[ Pobierz całość w formacie PDF ]

włosów. Były wilgotne i zwijały się wokół jego palców, jakby chciały złapać go w pu-
łapkę, z której się nie wydostanie. %7łałował, że nie może na zawsze pozostać w tym uści-
sku. Uwielbiał dotykać jej włosów i nigdy nie będzie miał tego dosyć.
Della chyba czytała mu w myślach. Rozwiązała pasek szlafroka i ujęła twarz Mar-
cusa w dłonie. Zachęcony niemym zaproszeniem, dotknął jej dekoltu, a potem wsunął
palec pomiędzy piersi. Gdy objął jedną z nich, Della wstrzymała oddech, a następnie
otworzyła szerzej usta, by zaprosić go dalej. Marcus pomyślał, że reaguje na nią tak samo
jak minionej nocy, zatraca się w niej z intensywnością i prędkością, które przewyższały
wszystkie inne emocje. Gdy jej dotykał, wszystko przestawało istnieć. Było tylko pożą-
danie, namiętność, nienasycenie, które domagały się zaspokojenia.
Della także to rozumiała - a może czuła to samo. Szarpnięciem rozwiązała mu pa-
sek, wśliznęła dłonie pod szlafrok, a potem zsunęła go z jego ramion. Chwilę pózniej
klęczała przed nim, jedną ręką chwytając jego udo, a drugą członek. Marcus zamknął
oczy. Dłuższy czas pieściła go delikatnie, a jemu waliło serce. Gdy poczuł jej wargi,
chwycił ją za włosy, więc musiała wyczuć, że jest bliski orgazmu. Podniosła się, wzięła
go za rękę i pociągnęła do łóżka. Zrzuciła z niego szlafrok i pchnęła go na materac, a po-
tem patrzył, jak Della się rozbiera. Kiedy do niego dołączyła, położył dłonie na jej ra-
mionach i odwrócił ją. Gdy leżała na brzuchu, podparta na ramionach, chwycił ją za bio-
dra i uklęknął za nią. Kładąc otwarte dłonie na plecach Delli, wszedł w nią powoli i po-
chylił się. Ujął jej piersi w dłonie, a Della cicho pojękiwała. Niespiesznie wysunął się z
niej, by zaraz potem wejść znów gwałtownie i głęboko.
Della krzyknęła, ścisnęła w garści materiał prześcieradła. Im gwałtowniej ją brał,
tym głośniej się go domagała. Co miał zrobić? Musiał jej posłuchać. Nigdy dotąd nie ko-
chał się z tak nieskrępowaną, pozbawioną oporów kobietą. Della brała i dawała jak żadna
R
L
T
inna kobieta. Kiedy leżała pod nim, obejmowała go nogami w pasie. Kochała się z nim w
każdej możliwej pozycji: leżąc, stojąc czy klęcząc. Kiedy wreszcie oboje osiągnęli or-
gazm, klęczała oparta o fotel, tam, gdzie zaczęli. Znieruchomieli, po czym opadli razem
na fotel.
Przez długą chwilę siedzieli objęci, Marcus w fotelu, a Della na jego kolanach.
%7ładne nie chciało, a może nie było w stanie nic powiedzieć. Della położyła dłoń na piersi
Marcusa, a on dotknął jej piersi, czując, że serce Delli bije tym samym przyspieszonym
rytmem co jego. Z czasem ich serca zaczęły zwalniać. Marcus podejrzewał, że to jest
chwilowe i pożądanie znów będzie się domagać swego.
Tym razem, kiedy się kochali, było inaczej niż wcześniej. Nie był pewien, na czym
ta inność polega ani czy to ważne. Seks był gorący i nieokiełznany. Oboje zżerała na-
miętność, której prawie nie dało się kontrolować. Robili i mówili rzeczy, których nie
powiedzieliby ani nie zrobili z innymi partnerami.
Ale było coś jeszcze, czego Marcus nie przeżył z innymi kobietami. Nie chodziło
tylko o brak zahamowań, ale o brak lęku. Jakby seks z Dellą był naturalną reakcją na
uczucia, które towarzyszyły mu od dawna. Nie potrafił opisać tego inaczej, choć znali się
tak krótko. Seks z Dellą był czymś dobrym i właściwym, jakby wszystko do tej pory było
jedynie rozgrzewką, jakby dotychczasowe kochanki służyły mu do ćwiczeń. To coś zna-
czyło, był tego pewien. Nie wiedział tylko co.
Gdy się obudził, wiedział, że Della zniknęła, choć w pokoju wciąż było ciemno,
choć poduszka obok jeszcze nią pachniała, choć pościel, gdzie leżała, była ciepła. Może
obudził go odgłos zamykanych drzwi, pomyślał z zadziwiającą jasnością jak na kogoś,
kto właśnie się obudził. Może gdyby się pospieszył, dogoniłby ją, nim wsiądzie do win-
dy. A jeśli już jechała windą, mógłby ją złapać w holu, nim wyjdzie z budynku.
Choć w głowie miał natłok myśli, wiedział, że to nieprawda. Nie obudził go żaden
hałas, tylko świadomość, a właściwie podświadome przekonanie, że Della zniknęła bez-
powrotnie, a on został nieodwołalnie sam.
Usiadł na łóżku, przecierając oczy. Nic nowego. Nigdy mu nie przeszkadzało, że
żyje sam, je sam, pracuje sam. Przeciwnie, zawsze wolał własne towarzystwo od towa-
rzystwa innych. Poza Charlotte, a to dlatego, że ona też była samotnikiem. Nigdy nie
R
L
T
czuł, że ma z kimś tyle wspólnego co z nią. Gdy potrzebował towarzystwa, znajdował je
bez trudu. Zawsze był ktoś, do kogo mógł zadzwonić, zawsze, w ciągu paru minut, mógł
znalezć się gdzieś, gdzie otaczaliby go ludzie. Czasami przyjaciele, częściej znajomi.
Tym razem zle się czuł ze swoją samotnością.
Wstał z łóżka, włożył szlafrok i podszedł do okna. W świetle, które wpadało przez
szparę między zasłonami, dojrzał kartkę na stoliku, gdzie wcześniej siedział z Dellą.
Poczuł ucisk w piersi, gdy po nią sięgał, bo myślał, że to list od Delli. Tymczasem
była to kartka, na której napisał numery swoich telefonów. Della jej nie wzięła. Chciała [ Pobierz całość w formacie PDF ]