[ Pobierz całość w formacie PDF ]

kilka lat życia więziennego, mimo woli obserwowałem tych podsądnych, którzy, poleżawszy w
szpitalu po pierwszej połowie kary i wygoiwszy sobie grzbiet, wypisywali się z lecznicy, żeby już
nazajutrz odbyć drugą połowę wyznaczonych sobie kijów. Ten podział kary na dwie połowy
odbywa się zawsze na wniosek lekarza * Wszystko, co tu piszę o karach i egzekucjach, działo się
za moich czasów. Obecnie, iakem słyszał, wszystko to się zmieniło i zmienia.^ (Przyp. aut.) 760
obecnego przy egzekucji. Jeżeli wyrok przewiduje wielką ilość plag, tak że więzień nie zniósłby
wszystkich na raz, dzielą mu tę liczbę na dwie, a nawet trzy części, w zależności od tego, co doktor
powie już w czasie wykonywania kary, to znaczy, czy karany może iść dalej przez  suchy las , czy
też będzie to połączone z niebezpieczeństwem dla jego życia. Zazwyczaj pięćset, tysiąc, nawet
półtora tysiąca wymierzają od razu; jeśli natomiast wyrok opiewa na dwa, trzy tysiące to
wykonanie dzieli się na dwie albo i trzy części. Ci, którzy wygoiwszy sobie plecy po pierwszej
połowie, wychodzili ze szpitala, by odbyć drugą połowę, w dniu wypisania się i w przedzień
bywali zwykle posępni, ponurzy, nierozmowni. Dawało się u nich zauważyć pewne przytępienie
umysłu, jakieś nienaturalne roztargnienie. Taki człowiek nie wdaje się w rozmowy i przeważnie
milczy; co najciekawsze, to że i sami więzniowie nie mówią z nim i nie usiłują mówić o tym, co go
czeka. %7ładnych zbędnych słów, żadnych pociech; owszem, usiłują w ogóle nie zwracać na niego
uwagi. Oczywiście, jest to lepsze dla skazańca. Zdarzają się wyjątki, jak na przykład Orłów, o
którym już opowiadałem. Po pierwszej połowie kary ubolewał tylko nad tym, że mu się,, plecy
długo nie goją, nie może więc czym prędzej się wypisać, by czym prędzej odbyć resztę plag,
wyruszyć z partią na wyznaczone sobie zesłanie i w drodze zbiec. Ale jemu przyświecał cel, i Bóg
raczy wiedzieć, co działo się w jego umyśle. Miał naturę żywotną i namiętną. Był bardzo rad,
mocno podniecony, choć tłumił swe emocje. Chodzi o to, że jeszcze przed pierwszą polową kary
sądził, iż go nie wypuszczą spod kijów i że na pewno umrze. Kiedy był w areszcie, o uszy obijały
mu się różne słuchy o zarządzeniach zwierzchności; już wtedy przygotowywał się do śmierci. Lecz
po odbyciu pierwszej połowy nabrał ducha. Przyszedł do szpitala półmartwy; nigdy jeszcze nie
widziałem takich ran; ale przyszedł z radością w sercu, z nadzieją, że będzie żył, że słuchy były
przesadne, że jednak wypuścili go teraz spod pałek, toteż obecnie, po długim pobycie w areszcie,
już mu się zaczynała roić droga, ucieczka, wolność, pola i lasy... W dwa dni po wypisaniu się ze
szpitala umarł w tymże szpitalu, na tymże łóżku, nie zniósł bowiem drugiej połowy. Ale już
wspominałem o tym. A jednak ci więzniowie, którzy spędzali takie ciężkie dnie i noce tuż przed
karą, znosili samą kazń mężnie, nie wyłączając 761
nawet najbardziej tchórzliwych. Rzadko słyszałem jęki w ciągu pierwszej nocy po ich przybyciu,
nieraz nawet z ust ludzi niezmiernie ciężko zbitych; w ogóle lud umie znosić ból. Na temat bólu
zadawałem dużo pytań. Chciałem dowiedzieć się ściśle, jak wielki jest ten ból; z czym, ostatecznie,
można go porównać? Doprawdy nie wiem, czemu tak mi na tym zależało. Pamiętam tylko, że nie z
czczej ciekawości. Powtarzam: byłem wzburzony i wstrząśnięty. Lecz kogokolwiek wypytywałem,
żadną miarą nie mogłem się dobić odpowiedzi, która by mnie zadowoliła.  Pali, pali jak ogień -
oto wszystko, cze-gom się mógł dowiedzieć, to była jedyna ich odpowiedz. Pali, i kwita. Już w
owym pierwszym okresie, kiedym się nieco zbliżył z M-m, wypytywałem jego także.  Boli,
odrzekł, bardzo boli, wydaje się, że pali jak ogień; że się plecy przypiekają na bardzo silnym
ogniu. Słowem, wszyscy świadczyli tak samo. Pamiętam zresztą, że już wówczas zrobiłem pewne
dziwne spostrzeżenie, przy którego słuszności zresztą nie obstaję, lecz zgodność orzeczenia
samych więzniów mocno je potwierdza: a mianowicie,że rózgi, jeśli się je wymierza w wielkiej
ilości, są najcięższą ze wszystkich stosowanych u nas kar. Na pierwszy rzut oka wydaje się to
niedorzecznością i niepodobieństwem. Jednakowoż pięcioma, nawet czterema setkami rózeg
można zasiec człowieka na śmierć; powyżej zaś pięciuset-zabija się go prawie na pewno. Tysiąca
rózeg na raz nie wytrzyma nawet człowiek najsilniejszej budowy ciała. Natomiast pięćset kijów
można znieść bez żadnego niebezpieczeństwa dla życia. Tysiąc kijów może wytrzymać, bez obawy
o życie, niezbyt nawet silny człowiek. Nawet dwoma tysiącami kijów nie można zabić człowieka
przeciętnie silnego i zdrowego. Wszyscy więzniowie twierdzili, że rózgi są gorsze od pałek.
 Gorzej doskwierają, mówili, większa to męczarnia. Zapewne, rózgi są sroższą katuszą. Mocniej
drażnią, mocniej działają na nerwy, podniecają je nad miarę, szarpią nimi ponad wytrzymałość. Nie
wiem, jak jest teraz, ale w niedawno minionych czasach byli tacy dżentelmeni, którym możność
wychłostania ofiary dostarczała czegoś, co przywodzi na pamięć markiza de Sade i panią de
Brinvilliers30. Sądzę, że to doznanie ma w sobie coś, wskutek czego serce tych dżentelmenów
zamiera słodko, a zarazem boleśnie. Są ludzie, którzy jak tygrysy łakną krwi. Kto raz zakosztował
tej władzy, tego bezgranicznego panowania nad cia-762
lem, krwią i duchem takiego samego jak on człowieka, podobnie stworzonego, brata w Chrystusie,
kto zakosztował tej władzy, kto miał całkowitą możność poniżyć największym poniżeniem inną
istotę, stworzoną na obraz i podobieństwo Boże, ten już jakoś nieuchronnie przestaje władać nad
swymi doznaniami. Tyrania to nałóg, potrafi się rozwijać i wreszcie rozwija się w chorobę.
Twierdzę, że najlepszy człowiek może wskutek przyzwyczajenia zordynarnieć i stępieć do stanu
dzikiej bestii. Krew i władza odurza: rozwija się grubiaństwo, wyuzdanie; dla umysłu i uczucia
stają się dostępne, a w końcu słodkie, najbardziej nienormalne zjawiska. Człowiek i obywatel ginie
w tyranie na zawsze, powrót zaś do godności ludzkiej, do skruchy, do odrodzenia jest już dla niego
prawie niemożliwy. Dodajmy, że przykład, możność takiej samowoli działa zarazliwie na całe
społeczeństwo: władza tak jest ponętna. Społeczeństwo, które obojętnie patrzy na takie zjawisko,
już jest zarażone w samej swej istocie. Słowem, prawo kary cielesnej, dane człowiekowi nad
człowiekiem, stanowi jeden z wrzodów społeczeństwa, stanowi jeden z najskuteczniejszych
środków wyniszczenia w nim wszelkiego kiełka, wszelkiej próby obywatelskości, i jest
wystarczającą podstawą do nieuniknionego i nieodpartego rozkładu.
Katem społeczeństwo się brzydzi, ale katem dżentelmenem - bynajmniej. Dopiero niedawno doszło
do głosu zdanie przeciwne, lecz doszło do głosu w książkach dopiero, abstrakcyjnie. Ci nawet, co
je głoszą, nie wszyscy jeszcze zdążyli wygasić w sobie tę żądzę tyranii. Nawet każdy fabrykant, [ Pobierz całość w formacie PDF ]