[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Rozdział 15
Jordan!
Zaskoczona, spojrzała na Jeremy ego Van Pragha.
- Musisz na mnie krzyczeć? - zapytała, krzywiąc się.
- Tak, muszę. - Potrząsnął swoimi ufarbowanymi na blond włosami. - Kilka razy grzecznie powiedziałem
twoje imię, ale nie poskutkowało. W jakim świecie jesteś?
Pokręciła tylko głową, nie chcąc mu opowiadać, o czym myślała. Zmusiła się, by wrócić do
rzeczywistości, do znajomego, przestronnego i jasnego biura na parterze ładnego, ceglanego domu.
Wskazała na kartkę, leżącą przed nią na biurku, chociaż nie zerknęła na nią ani razu w ciągu ostatniego
kwadransa.
- Zastanawiam się, ile kupić truskawek i białej polewy czekoladowej na wesele Murphy ego, które będzie
w przyszły weekend. O co chodzi?
- Zwięto Pracy - powiedział Jeremy, przysiadając na jej biurku i wymachując nogami jak dziecko. - Dasz
sobie sama radę z piknikiem u Tremella?
- Pytasz mnie o to z tak małym wyprzedzeniem? - zerknęła w kalendarz. - To za niecały tydzień, Jeremy!
- Wiem, ale szef Paula zgodził się, żebyśmy przyszli razem na doroczne przyjęcie na plaży z okazji końca
lata - powiedział Jeremy. - Podejrzewam, że kilku republikańskich senatorów odwołało przybycie, więc nikt
nie będzie oburzony, kiedy Paul przyjdzie z facetem.
- Ja będę oburzona - powiedziała Jordan. - Myślałam, że pomożesz mi w organizacji pikniku.
- Paul i ja zawieziemy rzeczy do Murphy ego - obiecał Jeremy. - Zatrudnisz kilku mięśniaków do
sprzątania. Mówiłem, żebyś znalazła kogoś na miejsce Amy i Roba.
Amy i Rob byli studentami, zatrudnionymi w firmie na wakacje. Oboje kilka dni temu wrócili na uczelnię.
Jordan naprawdę zamierzała znalezć personel na jesień, bo wtedy zawsze było dużo pracy, ale z jakiegoś
powodu nie zdążyła się tym zająć.
Tego lata wiele się zdarzyło i trzeba przyznać, że nie była tak skupiona na pracy co zwykle. W ciągu
ostatnich tygodni spędzała dużo czasu na rozmyślaniach.
Dziewięć tygodni. Miała już pewność, że nie jest w ciąży.
Z początku tylko robiła sobie wyrzuty z powodu swojej beztroski tamtego popołudnia. Nawet nie przyszło
jej do głowy, żeby jakoś się zabezpieczyć. Pomyślała o tym, kiedy było już za pózno - w samochodzie,
jadącym na lotnisko.
Przez następne tygodnie modliła się o miesiączkę. Ale czasami, gdy wraz z zapadnięciem zmroku ogarniała
ją samotność, czuła nieracjonalną nadzieję, że jej jednak nie będzie. Była.
Jordan nie miała wieści o Beau, odkąd zostawiła go w obskurnym hoteliku w Karolinie Północnej. Z
biegiem czasu zajmował coraz więcej miejsca w jej myślach, choć powinno być odwrotnie. Wspomnienia
były wciąż żywe. Ciągle o nim myślała, była ciekawa, jak on się czuje i co robi.
Nawet nie mogła zapytać o niego Andrei MacDuff, która na całe lato pojechała z mężem do Luizjany i
miała wrócić do Waszyngtonu dopiero we wrześniu, na wznowienie obrad Senatu po wakacyjnej przerwie.
Jordan coraz częściej myślała też o Spencerze. Z początku dzwoniła do niego co tydzień, ale teraz nie
wyobrażała sobie dnia bez rozmowy telefonicznej. Spencer zamieszkał jednak z wujostwem w Pittsburghu.
Curt powiedział, że postarają się z Sue wytrzymać razem pod jednym dachem, dla dobra swoich dzieci i
Spencera.
Ale wczoraj wyznał, że nie układa mu się najlepiej. Postanowił, że gdy jego żona i dzieci zaczną studia, on
przeniesie się ze Spencerem do dwu- pokojowego mieszkania w ładnej dzielnicy. Spencer miał całe dnie spę-
dzać w przedszkolu. Dziś poszedł tam pierwszy raz.
Jordan zanotowała w myślach, żeby do niego zadzwonić i zapytać, jak było. Kilkakrotnie pytała Curta, czy
przywiózłby do niej Spencera, bo bardzo chciała go zobaczyć. Ale Curt był bardzo zajęty własnymi kłopo-
tami i sprawami prawnymi Phoebe i Reno, więc nie miał czasu na podróż.
Wiedziała, że Spencer kontaktował się też z Beau. Kilka razy w rozmowie wymienił jego imię. Jordan
musiała się bardzo starać, żeby nie zapytać o niego Spencera i żeby nie błagać o kolejne wieści.
- Ziemia do Jordan! Jordan, zgłoś się! - zanucił Jeremy, wciąż siedząc na jej biurku.
Zamrugała i popatrzyła na niego.
- Hm?
- Pytałem, czy masz ochotę na kawę. Idę do Starbucks na słodki, pyszny i tuczący napój z kofeiną.
Przynieść ci coś?
- Nie, dziękuję - wymamrotała Jordan, skubiąc koniec ołówka, który trzymała w dłoni. [ Pobierz całość w formacie PDF ]