[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Ten gniady z gwiazdką? - spytała. Amy potwierdziła.
- Jest super! - zanim Amy zdążyła ją powstrzymać, Melania pobiegła prosto do drzwi boksu. Spartan prychnął
ze strachu i uskoczył w głąb.
- Dlaczego to zrobił? - zawołała zdziwiona Melania i zatrzymała się.
- Bo biegłaś. To leczony koń, on jest bardzo nerwowy.
- Przepraszam - zawstydziła się Melania. - Mój kuc nigdy nie miał nic przeciwko mojemu bieganiu, nigdy się nie
denerwował.
- A Spartan się denerwuje - powiedziała ostro Amy. - Wiele przeżył.
- Ale ma blizny! - powiedziała Melania, spoglądając ponad drzwiami. Przez chwilę Amy pomyślała, że to ją
zniechęci, ale te nadzieje okazały się płonne. Melania odwróciła się z wyrazem determinacji na twarzy. - Chcę go,
tato.
Max Satchwell wyjął książeczkę czekową, uśmiechając się do Lou.
- Melania zawsze wie, czego chce - powiedział. -To dobrze, że zabraliśmy przyczepę, prawda? No, w porządku,
mówiła pani, że przyjmujecie darowizny. Jakiego rzędu będzie to kwota?
Amy nie mogła już dłużej znieść takiego zachowania. Jeśli Lou nie ma zamiaru się odezwać, ona to zrobi.
- Niestety, nie może go pan wziąć - wyrzuciła z siebie. - Przede wszystkim nie jest jeszcze gotów...
- Nie jest gotów? - przerwał Satchwell i spojrzał szybko na Lou. - Przecież przez telefon mówiła pani, że
szukacie dla niego domu?
- Przykro mi... - zaczerwieniła się Lou. - Ale chyba powiedziałam to trochę na wyrost.
- Drobne nieporozumienie - wtrącił się Carl. -Ale jeśli państwa córce tak bardzo zależy na Sparta-nie, możecie
go zarezerwować, wpłacając zadatek.
- Nie można go zarezerwować! - Lou z trudem panowała nad swoim głosem. - Oddamy Spartana dopiero wtedy,
gdy będziemy pewni, że znalezliśmy dla niego właściwy dom! - odwróciła się do Satch-wella. - Przykro mi,
naprawdę bardzo mi przykro, jeśli nie wyjaśniłam wszystkiego dokładnie przez telefon. Przestrzegamy tu pewnej
zasady. Wyjątkowo starannie wybieramy domy dla naszych koni. Nie można po prostu przyjechać i zabrać sobie
jakiegokolwiek konia, zwłaszcza takiego jak Spartan, który przeżył głęboki szok. Jemu potrzebny jest bardzo
spokojny dom i doświadczony właściciel - powiedziała, zaskakując Amy.
- Mam rozumieć, że nie pozwolicie mojej córce zabrać tego konia? - Satchwell nie krył oburzenia.
- Niestety, nie - Lou pokręciła przecząco głową. Uśmiechnęła się do Amy, po czym zwróciła się do Melanii ze
współczującą miną.
- Proszę cię, Melanio, spróbuj zrozumieć. Nie chcę, by to zle zabrzmiało, ale Spartan chyba nie byłby dobrym
koniem dla ciebie. Mamy za to inne, które mogłyby ciebie zainteresować, na przykład...
- Dosyć czasu już zmarnowaliśmy, panno Fleming - przerwał jej Max Satchwell. - Odjeżdżamy natychmiast!
- Poczekaj, tato! - zawołała nagle Melania. -Chciałabym obejrzeć pozostałe konie.
Zarówno rodzice, jak i Amy spojrzeli na nią ze zdumieniem. Amy była przekonana, że dziewczyna
odejdzie gniewnie po odmowie, ale chyba zle ją osądziła.
- Oni mają rację, tato - powiedziała cicho, podchodząc do ojca. - Chyba nie chcę konia, z którym musiałabym
tak ostrożnie postępować przez cały czas. Może jest inny, mniej nerwowy.
- Nawet kilka - powiedziała Lou, nie wierząc własnym uszom. - Prawda, Amy?
Amy kiwnęła głową.
- Może pójdziemy, pokażę ci je - zaproponowała Melanii. - Myślę, że spodoba ci się Miedzianek. Nie jest wcale
nerwowy i potrzeba mu dobrego domu, w którym dużo się dzieje.
- Mogę go zobaczyć? - zapytała niecierpliwie Melania.
- Pewnie - odrzekła Amy. - Chodzmy! - poprowadziła Melanię przez podwórze.
Po godzinie Melania była już po uszy zakochana w Miedzianku. Amy uśmiechnęła się, obserwując, jak
dziewczyna jedzie dookoła wybiegu. Miedzianek był młodym koniem, przebywał w Heartlandzie od trzech
miesięcy i potrzebował radosnego domu. Amy była pewna, że Melania zapewni mu dobrą opiekę.
- I co o tym myślisz? - zapytał Treg ściszonym głosem.
- Pasują do siebie idealnie - odpowiedziała Amy.
- Też tak sądzę - uśmiechnął się Treg.
Melania zsiadła i pomogła Amy go rozsiodłać. Jej rodzice umówili się z Tregiem, że w następnym tygodniu
przyjedzie obejrzeć stajnię, w której Melania trzymała swojego konia.
- Pa, Miedzianku - powiedziała Melania, całując kasztanka w nos. - Do zobaczenia wkrótce. [ Pobierz całość w formacie PDF ]