[ Pobierz całość w formacie PDF ]

to za chwilę zemdleje. Z wysiłkiem otworzył usta:
- Zaatakował mnie rekin - jęknął.
Dopiero teraz dostrzegli, \e brakuje mu jednej płetwy, a kostkę
ma zakrwawioną. Kelsey poczuła w sercu ukłucie lodowej szpilki.
- Co z Craigiem? - spytała.
- Jego równie\ musiały zaatakować rekiny.
Kelsey spojrzała na nich ze zgrozą. Nie mogła, nie chciała w to
uwierzyć.
- Nie, nie... - szepnęła.
Dean potrząsnął głową. Po chwili zebrał się w sobie i zaczął
opowiadać łamiącym się głosem.
- Był nade mną... Nie sądzę... Zaatakowało nas pięć albo
sześć rekinów. Nie mam pojęcia, skąd się tam wzięły. Były
rozwścieczone. Same tygrysie. Z pasami na grzbietach. Szerokie,
szerokie  zaczął powtarzać bez sensu, ale po chwili opanował się i
ciągnął dalej: - Rzuciły się na mnie... Samica zerwała płetwę... Nie
miałem wyboru, nie miałem - powtarzał. Wyglądało na to, \e
znowu traci poczucie rzeczywistości. Ponure wspomnienia nie
dawały mu spokoju. Dean powinien teraz trochę odpocząć, jeśli nie
chcieli, by rozkleił się na dobre. Był zbyt zmęczony, by mówić.
Kelsey zerknęła na Jessa i dostrzegła, \e pobladł tak samo jak
ona. Oboje czuli się fatalnie, ale musieli zachować twarz przed
wyczerpanym kolegą. Kelsey poklepała Deana po ramieniu.
- Jasne. Nie musisz nic mówić. Wiemy dokładnie, co się
stało. Odpocznij teraz.
Wstała. Poczuła na ramieniu mocny uścisk dłoni Jessa. Nie
czuła bólu. Wiedziała, co chce powiedzieć i znała swoją
odpowiedz. Czekała niecierpliwię. Widziała, jak Jess walczy z sobą.
W końcu odezwał się:
- Nie mo\emy zbyt długo trzymać go na pokładzie - wskazał
Deana. - Musi przejść pełną dekompresję. Za kilkanaście minut
mo\e ju\ być za pózno.
- Nie, nie trzeba - pokręcił głową Dean. - Nie musicie tego dla
mnie robić. Tam są rekiny. - Ręce mu się trzęsły. Twarz nie
odzyskała jeszcze normalnej barwy. Oczy były podkrą\one i jakby
wciśnięte w głąb czaszki. Wyglądał bardziej na ofiarę jakiejś
śmiertelnej choroby ni\ pla\owego amanta.
Kelsey wybiegła, by się przebrać. Jess w tym czasie przygotował
butle z tlenem. Sprawdził ciśnienie i uporządkował wszystkie
paski. Znał się na tej robocie. Wszystkie czynności zajęły mu
najwy\ej parę minut. Kiedy ju\ byli gotowi, z wody wynurzył się
Craig.
- Dean, mój Bo\e! Nic ci nie jest? Ja nie chciałem...
Czy jesteś ranny?
Natychmiast ściągnął maskę i podpłynął do burty statku. Wspiął
się po drabince i klęknął przy Deanie.
- Nic nie mogłem zrobić. Gdybyś zaczekał, spróbowałbym je
odciągnąć.
- Nie, na pewno by ci się nie udało - Dean pokręcił głową. -
Nie było na to szans.
- Masz rację - potwierdził Craig.
Oczy mu błyszczały. Zaczął rozpinać paski, chcąc zdjąć butle z
tlenem.
- Widzicie, co mam na sobie? - zrobił wymowny ruch ręką. -
Ten skafander jest naprawdę dobry! Byłem wśród nich, a one nawet
nie zwróciły na mnie uwagi!
- Skafander? Jaki skafander? O czym ty, u diabła, mówisz?
Miałeś przecie\...
Jess spojrzał na nią ostrzegawczo i wskazał luki. Nie było czasu
do stracenia.
- Zacznij się ubierać. Wyprowadzę łódz na głębsze wody i
zaraz wracam.
Poszukiwania odpowiedniego miejsca do zakotwiczenia  Miss
Santa Fe" trwały parę minut. W tym czasie Dean zaczął się pocić i
majaczyć. Co parę chwil wykrzykiwał jakieś słowo lub zaczynał coś
bez sensu powtarzać. Zachowywał się, jakby był w stanie głębokiego
upojenia alkoholowego. Były to pierwsze objawy choroby
kesonowej. W jego krwi zaczęły powstawać zatory z nie
rozpuszczonych bąbelków azotu. Mogli powstrzymać ten proces
zabierając go pod wodę na głębokość, z której rozpoczął gwałtowne
wynurzanie. Następnie powinni krok po kroku powtórzyć kolejne
fazy wynurzania.
Cała operacja trwała dosyć długo. Zajmowali się na zmianę
chorym kolegą, nie chcąc dopuścić, by tym razem pojawił się na
powierzchni choćby minutę za wcześnie. Zmiany ciśnienia
przebiegały wolno i rytmicznie.
Mimo \e praca z Deanem była wyjątkowo ucią\liwa, nawet nie
zauwa\yli, jak minęło całe popołudnie i część wieczoru. Kelsey bez
przerwy wypatrywała rekinów, ale \aden się nie pojawił. Było to
bardzo dziwne. Spędzili pod wodą mnóstwo czasu, stykając się z
większością gatunków fauny morskiej. Obok nich przepływały
ró\ne gatunki ryb. Były większe i mniejsze. Płynęły ławicami i [ Pobierz całość w formacie PDF ]