[ Pobierz całość w formacie PDF ]

spróbować jednak napisać tę książkę. Wystukała na klawiaturze tytuł:
Zmierć we dworze
Ponieważ przed chwilą widziała prawdziwy dwór, miała od czego
zacząć. Na początek opisze Lucy, Tolly'ego o wulgarny wystrój wnę-
trza. A dalej może coś wymyśli.
Ku własnemu zaskoczeniu zdołała zapisać cztery strony, nim za-
dzwonił dzwonek u drzwi. W progu stanęła Amy.
 Przyszłam cię przeprosić, że nie zdradziłam, że pracuję w agen-
cji nieruchomości  zagadnęła zamiast powitania.  Ale widzisz, ba-
łam się, że będziesz mnie obwiniać, jeżeli znajdziesz usterki.
 Wejdz  zaprosiła ją Agatha z ociąganiem. Zapisała napisany
przed chwilą tekst w pamięci komputera i go wyłączyła.
LR
T
 Och, przeszkodziłam ci w pracy nad książką  zauważyła
Amy.  Pewnie jesteś na mnie zła.
 Wcale nie. Chodzmy do kuchni.  Agatha zerknęła na zegarek.
Wskazywał wpół do siódmej wieczorem.
 Zjadłabyś ze mną kolację?  spytała.
 Jeżeli jesteś pewna...
 Oczywiście, wystarczy dla dwóch osób. To tylko odgrzane
mrożonki od Marksa i Spencera. Siadaj. Nie jadacie kolacji razem z
mężem?
 Nie. Jerry siedzi w knajpie  wyznała Amy ze łzami w oczach.
 O mój Boże! U pięknej pani Wilden?
 Tak.  Amy wyjęła małą chusteczkę i energicznie wysiąkała
nos.  Pozabierała nam wszystkim mężów. Harriet najchętniej obdar-
łaby ją ze skóry.
Agatha wyciągnęła butelkę dżinu Gordona, którą ze sobą przywio-
zła.
 Napijesz się?
 Bardzo proszę.
Agatha nalała dżinu z tonikiem do dwóch szklanek. Potem wyjęła
dwie duże paczki lazanie. Umieściła w kuchence mikrofalowej naj-
pierw jedną, potem drugą. Na końcu jeszcze raz podgrzała pierwszą.
Podała posiłek, zajęła miejsce naprzeciwko Amy i spytała:
 Co robi twój mąż?
 Pracuje w centrali nasiennej zaraz za Norwich.
 Ma romans z panią Wilden?
LR
T
 Ach, nie.
 Więc w czym problem?
 W tym, że co wieczór chodzi do gospody. Tak jak Henry Free-
mantle i Peter Dart.
 Mężowie Harriet i Polly też?
 Tak.  Amy pociągnęła nosem i zabrała się do jedzenia.
 Czy wszyscy chodzą tam tylko po to, żeby popatrzeć na uroczą
gospodynię?
Amy skinęła głową.
 Czy ona ich w jakiś sposób zachęca?
 Moim zdaniem nie musi. Wystarczy, że jest.
 Więc dlaczego ty, Harriet i Polly też tam nie pójdziecie?
 Nie możemy.
 Dlaczego?  dopytywała Agatha cierpliwie.
 Nie wypada. To staroświecka wieś. Nikt złego słowa nie powie,
jak któraś przyjdzie w porze lunchu, ale wieczorem żadna nie byłaby
mile widziana.
 W życiu nie słyszałam większych bzdur. Zadzwonię do Polly i
Harriet. Pójdziemy wszystkie.
 Nasi mężowie się wściekną
 Najwyższy czas.
Agatha podeszła do telefonu stojącego na stoliku w sieni. Zawołała
do Amy:
 Podaj mi ich numery.
LR
T
Amy spełniła polecenie, ale zaraz zaczęła protestować. Agatha zi-
gnorowała jej wywody. Najpierw zadzwoniła do Harriet. Wytłumaczy-
ła krótko i zwięzle, że Amy wypłakuje oczy, więc zabiera ją do gospo-
dy. Potem zapytała, czy nie zechciałaby do nich dołączyć i zabrać ze
sobą Polly.
Po drugiej stronie zapadła cisza. W końcu Harriet spytała:
 Czy ty wiesz, co robisz?
 Oczywiście, że tak. Nie widzę powodu, żebyście siedziały w
domu, podczas gdy wasi mężowie włóczą się po knajpach. Najwyższa
pora powalczyć o swoje. Do dzieła, Harriet!
 Dobrze, zrobię to  odparła Harriet.  Zrobię, do jasnej cho-
lery!
 W takim razie do zobaczenia za pół godziny.  Agatha odwie-
siła słuchawkę i wróciła do kuchni.
 Załatwione, Amy. A teraz chodz ze mną na górę. Zrobię ci ma-
kijaż.
 Ale ja się nie maluję. Jerry nie lubi, kiedy jestem umalowana.
 Cały kłopot w tym, że we wszystkim mu ulegasz. Szybko na
górę.
Agatha pracowała intensywnie nad twarzą Amy. Nałożyła podkład,
puder, róż, tusz do rzęs i szminkę.
 Gotowe!  orzekła wreszcie.  Teraz wyglądasz jak człowiek.
Otworzyła szafę i wyciągnęła czarną sukienkę.
 Przymierz. Jaki numer butów nosisz?
 Piątkę. Ale...
LR
T
 Potrzebujesz wysokich obcasów. Nic bardziej kobiecie nie do-
daje pewności siebie. Zrób wreszcie coś dla własnej przyjemności.
Amy, przyzwyczajona do ulegania silniejszym osobowościom, po-
tulnie włożyła czarną sukienkę i pantofle na wysokich obcasach. Aga-
tha zawiesiła jej na szyi złoty wisiorek.
 A teraz wyprostuj plecy  komenderowała.  O tak, dobrze.
Naprzód marsz!
Harriet i Polly czekały przed gospodą.
 Prześlicznie wyglądasz, Amy!  wykrzyknęła Harriet na jej
widok.
Mocno przesadziła, ale z dobrym skutkiem. Twarz Amy rozjaśnił
błogi uśmiech.
 Wchodzimy  zarządziła Agatha i pchnęła drzwi.
W niskim zadymionym wnętrzu pełnym mężczyzn Rosie Wilden
błyszczała za barem niczym klejnot. Nosiła bluzkę z białego szyfonu z
głębokim dekoltem.
Agatha znalazła dla nowych koleżanek stolik w rogu. Gdy wkro- [ Pobierz całość w formacie PDF ]