[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ciemną plamę, odrzekła:
 Stamtąd.
Zwięty Piotr utkwił oczy w ową ciemną plamę, patrzył długo, i wreszcie
rzekł:
99
 Widzę... Miasto, a w nim i naokół mnóstwo pomników...
 Pomników tego, któremu na imię było: Nienawiść.
 Tak... Poznaję... To on... i rozumiem.
 Więc puść mnie, Zwięty Kluczniku.
 Zaraz. Tylko powiedz mi jeszcze, czy nie próbowałaś pójść gdzie indziej?
 Poszłam na Zachód, ale tam cały kraj w stronnictwach i nawet bracia
braci tak nienawidzą, że zupełnie nie było dla mnie miejsca.
 Mogłaś pójść jeszcze dalej  za morza.
 Nie miałam pieniędzy.
 No, a w drugą stronę od Miasta Nienawiści?
 Nie miałam... paszportu.
 Nigdzie nie mogłaś?
 Nigdzie.
 Więc gdyby nasz Pan Ukrzyżowany chciał znowu zstąpić na ziemię?...
 Och, święty Pietrze, nie puszczono by Go lub wyszydzono.
Nastała chwila milczenia, po czym Apostoł podniósł głowę, spojrzał ze
smutnym zdziwieniem na Miłość Chrześcijańską i zapytał:
 Ale powiedz mi wreszcie, co im zastąpi Jego naukę i ciebie?
A ona odrzekła:
 Powiadają, że rynki zbytu.
100
CZY CI NAJMILSZY?
...W dali było widać ciemną wstęgę boru, przed borem łąkę, a wśród łanów
zboża stała chata, pokryta słomianą strzechą i mchami. Brzozy zwieszały
nad nią zielone warkocze, na świerku w gniezdzie stał bocian, a w sadzie wi-
śniowym czerniały ule.
Przez otwarte wrota na dziedziniec wszedł wędrowiec i rzekł do niewiasty
stojącej u progu:
 Pokój tej cichej chacie, tym drzewom, zbożom i okolicy całej, i tobie,
matko!
Ona, powitawszy go gościnnie, rzekła:
 Chleba i mleka przyniosę ci, wędrowcze, a tymczasem siądz i odpocznij,
bo widać, że z dalekiej wracasz podróży.
 Jako ów bocian i jako jaskółka wędrowałem; wracam z daleka i od dzieci
ci twoich wieść przynoszę.
Więc onej matce dusza cała zbiegła do oczu i zaraz spytała wędrowca:
 Czy wiesz co o synu moim, Jaśku?
 Czy ci on najmilszy, że o niego pytasz najpierwej? Oto jeden twój syn w
puszczach z siekierą pracuje i w jeziora sieć zapuszcza; drugi konie na stepie
pasie, pieśni tęskne zawodzi i w gwiazdy patrzy; trzeci po górach się wspina,
na turniach i halach z owcami noc spędza, w orłów krakania się wsłuchuje.
Do kolan się wszyscy twoich chylą i pozdrowienia ci przesyłają...
 A Jaśko?  pytała z troską na twarzy.
 Wieść smutną chowam na ostatek. yle się Jaśkowi wiedzie: rola plonu
mu nie daje, bieda i głód dokucza, w niedoli płyną mu dnie i miesiące.
Wśród obcych i nędzy, mowy twej nawet zapomina, więc i ty o nim, bo już
nie twój... zapomnij!...
Gdy to rzekł, kobieta, wziąwszy go za rękę wwiodła, do spiżarni w chacie i
zdjąwszy bochenek chleba z półki rzekła:
 Wędrowcze, daj to Jaśkowi.
Na koniec z chustki rozwiązała pieniądz srebrny, błyszczący, i drżącym
głosem rzecze:
 Nie bogatam ja sama, ale i to dla Jaśka.
 Niewiasto!  rzekł ze zdziwieniem wielkim wędrowiec  synów masz wie-
lu, a jednemu wszystko oddajesz. Czy go kochasz najwięcej? czy ci on naj-
milszy?
Ona zaś, podniósłszy wielkie, smutne oczy, łzami zalane, tak rzecze:
 Błogosławieństwo, moje wszystkim, ale datki temu jednemu, bom ja
matka, a on najbiedniejszy.
101
102 [ Pobierz całość w formacie PDF ]