[ Pobierz całość w formacie PDF ]

woko o, ale ludzi zgromadzi o si wiele. Stali milcz co wokó domostw.
Wrota by y zawarte na g ucho, wsz dzie, panowa a cisza, jakby tamci
bali si zbudzi nieszcz cie. Wtem cz owiek, którego strofowa Ma-
teusz, zawo g no: "Gdzie jest starszy gminy? Niechaj wyjdzie do
obywateli dobrego miasta Arras!" Odpowiedzia o mu milczenie. Wi c
znów zawo , najprzód on, potem kilku innych. To by o lepsze od
poprzedniej ciszy. Co zacz o si dzia , ludzie jak gdyby si ockn li,
poczuli, e maj nogi, ramiona, g owy, barki... Kilku ruszy o w uliczk ,
wietlaj c drog pochodniami. Skwiercza y niemile, coraz bucha y
z nich iskierki i dogasa y w ka ach. Wtem jaki ko tun wyschni tych
grochowin zaj si p omieniem, ogie buchn w gór , rozja ni ca
ulic . "Diabe , diabe !!" - krzykn kto w t umie. G owy zrazu
cofn y si w trwodze, potem - jakby fala morska skruszy a wa
ziemny - pop yn y naprzód. "Starszy gminy!" - wo ano. "Gdzie jest
starszy gminy?!'~ Domy ydowskie milcza y w trwodze. aden szmer
nie przenikn na zewn trz. I oto nagle, kiedy na moment zapad a cisza
w faluj cym t umie - uszu naszych dobieg t tent konia. W blasku
ognia, który strzela wysoko - ujrzeli my je ca w ciemnej opo czy,
na gniadym wierzchowcu,. który wyskoczy z obej cia i par ku
zachodniej bramie. Kilku obywateli zabieg o mu drog . Chwycili konia
za w dzid o, uwiesili si jego karku. Inni ci gn li je ca na ziemi .
Taszczyli go po s omie wzd ulicy, ok adaj c ku akami. "Chcia uciec
z miasta!" - wo ali. "Oto zbieg, który chcia wyda dobre miasto
Arras na up diab u..." yd milcza . Kiedy go dowlekali na rynek, nie
dawa ju znaku ycia. Ale przecie uwi zano jego cia o przy paliku,
rami w rami z Icchakiem - i znów zap on nowy stos. Kiedy
omienie strzeli y w gór , ludzie wci wo ali: "Oto sprzymierzeniec
szatana, który chcia otworzy bramy Arras dla wszelkiej nieprawo-
ci..." ObYwatele wtargn li si do ydowskich obej przy zachodniej
bramie. Nieopisany lament wzbi si pod niebo, na którym tu i ówdzie
yska y senne gwiazdy. Odszed em ku ko cio owi wi tego Idziego.
Tam, w mrocznej nawie, nie by o nikogo. Ukl em na kamieniu
i modli em si arliwie.
W imi Ojca i Syna, i Ducha wi tego. Amen.
Panowie! Zwa cie, co wam teraz powiem. Jestem w Brugii przyby-
szem z innego wiata. Wasze miasto uchodzi za wzór wszelkich cnót,
cho - jak sami powiadacie - mniej tu mi ci i boja ni bo ej ni eli
towarów na sprzeda . Nale ycie do osobliwego rodzaju ludzkiego,
który trawi dni i noce w ciemnych kantorach albo po ród skrzypi cych
okr tów w bogatym porcie. Obcujecie ze wiatem tak rozleg ym,
o jakim ludzie w Burgundii nie maj nawet poj cia. Na waszych sto ach
pe no osobliwych korzeni, kwiatów i owoców, które niechybnie wzbu-
dzi yby l k w sercach obywateli mego rozleg ego ksi stwa. Wyruszacie
na dalekie wyprawy i znacie mieszka ców ziemi o tym, brunatnym,
czarnym i niebieskim kolorze skóry. Napatrzyli cie si tak wielu cudów
i okropno ci, e wiara w diab a nie go ci wcale w waszych sercach.
Nale ymy do innych wiatów. Kiedym tu przyby i wjecha w bramy
miasta, tak go cinnie dla mnie otwarte - pierwsze kroki skierowa-
em ku relikwiom wi tej Urszuli. I by em - o dziwo! - jedynym
cz owiekiem od wielu lat, który si przy tym wi tym o tarzu pomodli .
Brugia jest wielce szanowanym miastem i chyl czo a wobec waszej
dro ci, przedsi biorczo ci i bogactwa, lecz wierzcie mi - nigdy nie
zrozumiemy si do ko ca! Gdy mnie wychowa y soczyste ki Braban-
cji i nauki Ko cio a wi tego - wy p ywali cie po dalekich morzach.
Gdy ja po ci em i odprawia em pokut - wy opisywali cie swoje
przygody na wyspach czarnoksi skich, w krainie wichrów albo zgo a
na kra cach ziemi Kalifa. Gdy ja sta em wiernie przy ksi tach - wy
mieli cie do si i odwagi, by obra ksi t. Jestem wam wdzi czny
za schronienie i pe en pokory, e przyjdzie mi teraz w tym
najwspanialszym mie cie pod s cem. Ale przecie mam pewien skarb,
który nie zosta wam dany. Otom s ysza g os Boga i g os szatana.
Obcowa em z niebem i piek em. Do wiadczy em na sobie, co znaczy
walka o zbawienie duszy. Przeby em tyle cierpie , tyle wzlotów
i upadków, e nie jeste cie w stanie poj , co mo e pomie ci moje
serce.
Panowie! Nie chc odbiera wam z udze , ale do.prawdy nie ten jest
wolny, który jest, ale ten, który pragnie by . Brugia jest wielkim
i bogatym miastem, lecz Bóg oszcz dzi jej upadku, nie mo e wi c
dost pi wznios ci. Zaufali cie waszym mapom, okr tom i kapita-
nom. Jest to dobra ufno , ale nie prowadzi do pe nego zbawienia.
ysza em, e w Brugii rozcz onkowuje si cia a zmar ych, by odkry ,
co si mie ci w cz owieku. My, w Arras, czynili my to samo, ale
w innym celu. Kierowa nami g ód, nie ciekawo . I w nie dlatego
stokro wi cej wiemy o cz owieku!
Wys uchajcie mnie uwa nie. Bo to si i wam przyda, je li nie dzisiaj,
to jutro, a je li nie jutro, to pojutrze... Owej nocy, kiedy w Arras
rozleg y si tumulty wielkiej rzezi - rozmawia em z Bogiem i diab em.
W md ym blasku pochodni i lamp oliwnych, samotny i pot piony,
gada em z tymi dwoma.
Przez ca e lata wielebny Albert powtarza , e winienem miastu Arras
wdzi czno , bo mnie wynios o na szczyt powodzenia. Gdyby nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]