[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pił Arystobulosa, udusił Aleksandra, spalił żywcem Matatiasża, ściął Sosima, Pappusa, Józefa
i Antypatra, nie miał odwagi zgładzić Iaokananna! Dzwonił zębami ze strachu i drżał na ca-
łym ciele.
20
Spostrzegł był bowiem nad ciemnicą Wielkiego Anioła Samarytan, całego pokrytego
oczami, który potrząsał olbrzymim czerwonym mieczem, otoczony językami płomieni. Dwaj
żołnierze, przyprowadzeni jako świadkowie, mogli to potwierdzić.
Nie widzieli nikogo, oprócz żydowskiego setnika, który rzucił się na nich, więc przestał
istnieć.
Wściekłość Herodiady buchnęła z gardła potokiem gminnych i krwawych przekleństw.
Połamała paznokcie o kratę krużganku, a dwa rzezbione lwy zdawały się gryzć jej ramiona i
ryczeć tak samo jak Herodiada.
Antypas poszedł za jej przykładem; a także kapłani, faryzeusze, wszyscy domagający się
zemsty i inni, oburzeni, że opózniono przyjemność.
Mannaei oddalił się zasłaniając twarz.
Biesiadnikom czas dłużył się jeszcze bardziej niż za pierwszym razem. Nudziło im się.
Nagle w korytarzach zadzwięczał odgłos kroków. Nuda stawała się nieznośna.
Głowa się ukazała; i Mannaei trzymał ją za włosy, wyciągnąwszy ramię, dumny z owacji.
Położył ją na półmisku i ofiarował Salome.
Wbiegła lekko na krużganek; po dłuższym czasie głowę odniosła ta sama starucha, którą
tetrarcha dostrzegł rano na tarasie domu i niedawno w komnacie Herodiady.
Usunął się w cień, aby nie patrzeć. Witelius rzucił obojętne spojrzenie.
Mannaei zszedł z estrady i dał ją do oglądania oficerom rzymskim i gościom, którzy
ucztowali razem z nimi.
Obejrzeli ją dokładnie.
Ostrze toporu, ześliznąwszy się z góry na dół, uszkodziło szczękę. Skurcz ściągnął kąciki
ust. Krew, zakrzepła już, opryskała brodę. Zamknięte powieki były sine jak muszle; wokół
padały promienie kandelabrów.
Głowa dotarła do stołu kapłanów. Jeden z faryzeuszy obrócił ją z zainteresowaniem; Man-
naei odzyskawszy równowagę ducha położył głowę przed Aulusem, którego to zbudziło. yre-
nice umarłe i zrenice zgasłe spojrzały na siebie przez wpół otwarte powieki i wydało się, że
nawzajem powiedziały coś do siebie.
Wreszcie Mannaei pokazał ją Antypasowi. Azy spłynęły z policzków tetrarchy.
Pochodnie wygasały. Goście się rozeszli; w sali został tylko Herod, ściskający dłońmi
skronie, wpatrzony w ściętą głowę; Fanuel, stojący pośrodku głównej nawy, szeptał modlitwy
z wyciągniętymi ramionami.
Dokładnie o wschodzie słońca nadeszli dwaj ludzie, wysłani niegdyś przez Iaokananna,
przynosząc tak dawno oczekiwaną odpowiedz.
Zawierzyli słowa Fanuelowi, który usłyszawszy je pogrążył się w ekstazie.
Pózniej wskazał na posępną zawartość misy, leżącej pośród resztek uczty. Jeden z ludzi
wyrzekł:
 Nie smuć się. Zszedł pomiędzy umarłych, ażeby zwiastować nadejście Chrystusa. Eseń-
czyk zrozumiał teraz słowa:
 Ażeby on wyrósł  mnie pomniejszyć trzeba." I wszyscy trzej udali się w stronę Galilei,
zabierając głowę Iaokananna.
Była bardzo ciężka, więc nieśli ją kolejno.
21 [ Pobierz całość w formacie PDF ]