[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nie jest narkomanem.
Zapadła cisza, potem inspektor powiedział:  Mógł być pijany.
 Mógł  przyznała.
 Nie można wyciągać pochopnych wniosków  rzekł inspektor.
 Ale proszę mówić dalej.
 Cóż  powiedziała z ożywieniem  pijany czy nie, próbował
zabić Johna. Rozbił mi okno, a kiedy John chciał go wyrzucić, jeden z
jego towarzyszy skaleczył go w głowę olbrzymim kamieniem.
 Rozumiem.
RS
72
 Ale zanim to się stało, prosiłam Johna, żeby wyjechał stąd, dla
własnego dobra. Odmówił, więc powiedziałam mu, że nie ma innego
wyjścia, bo zamierzam poślubić Magnusa. Bałam się, inspektorze,
mogli go zabić...
 Kiedy ślub?  spytał obojętnie inspektor.
 W przyszłym tygodniu. To znaczy, Magnus tak mówi... 
zawiesiła głos.
 Cóż, dziękuję za informacje  powiedział szorstko.  Proszę
jeszcze zadzwonić, gdyby coś się działo.
 Dobrze, inspektorze. Do widzenia.
Stała przy telefonie namyślając się. Nie powiedziała o pannie
Durran i jej obrazach.  Maluję wszystkie wydarzenia"  powiedziała.
Ale co mógłby z tym zrobić? Gdyby zrobił rewizję, przeraziłby tylko
śmiertelnie starą kobietę, a na obrazach może nie być żadnego klucza.
Może reszta to tylko pejzaże morskie. Kto wie, co roi się w tej starej
głowie?
 Spróbuję najpierw sama je obejrzeć"  pomyślała.   Jeśli tylko
uda mi się odwiedzić ją w jej pokoju. Jestem pewna, że zdołałabym ją
przekonać, by mi je pokazała. Wczoraj wieczorem za bardzo się
spieszyłam."
Niebo poszarzało i kiedy wyszła, znad morza unosiła się mgła.
Jeszcze tak niedawno, zadumała się, siedzieli w pełnym słońcu, ona i
John.
Podeszła do starego młyna i zawahała się. Czyżby słyszała czyjś
głos?
Przystanęła. Cisza. Nawet morze było spokojne.
Potem usłyszała. Ktoś mówił, ale nie słyszała odpowiedzi.
Podkradła się do drzwi. Teraz słyszała wyraznie, rozpoznała
piskliwy głosik Rennye'go Wilsona.
 Proszę cię  mówił.  Daj mi działkę. Nie wytrzymam bez
tego.
Ktoś szeptał w odpowiedzi. Ktokolwiek był z Wilsonem, starał się
nie ujawniać.
 Proszę.  Nie mogła znieść tego służalczego, błagalnego tonu.
 Zrobię wszystko, co każesz, wszystko. Zawsze robiłem.
Nastawiła uszu.
RS
73
Dobiegł ją świszczący szept:  Powiedziałem, nie. Nic już ode
mnie nie dostaniesz.
 Ale co ja teraz zrobię...?  prawie krzyczał.
 Cicho bądz.
 Nie ma tu nikogo. Sprawdziłem, kiedy szedłem. Co ja mam
zrobić?
 Nie wiem i nic mnie to nie obchodzi. Wynoś się stąd i nie
przychodz więcej.
 Nie możesz mnie tak zostawić... po wszystkim, co zrobiłem...
Mógłbym pójść na policję.
Nie mogła zrozumieć poszczególnych słów wypowiadanych
gniewnym szeptem. Potem usłyszała krzyk. Cofnęła się w ostatniej
chwili. Drzwi otworzyły się i wypadł z nich Renny Wilson, zanosząc
się płaczem jak małe dziecko. Nie widział jej, nic nie widział, biegł
przed siebie.
Nie ruszała się, czuła jak waliło jej serce. Miała rację, Renny
Wilson był ćpunem. A w środku był ktoś kto handlował tym towarem.
Czuła ściskanie w gardle. Jak to mówił inspektor?  Proszę nie
łapać tych ludzi na własną rękę. Są niebezpieczni, nie mają zasad".
Tak, ale jak mogła go teraz powiadomić? Najbliższy telefon
znajdował się o pół mili stąd. W tym czasie ten człowiek na pewno
sobie pójdzie. Weszła.
Mgła sączyła się do środka czyniąc wnętrze starego młyna jeszcze
bardziej niesamowitym. Wszędzie było pełno kurzu, z sufitu
zwieszały się pajęczyny. Pod nią, w grocie huczało morze. Nikogo
jednak nie było.
Szła teraz nieco pewniej.
Zauważyła drewniane schody. Odważy się wejść? Niepewnie,
powoli wspięła się na pięterko. Nic oprócz kurzu i pajęczyn.
Obeszła całe piętro.  Jest tu kto?  powiedziała drżącym głosem
i zobaczyła następne schody prowadzące do składu zboża.
Nikt nie odpowiadał.
Wtedy usłyszała warkot silnika łodzi. Zbiegła i wypadła na
zewnątrz, ale nie mogła nic dojrzeć we mgle. Prawie krzyknęła ze
złości. Pobiegła na szczyt wzgórza, ale i tam nic nie dostrzegła.
Zawróciła.  Wiem już, co się stało  mruknęła do siebie. 
RS
74
Musiał zejść do groty i odpłynąć łodzią.
 Mówisz do siebie, Sztormowy Ptaszku?  usłyszała uprzejme
pytanie. John Sutherland stał tuż przed nią.
 Co ty tu robisz?  zdziwiła się.
 Mógłbym cię zapytać o to samo  powiedział.
 Słyszałam czyjeś głosy i przyszłam to zbadać.
 Czyje głosy?
 Jeden należał do Renny'ego" Wilsona, drugiego nie
rozpoznałam.
 Lepiej stąd odejdz, Pat  powiedział szorstko.  To nie jest
najlepsze miejsce dla dziewczyny.
 A ty, John, co robisz?
 Wyszedłem się przejść.
Wróciła na wzgórze próbując dojrzeć łódz, ale mgła była coraz
gęstsza, a silniki ucichły. Znów pomyślała o inspektorze. Najbliższy [ Pobierz całość w formacie PDF ]