[ Pobierz całość w formacie PDF ]

się było opierać na "faktach" ujawnianych w gabinecie terapeuty. Harry Bernstein poświęcił mnóstwo
pracy, by stać się chodzącym wykrywaczem kłamstw, a słuchając opisu ich małżeństwa, odniósł
wrażenie, że między mężem a żoną toczy się jakiś niemy konflikt.
Patsy zastanowiła się nad jego pytaniem.
- Nie wiem. Rozmawiałam z Sally... - Wspominała wcześniej Har-ry'emu o Sally, swojej najlepszej
przyjaciółce. Ona także była stateczną damą z Upper East Side -jadającą lunch na mieście z
podobnymi matrona-mi - i żoną prezesa jednego z największych banków w Nowym Jorku.
-Powiedziała, że być może Peter jest o mnie zazdrosny. Bo proszę pomyśleć - to ja prowadzę życie
towarzyskie, mam przyjaciół, pieniądze... - Harry dosłyszał w jej głosie nutę rozgorączkowania. Patsy
także, więc zaraz nad tym zapanowała. - Po prostu nie wiem, dlaczego to robi. Ale to na pewno on.
- Rozmawiałaś z nim o tym?
- Próbowałam. Ale naturalnie wszystkiego się wypiera. - Pokręciła głową, a jej oczy znów wezbrały
łzami. - A potem jeszcze... ptaki.
- Ptaki?
Wyszarpnęła z pudełka następną chusteczkę, użyła jej i znów porwała na strzępki. Tym razem jednak
nie ukryła dowodu swojego zdenerwowania.
- Mam kolekcję porcelanowych ptaków. Boehm. Zna pan tę firmę?
-Nie.
47
- To bardzo drogie figurki. Z Niemiec. Prześliczne. Należały do mo
ich rodziców. Po ich śmierci Steve i ja podzieliliśmy spadek między siebie,
ale większość rodzinnych pamiątek przypadła jemu. Naprawdę było mi
przykro z tego powodu, ale dostałam ptaki.
Harry wiedział, że jej matka zmarła przed dziesięcioma, a ojciec przed mniej więcej trzema laty. Ojciec
był surowym człowiekiem i faworyzował starszego brata Patsy, Stephena. Córkę przez całe życie
traktował protekcjonalnie.
- Mam cztery figurki. Kiedyś było pięć, ale stłukłam jedną, kiedy
miałam dwanaście lat. Wbiegłam do domu - byłam czymś bardzo prze
jęta i chciałam o tym powiedzieć ojcu - zawadziłam o stolik i strąciłam
figurkę. To był wróbel. Stłukł się. Ojciec zbił mnie wierzbową witką i ka
zał iść spać bez kolacji.
Ach, Ważne Zdarzenie. Harry zanotował tę informację, ale na razie postanowił nie zajmować się tym
incydentem. -I co?
- Następnego dnia rano po tym, jak pierwszy raz usłyszałam ducha
mojego ojca... Jej głos przybrał ostrzejszy ton. - To znaczy po tym, jak
Peter zaczął do mnie szeptać... zobaczyłam stłuczoną figurkę ptaka. Le
żała na podłodze w salonie. Spytałam Petera, dlaczego to zrobił - prze
cież wie, jak ważna jest dla mnie ta kolekcja - a on się wyparł. Powiedział,
że pewnie chodziłam we śnie i sama ją zbiłam. Ale wiem, że to nie ja. To
musiał być Peter. - Znów straciła panowanie nad głosem i zaczęła gwał
townie wyrzucać z siebie słowa.
Harry zerknął na zegar. Nie cierpiał uświęconej tradycją psychoanalizy sesji trwającej równiutko
pięćdziesiąt minut. Pozostało jeszcze tyle spraw do zgłębienia. Ale pacjenci potrzebują konsekwencji,
a według starej szkoły, również dyscypliny.
- Przykro mi, ale widzę, że nasz czas się skończył - rzekł.
Patsy posłusznie wstała. Harry zauważył, w jakim nieładzie jest jej strój. Owszem, była starannie
umalowana, lecz guziki jej bluzki były krzywo zapięte. Ubierała się w pośpiechu albo nie zwracała
uwagi na to, co robi. Jeden z paseczków drogich jasnobrązowych butów był rozpięty.
- Dziękuję, doktorze... Dobrze jest móc o tym komuś opowiedzieć.
- Wszystko rozwikłamy. Do zobaczenia w przyszłym tygodniu.
Po wyjściu Patsy Harry Bernstein usiadł za biurkiem. Powoli odwrócił się na krześle, by spojrzeć na
swoje książki: DSM-IV*, "Psychopato-
* DSM - Diagnostic and Statistical Manuał of Mental Disorders: Diagnostyczny i Statystyczny
Podręcznik Zaburzeń Psychicznych (przyp. tłum.).
48
logię życia codziennego", "Podręcznik o nerwicach" wydany przez Amerykańskie Stowarzyszenie
Psychiatryczne, tomy Freuda, Adlera, Junga, Karen Horney i setki innych. Potem znów popatrzył przez [ Pobierz całość w formacie PDF ]