[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sprzeczność, ale być może znikała ona na odpowiednio wysokim szczeblu abstrakcji.
 A więc  powiedziałem  był pan żołnierzem?
 Jeśli ma pan na myśli żołnierza w wojsku, to nie.
 A jaki może być inny rodzaj żołnierza?  zagadnąłem niewinnym tonem.
Spojrzał na mnie i na moment ściągnął usta, jakby się zastanawiał.
 Wszyscy jesteśmy żołnierzami, panie Sutter, ponieważ życie to wojna.
150
 %7łycie to wieczny konflikt  odparłem  ale to właśnie czyni je ciekawym. Wojna to
co innego.
 Ja w każdym razie rozwiązuję konflikty tak, jakby cały czas trwała wojna.*"  Może
w takim razie powinien je pan traktować jak hobby.
Przez chwilę ważył to w sobie, a potem uśmiechnął się.
 Może  odparł.  Spędziłem w La Salle sześć lat  powrócił do tematu swojej Alma
Mater.  Poznałem tam i zrozumiałem znaczenie organizacji wojskowej, struktury
dowodzenia i całej reszty.
Pomogło mi to w prowadzeniu moich interesów.
 Zgadzam się z panem  powiedziałem.  Byłem kiedyś oficerem i wciąż łapię się na
tym, że w życiu i interesach stosuję zasady, których nauczyłem się właśnie w
wojsku.
 No właśnie. Więc rozumie pan, co mam na myśli.
 Rozumiem.
No i tak to wyglądało. Odbywałem niemal sympatyczną pogawędkę o żarciu,
dzieciakach i starych, szkolnych czasach z szefem najsilniejszego nowojorskiego
klanu przestępczego. Obaj wydawaliśmy się odprężeni mimo moich insynuacji na
temat jego interesów i muszę przyznać, że facet był w porządku, ani trochę obleśny,
głupi czy ordynarny. I gdyby wszystko to, o czym tutaj rozmawialiśmy, nagrano i
odtworzono w obecności ławy przysięgłych lub na przyjęciu towarzyskim, słuchacze
z trudem opanowaliby ziewanie. Ale o czym, do diaska, miałem z nim mówić? O
zabijaniu ludzi i handlu narkotykami?
Istnieje możliwość, pomyślałem, że Bellarosa chce być po prostu dobrym sąsiadem
i nic więcej. Ale jako adwokat nie bardzo w to wierzyłem, a jako powszechnie
szanowany członek naszej małej społeczności zachowywałem czujność. Wiedziałem,
że nic dobrego z tego nie wyniknie, a mimo to z niechęcią myślałem o zakończeniu
rozmowy. Zgadza się, Emily, zło jest kuszące. Kiedy spoglądam na to wszystko z
perspektywy, nie mogę powiedzieć, że nie wiedziałem ani że nie zostałem
ostrzeżony.
 Czy religijna część programu nauczania w La Salle wywarła na panu podobnie
trwały wpływ jak część wojskowa?
Zastanawiał się przez chwilę.
 Tak  odpowiedział.  Panicznie boję się piekła.
Przypomniałem sobie Madonnę na skraju jego sadzawki.
151
 No cóż  powiedziałem  dobre i to na początek.
Kiwnął głową i rozejrzał się po moim gabinecie, przyglądając się skórze,
mosiądzowi, boazerii i przedstawiającym sceny myśliwskie reprodukcjom. Anglosaski
pic, pomyślał pewnie. Albo coś w tym rodzaju.
 Stara kancelaria  oświadczył.
 Tak.
Pomyślałem, że uznał kancelarię za starą, bo zobaczył w niej stare meble, nie
doceniałem jednak jego zainteresowania moją osobą.
 Rozpytałem się w okolicy  oświadczył po chwili.  Mój adwokat dobrze zna pana
nazwisko.
 Rozumiem.
Przez głowę przeleciała mi niesamowita myśl, że chce odkupić ode mnie firmę.
Zdecydowałem, że cena dwóch milionów nie będzie zbyt wygórowana.
 Powiem panu  odezwał się  w jakiej sprawie przyszedłem.
Kupuję teren przemysłowy przy Glen Cove Road i potrzebny mi jest adwokat, który
reprezentowałby mnie przy zawarciu i sfinalizowaniu kontraktu.*  Czy mówimy teraz
o interesach?
 Tak. Niech pan włączy licznik, mecenasie.
Namyślałem się przez chwilę.
 Wspomniał pan dopiero co, że ma adwokata.
 Tak. Faceta, który zna pańską firmę.
 Dlaczego nie zleci mu pan tej sprawy?
 Facet mieszka w Brooklynie.
 Więc niech pan pośle po niego taksówkę.
Bellarosa uśmiechnął się.
 Możliwe, że pan go zna. Nazywa się Jack Weinstein.
 O!  Pan Weinstein jest kimś, kogo określa się mianem mafijnego adwokata, co w
końcu dwudziestego wieku nie stanowi szczególnego powodu do sławy w tym kraju.
 Czy on nie może zająć się tą transakcją?
 Nie. Niegłupi z niego %7łyd, wie pan? Ale handel nieruchomościami to nie jego
działka.
 A co  zapytałem sarkastycznie  stanowi jego działkę?
 Różne rzeczy. Ale nie handel nieruchomościami. Do prowadze152 nia moich
interesów na Long Island chcę mieć faceta z Long Island, takiego jak pan. Kogoś,
kto jest w dobrych stosunkach z tutejszymi ludzmi. Sądzę, że pan zna wszystkich
właściwych ludzi, panie Sutter.
A pan, panie Bellarosa, pomyślałem, zna wszystkich niewłaściwych.
 Z pewnością ma pan firmę, która reprezentuje pańskie interesy handlowe.
 Zgadza się. Mam porządną firmę prawniczą w mieście. Bellamy, Schiff Landers.
 Czy to nie oni przypadkiem zajęli się kupnem Alhambry?
 Zgadza się. Sprawdzał pan?
 Podano to do publicznej wiadomości. Dlaczego pan im tego nie zleci?
 Powiedziałem już panu, do moich spraw tutaj chcę mieć tutejszego adwokata.
Przypomniałem sobie rozmowę, jaką odbyłem z Lesterem Remsenem na temat
posiadłości Lauderbachów.
 Mam raczej specyficzną klientelę, panie Bellarosa, i jeśli mam być szczery, są to
ludzie, którzy uważają, że adwokata najlepiej poznaje się po tym, w jakim obraca się
towarzystwie.
 To znaczy?
 To znaczy, że mogę stracić swoich starych klientów, jeśli podejmę się pańskiej
sprawy.
Nie wyglądał na obrażonego, może tylko zdawał się wątpić, czy wiem, o czym
mówię.
 Bellamy, Schiff Landers to bardzo porządna firma, panie Sutter  powiedział z
wystudiowanym spokojem.  Zna ich pan?
 Tak.
 Nie mają żadnych kłopotów z prowadzeniem moich interesów.
 To nie Nowy Jork. Tutaj sprawy mają się inaczej.
 Naprawdę? Wcale tego nie zauważyłem.
 No więc dobrze, właśnie ma pan okazję zauważyć to w tej chwili.
 Panie Sutter, przecież ma pan swoje biuro na Manhattanie.
Niech pan prowadzi moje interesy stamtąd.
 Nie mogę tego zrobić.
 Dlaczego?
 Powiedziałem już panu, że moi klienci& chociaż nie, właściwie chodzi o to, że nie
życzę sobie pana reprezentować.
153
Obaj milczeliśmy przez chwilę, podczas której przez głowę przebiegło mi kilka
niezbyt miłych myśli. Spieranie się z kimś, kto ma przy sobie broń, nie jest rzeczą
zbyt roztropną i miałem cichą nadzieję, że na tym cała sprawa się zakończy. Ale [ Pobierz całość w formacie PDF ]