło nagle. Wyczuła nad
ciągające niebezpieczeństwo. Zbyt długo żyła w tej
rodzinie, żeby nie rozpoznać, kiedy sytuacja zaczyna
robić się grozna.
- Na rozruch w pierwszym roku będziesz potrzebo
wał stu tysięcy. Może nawet stu pięćdziesięciu. Lokal
biurowy, personel, koszty podróży. Przebrnięcie przez
pierwszy rok to drobiazg. Najgorszy jest rok drugi.
Będziesz na pewno potrzebował dodatkowych do
chodów na przetrwanie następnych osiemnastu mie
sięcy. Potem dopiero, jeśli ci dopisze szczęście, zacz
niesz zarabiać. Jeśli oczywiście wszystko będzie grać
i zdobędziesz tylu klientów, żeby się utrzymać na
powierzchni.
- Długo się przyglądałem, jak działa Ravenscroft
International - odparł Jacob spokojnie.
- Płaciliśmy ci dobrze, ale wątpię, czy płaciliśmy
wystarczająco dużo, żebyś mógł założyć dużą firmę
konsultingową, zaczynając od zera - oświadczył Gif
ford.
166 " PEANIA
- Udało mi się zaoszczędzić kilka dolarów - po
wiedział pogodnie Jacob.
Emily poruszyła się niespokojnie. Zdawała sobie
sprawę, ku czemu to wszystko zmierza. Zacisnęła
palce na poręczach fotela. Drake zdawał się nic
sobie z tego wszystkiego nie robić. Obserwował obu
mężczyzn tak, jakby nadal go to serdecznie bawiło.
Catherine z niepokojem spojrzała na córkę, potem
znów na męża.
- Powinieneś zaplanować coś niedaleko i za ja
kieś ćwierć miliona, Stone - powiedział Gifford.
- Musisz przy tym zachować zimną krew. Dzisiaj
zakładanie interesu wymaga pieniędzy. Konkurencja
jest duża.
- Powiedziałem, że wiele się nauczyłem w RI.
Gifford zadzwonił kostkami lodu w swojej szklan
ce, potem zaś powiedział zdecydowanie:
- Myślę, że moglibyśmy ubić interes, Stone. Poży
czę ci dwieście pięćdziesiąt tysięcy bez procentu, pod
pewnym jednak warunkiem.
Emily znieruchomiała. Wiedziała, jaki to jest waru
nek. Gifford niewątpliwie miał zamiar zaproponować
wymianę - rozwód w zamian za ćwierć miliona dola
rów na założenie nowej firmy.
Miała ochotę głośno zaprotestować, ale w tej właś
nie chwili zobaczyła oczy Jacoba i gniewne, niecierp
liwe słowa zamarły jej na ustach. Jacob odczekał, aż
Emily się uspokoi, po czym skrzywił się kwaśno.
Zwrócił się do Gifforda i powiedział stanowczo:
- Giffordzie, pracowałem dla ciebie wystarczająco
długo, żeby sobie wbić raz na zawsze do głowy, że
ostatnie, na co mógłbym na tym świecie przystać, to
żebyś ty inwestował w moją firmę. Nie obrażaj się, ale
obaj wiemy, że w tego rodzaju ofercie, jaką mi
PEANIA " 167
składasz, kryje się zawsze jakaś pułapka. Nie mam
ochoty wiązać sobie rąk, zwłaszcza takimi pętami,
jakie nakłada Ravenscroft.
Giffrod wpatrywał się weń długo.
- Wierzę, że tak naprawdę myślisz.
- Ty, jak mało kto - wtrącił Drake - powinieneś
wiedzieć, że Jacob nigdy nie rzuca słów na wiatr.
- Spojrzał na zegarek. - Czy możemy przejść do ja
dalni? Wiecie, jak Myra nie lubi czekać.
- Wy idzcie, a ja tu zostanę z Jacobem. Za chwilę
dojdziemy - powiedział Gifford.
Catherine wstała, Drake również.
- Idziesz, Emily? - spytała Catherine tonem wręcz
rozkazującym.
Emily zawahała się, po czym uśmiechnęła do męża.
- Czemu nie? - mruknęła. - Jacob da sobie radę
sam.
Jacob, kiedy przechodziła obok, ujął jej dłoń i uścis
nął porozumiewawczo.
- Dziękuję za zaufanie - szepnął tak cicho, że nikt
poza nią tego nie usłyszał. Uśmiechnęła się, po czym
ruszyła za matką i Drakiem. Wszyscy troje opuścili
werandę.
- Nie mogę wprost w to uwierzyć - powiedziała
Catherine, gdy znalezli się w holu. - Jak mogłaś nas
tak zaskoczyć, Emily? Najpierw tym małżeństwem,
potem rewelacjami na temat twojej umowy z babcią
Ravenscroft. Tego już za wiele. Nigdy tak nie po
stępowałaś.
- Mała poprawka - wtrącił Drake. - Próbowała
tak postępować już dawniej. Potem się uspokoiła. Ale
teraz nasza mała Emily rozkwitła. I kiedy ten kwiat się
rozwinął, znalazł się w pobliżu Jacob Stone, który go
zwyczajnie zerwał.
168 " PEANIA
- Wiem, że to tobą wstrząśnie, mamo, ale ja ko
cham Jacoba Stone'a, od chwili kiedy uratował mnie [ Pobierz całość w formacie PDF ]