[ Pobierz całość w formacie PDF ]

lampy, podtrzymując następstwo dnia i nocy w latach, kiedy jedno od drugiego
na powierzchni nie różniło się prawie niczym. Między biurami a warsztatami
dzwoniły telefony, a między siostrzanymi stacjami kursowała regularnie
drezyna, zgrzytając i śmierdząc ozonem, kiedy z wolna sunęła jedynym w całym
metrze wiecznie oświetlonym korytarzem. To był Kryształowy Pałac, to był dom,
miejsce, do którego Borka zawsze wracał  bo innej bezpiecznej przystani nie
miał.
Stalker zastukał do metalowych drzwi dawnego pomieszczenia
technicznego, teraz zaadaptowanego na biuro i służbówkę naczelnika.
 Wejdz, młody.  Naczelnik południowej stacji sojuszu podniósł się z
siennika.  Siadaj.
 Panie Piotrze...  zaczął Borka.
 Tak, tak, dam ci, co chcesz  uśmiechnął się starszy z mężczyzn.
To było zresztą do przewidzenia, bo u naczelnika każdy dostawał to, czego
potrzebował. Piotr Zimowski został jednak naczelnikiem stacji przede
wszystkim dzięki temu, że zawsze miał co dać. Jakimś cudem w zniszczonym
mieście potra ł wszystko na wszystko wymienić, zorganizować, załatwić,
skołować i zawsze miał to pod ręką.
 Dam ci, co chcesz, dla tego twojego nowego  uśmiechnął się starszy
mężczyzna  ale powiedz mi, proszę, Borka, jedną rzecz. Na wała ty się tam
pchasz?
 %7łe gdzie niby?  stalker udał głupiego.
 Do tego całego Kampinosu. Co ty myślisz, że ja nie wiem, o czym wy
żeście z tym obdartusem gadali? O tej niby atomowej kwaterze jakiejś? 
roześmiał się naczelnik i wyjął z biurka dwie małe szklaneczki.  Wino dzisiaj
zlałem. Dziadostwo, kiśnie w tych warunkach, ale co poradzisz.
Wzruszył ramionami i z metalowej szafki wyciągnął zatkaną szmatką
butelkę z mętnawym, rubinowym płynem. Borka uśmiechnął się pod nosem,
widząc nadal przylepioną na wewnętrznej stronie drzwi playmate maja 2013. W
dzieciństwie ten plakat rozpalał wyobraznię niemal każdego chłopaka, który
miał szansę go zobaczyć. Dziewczyny na stacji niestety nie wyglądały tak jak
playmate, nawet jak już odrosły nieco od posadzki.
 Jeszcze nic w tej sprawie nie zdecydowałem...  odparł ostrożnie.
Nie podlegał naczelnikowi bezpośrednio. Owszem, stacjonował na Polu
wraz z oddziałem, a przez to korzystał z zaopatrzenia. Owszem, stąd pochodził,
tu miał pewne zobowiązania, tu wracał, ale formalnie jego stalkerzy nie byli
częścią administracji Kryształowego Pałacu. Zwiadczyli na jej rzecz niezliczone
usługi w zamian za wyposażenie, wsparcie inżynieryjne i zakwaterowanie. Gdy
byli akurat na miejscu, pełnili warty razem z regularną służbą ochrony,
konwojowali inżynierów, osłaniali wyjścia remontowe, często też dostarczali
zamówione opracowania i materiały przy okazji swoich wypraw. Formalnie
jednak nie podlegali nikomu.
Formalnie. A jednak Borka czuł się nieswojo, jak dzieciak, którego ruga
ojciec kolegi. Niby nie twój własny, ale jednak ciągle dorosły i mu wolno.
 Młody jesteś, Borka. I niestety czasem głupi. Nic się nie zmieniłeś, odkąd
żeś polazł do Reprezentacyjnego wtedy, dziesięć lat temu. Tam nic nie ma
przecież.
 Tego nie wiem i właśnie to mnie gryzie  uśmiechnął się stalker, próbując
powstrzymać obrzydliwy grymas, jaki wywołał w nim łyk naczelnikowskiego
wina.
Ktoś kiedyś powinien wreszcie Zimowskiemu powiedzieć, że to nie wina
wojny ani metra, tylko że on po prostu nie umie wina robić.
 Chuj tam nocuje  żachnął się naczelnik.  Ty myślisz, że jakby tam wojsko
siedziało, to dwadzieścia lat by się nie ruszyli? Nie odezwali się? Nie wyszli, nie
wrócili do miasta? Do stolicy?!
 A skąd ja mam wiedzieć, jak przedwojenne wojsko działa i jakie były
procedury na wojnę atomową? Ja teoretyk jestem, cała wiedza z książek 
roześmiał się Borka.  Clausewitz i Sun Tzu nie przygotowali mnie na takie
życie.
 Nie pajacuj  uciął Zimowski.  Nie wiem, po wuja tam chcesz iść, ojca i
tak nie znajdziesz. Chyba na zatratę tylko poleziesz. Ale trudno, widzę, że się
zdecydowałeś już?
 Sam przed sobą bym się krygował powiedzieć.
Borka wyciągnął dłoń z pustą szklanką i pozwolił sobie nalać drugą porcję
obrzydliwego płynu. Strzelał łupiny, zabijał mułociągi, ustrzelił raz telepa i
pewnie z kilkadziesiąt innych mutantów, nawet walczył kiedyś z balrogiem. Ale
wino naczelnika zostawiało w tyle każdą konkurencję pod względem
okropieństwa. Goya powinien je narysować, pomyślał stalker.
 Sam przed sobą bym się krygował powiedzieć  powtórzył  ale skoro pan
pyta... Ciągnie mnie. Cholera jedna wie, co tam jest. A jak jednak siedzą? Niech
pan pomyśli  cywilizacja, ludzie, jakaś, nie wiem, administracja, informacje,
diabli wiedzą, co udało im się ocalić. Przecież świat nie kończy się na tych
ciemnych tunelach i polach czarnego śniegu. Gdzieś coś musi być!
 Nie wiem, nie wiem tego  westchnął Piotr.  Gdyby coś kiedyś było, to po
dwóch dekadach tej śmierci klinicznej już byśmy o tym wiedzieli.
 No, a ja wcale nie jestem pewien. Od dawna nie wiadomo, co się dzieje na
północy. Za stację Niebieskich nie sięgają nasze wiadomości. Kiedy pan ostatnio
miał stamtąd jakieś informacje?
 Neonaziści ponoć...  niepewnie powiedział naczelnik.
 Ponoć. I co z nimi? Troje oczu mają czy jak? Faktem jest, że północ jest
odcięta. Nic więcej nie wiemy na pewno. Cholera wie, co tam się wyprawia.
Może prawdziwe wojsko weszło na teren miasta, zajęli podziemia? A poza tym,
mnie to ciągle duszno w tej rurze. Pan to wie przecież. Jakbym nie musiał być
stalkerem, tobym chciał być Magellanem.
 Ta, jeszcze może Hermaszewskim!  żachnął się naczelnik.  Dorosły
chłop, a głupi ciągle tak samo. Zobaczysz, nie będę po tobie płakał, jak ci coś
kiedyś łeb odgryzie! Trupy nie powinny wyłazić ze swoich katakumb, a my,
ludzkość, my już jesteśmy śmierdzącym ścierwem!
Borka dzwignął się na nogi, nie dając naczelnikowi czasu, aby
zaproponował mu trzecią szklankę wina. Nie dość, że było paskudne w smaku,
to stary robił się po nim obrzydliwie sentymentalny i zgryzliwy.
 W każdym razie, nawet jak ruszymy, to nieprędko, oj, nieprędko. Na razie
muszę chłopców do kupy poskładać, nowego wyszkolić, trochę odpocząć. Cała ta
wojna ze Słoikami dała mi trochę w kość.
 Niech ci będzie  pokiwał głową tamten, nie podejmując tematu ostatniej
wyprawy.
Wszyscy jakoś łukiem omijali tę sprawę, mając jasno świadomość, że na
Dworcu Zródmieście działy się rzeczy, które nie powinny mieć miejsca, ale bali
się lub wstydzili powiedzieć to prosto w twarz.
 Jutro przyjdz na setny metr. Dam ci ubrania dla tego nowego i jakąś
kwaterę mu wymyślimy. Swoją drogą, musiałeś takiego dziada przywlec, w
lepszym stanie nie mieli?
 On młodszy od pana  zaśmiał się sucho Borka i zamknął za sobą drzwi
służbówki.
Za jego plecami Zimowski pogroził mu pięścią, mamrocząc pod nosem [ Pobierz całość w formacie PDF ]