[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Myron bacznie czekał na reakcję. Doczekał się. Pavel schował twarz w dłoniach.
- O mój Boże.
Wśród obecnych w loży rozległy się współczujące pomruki. Krzepiąco poklepywali
Pavela po ramionach, wymawiając jego imię ściszonymi głosami. Pavel odepchnął
pomocne dłonie. Był bardzo dzielny.
- Valerie przyszła do mnie kilka dni temu - ciągnął Myron. - Chciała wrócić na
kort.
Pavel zaczerpnął tchu. Z teatralną przesadą udał, że bierze się w garść. Kiedy
już mógł mówić, rzekł:
- Biedne dziecko. Nie mogę w to uwierzyć. Po prostu nie mogę... - Znów zamilkł,
udając wstrząśniętego. Potem dodał: - Jak wiesz, byłem jej trenerem. W jej
najlepszym okresie.
Myron skinął głową.
- I zastrzelili ją, ot tak. Jak psa.
Trener dramatycznie potrząsnął głową.
- Kiedy ostatni raz widziałeś Valerie?
- Kilka lat temu.
- Spotkałeś się z nią po tym, jak przeszła załamanie nerwowe?
- Nie. Nie widywałem jej, od kiedy zabrali ją do szpitala.
Strona 18
Krotka pilka
- Może rozmawiałeś z nią? Chociaż przez telefon?
Pavel ponownie pokręcił głową, a potem ją opuścił.
- Winię siebie za to, co jej się przydarzyło. Powinienem lepiej się o nią
troszczyć.
- Jak to?
- Kiedy trenuje się tak młodą osobę, bierze się odpowiedzialność wykraczającą
poza boisko. Ona była dzieckiem dorastającym w świetle reflektorów. Zrodki
przekazu potrafią być okrutne, no nie? Nie zważają na nic, byle sprzedać nakład.
Próbowałem złagodzić niektóre ciosy. Starałem się ją chronić, nie pozwolić, aby
to ją zżerało. Jednak mi się nie udało.
Jego słowa brzmiały szczerze, ale Myron wiedział, że to nic nie znaczy. Ludzie
potrafią zdumiewająco dobrze kłamać. Im wydają się bardziej prawdomówni, im
częściej spoglądają ci w oczy i przysięgają, tym bardziej są zakłamani.
- Czy nie domyślasz się, kto mógłby pragnąć jej śmierci?
Pavel wyglądał na zdumionego.
- Dlaczego zadajesz te wszystkie pytania, Myronie?
- Chcę coś sprawdzić.
- Co takiego? Jeśli wolno spytać.
- To sprawa osobista.
Rumun przez kilka sekund przyglądał się Myrónowi. Jego oddech był przesycony
nikotyną. Myron był zmuszony oddychać ustami.
- Powiem ci to samo, co powiedziałem policji - rzekł Pavel. - Moim zdaniem
przyczyną załamania nerwowego Valerie nie było tylko zwyczajne napięcie związane
z tenisem.
Myron skinął głową, zachęcając go do rozwinięcia tematu. Pavel skierował otwarte
dłonie ku niebu, jakby szukając boskiej pomocy.
- Może się mylę. Może chcę w to wierzyć, żeby, jak to się mówi, zagłuszyć
wyrzuty sumienia. Sam już nie wiem. Jednak trenowałem wiele młodych osób i nigdy
żadnej nie przydarzyło się to, co stało się z Valerie. Nie, Myronie, jej
problemy były wywołane czymś więcej niż tylko stresami sportowego życia.
- A czym?
- Rozumiesz, nie jestem lekarzem. Nie mogę być tego pewien. Jednak należy
pamiętać o tym, że jej grożono.
Myron czekał, aż Pavel rozwinie ten temat. Kiedy tego nie zrobił, Myron zapytał
go:
- Grożono?
Aagodna zachęta była jego ulubioną techniką przesłuchania.
- Nękano - rzekł trener, pstryknąwszy palcami. - Tak się to dziś nazywa. Valerie
nękano.
- Kto to robił?
- Bardzo chory człowiek, Myronie. Straszny człowiek. Po tylu latach wciąż
pamiętam, jak się nazywał. Roger Quincy. Stuknięty drań. Pisywał do niej miłosne
listy. Wciąż do niej dzwonił. Kręcił się wokół jej domu i jej hotelu, podczas
każdego meczu, jaki grała.
- Kiedy to było?
- Gdy była w trasie, rzecz jasna. To zaczęło się... sam nie wiem... sześć
miesięcy przed tym, zanim została hospitalizowana.
- Próbował pan go powstrzymać?
- Oczywiście. Poszliśmy na policję. Nic nie mogli zrobić. Usiłowaliśmy uzyskać
sądowy zakaz zbliżania się, ale ten Quincy nigdy naprawdę jej nie groził. Mówił
tylko "kocham cię, chcę być z tobą" i tym podobne rzeczy. Robiliśmy co w naszej
mocy. Zmienialiśmy hotele, meldowaliśmy się pod różnymi przybranymi nazwiskami. [ Pobierz całość w formacie PDF ]