[ Pobierz całość w formacie PDF ]

szyliśmy w drogę. Gdy pokonawszy dużą odległość w końcu przybyliśmy tam, to
ujrzeliśmy setki tłoczących się ludzi.
 Dlaczego tutaj się zebraliście?  zapytaliśmy.
 My czekamy na was, aby usłyszeć nowinę o Chrystusie.
Okazało się, że nieoczekiwanie dla mieszkających tam paru chrześcijan,
Pan posłał w to miejsce ogromną liczbę dusz, pragnących usłyszeć Dobrą Nowi-
nę. Nie było czasu wysłać do nas listu, nie było też możliwości zadzwonienia do
Kwasizabantu, gdyż w tej oddalonej od zamieszkałych miejsc górzystej miejsco-
wości, nie było telefonu.
 Skąd wiedzieliście, że przyjedziemy do was?  zapytaliśmy otaczają-
cych nas ludzi.
 Modliliśmy się, prosząc Pana, aby On przyprowadził was do nas  odpo-
wiedzieli. Widzicie, jakiej użyli oni łączności? Aączności poprzez niebo. I chwała
Bogu, że wśród nas znalazły się takie dusze, które zdolne były słyszeć głos Boży.
Wtedy zrozumieliśmy, dlaczego musieliśmy bezzwłocznie jechać. Od razu zaczę-
ło się nabożeństwo. Serca zebranych, jak gąbka chciwie pochłaniały każde słowo
kazania. W tym dniu uwierzyło i nawróciło się do Pana setki ludzi.
63
Innym razem, pod koniec tygodnia nieoczekiwanie zadzwonił brat John
Ulens, mieszkający na pograniczu Transwalu.
 Erlo  powiedział  czy nie mógłbyś w przyszły wtorek przyjechać do
nas?
 Niestety, jest to niemożliwe  odpowiedziałem  gdyż w tych dniach do
Kwasizabantu z Kapsztadu przyjeżdżają przyjaciele, których nie widziałem parę
lat. Oni chcieli bardzo mnie widzieć.
W odpowiedzi na to John powiedział tylko "dobrze" i pożegnawszy się poło-
żył słuchawkę.
W poniedziałek po obiedzie zebraliśmy się z paroma współpracownikami
na wspólną modlitwę. Jeden z nich, którego bardzo cenię za to, że przez szereg
lat, co objawia! mu Pan, wszystko z dokładnością spełniało się, nagle powiedział:
"Wydaje się mi, że Pan chce, abyśmy pojechali do Transwalu. Usłyszawszy to,
postanowiliśmy wszyscy razem prosić Pana o objawienie wszystkim pozostałym
Jego woli. Otrzymawszy potwierdzenie, nie tracąc czasu zaraz wsiedliśmy do sa-
mochodów i pojechaliśmy do Transwalu, znajdującego się od nas w odległości
ośmiu godzin jazdy. Gdy o północy przyjechaliśmy na miejsce i światło reflekto-
rów samochodowych oświetliło rozstawiony na polanie namiot zgromadzeń, ujrze-
liśmy wybiegających z niego chrześcijan. Jedni z nich płakali, inni cieszyli się i
śpiewali, dziękując Bogu.
 Co z wami? Dlaczego tak się radujecie?  zapytaliśmy ich.
 Dlatego, gdyż Pan usłyszał nasze modlitwy! O, jakże prosiliśmy Go, aby
On przyprowadził was tutaj! Jutro rano będziemy mieć szczególnie duże zgroma-
dzenie. Przez trzy dni jezdziliśmy po tutejszej okolicy i przez megafony powiada-
mialiśmy wszystkich o zgromadzeniu, które odbędzie się we wtorek po obiedzie,
podczas którego będzie głosił i modlił się o chorych misjonarz Erlo Stegen. Rozu-
miecie teraz, dlaczego tak się cieszymy, że wy jesteście tu.
Ze zdziwieniem patrzałem na Johna Ulensa. Przecież dzwoniąc do mnie
pod koniec minionego tygodnia ani słowem nie wspomniał o tym. Uchwyciwszy
moje pytające spojrzenie, powiedział: "Erlo! Pan nakazał mi, abyśmy wszyscy tak
zrobili. Gdy zadzwoniłem do ciebie i ty oświadczyłeś, że w tym dniu będziesz za-
jęty, nic ci nie wyjaśniałem, przekonując, abyś przyjechał. Przecież, jeżeli ten na-
kaz zebrania ludzi był od Pana, wtedy On Sam powinien był zatroszczyć się o
twój przyjazd. Zdecydowaliśmy się na to i sprawdziliśmy słyszany głos, bo nie
chcemy być kierowani przez fałszywego ducha. To, co Pan powie  na pewno się
wypełni. Teraz zaś, gdy ty stoisz przede mną, widzę, że była to prawdziwie wola
Boża i dziękuję Ojcu Niebieskiemu za okazaną nam łaskę, A teraz musimy, jak
najszybciej, położyć się spać, bo jutro o 7 godzinie rano musimy być u króla tutej-
szego plemienia. Jeden z ministrów naszego rządu będzie u niego i zamierza
przemawiać do ludu. Ty też musisz tam być".
Trzeba powiedzieć, że gdy byliśmy w drodze do Transwalu, rozszalała się
straszna burza. Ulewa była tak mocna, że tylko dzięki łasce Bożej pomyślnie do-
tarliśmy na miejsce. Całą tę noc lat deszcz, nie ustając. Gdy rano o 7 godzinie
przybyliśmy do domu króla, lud już się zebrał i oczekiwał przybycia ministra, któ-
64
rego jeszcze nie było. Król plemienia przygotował obok siebie miejsce dla mini-
stra, z drugiej swojej strony zaproponował miejsce Johnowi Ulensowi i mnie.
Czas mijał, jednak minister ciągle się nie zjawiał. W końcu przyszedł policjant i
przekazał królowi list, który ten przeczytał ludowi. Minister przysyłał swoje prze-
prosiny za to, że nie może przyjechać, gdyż z przyczyny wichury parę mostów ru-
nęło do rzeki, odcinając w ten sposób drogę do nich. Skończywszy czytanie tego
listu, król zwrócił się do ludu ze słowami: "Minister nie może przyjechać. Jednak
tu, wśród nas, jest kaznodzieja Ewangelii z republiki Natan. I to on będzie dziś do
was mówić".
O, jakaż to była możliwość głoszenia Słowa Bożego! Serca ludzi podobne
były do roztopionego masła. Coś takiego trudno jest opisać słowami. To trzeba
przeżyć. Skończywszy usługę, skierowaliśmy się do naszego namiotu, aby trochę
odpocząć i przygotować się do następnego zgromadzenia. Gdy przebijaliśmy się
przez tłum ludzi, idący za mną John, ujrzawszy ślepego człowieka, rzekł mu:
"Chodzmy. Erlo Stegen pomodli się, a Pan da tobie wzrok". Usłyszawszy to, prze-
raziłem się. Znałem Johna jako rozsądnego i trzezwego chrześcijanina, nieskłon-
nego do emocjonalnych porywów i skrajności. A tu nagle takie oświadczenie.
"John!  z wyrzutem rzekłem.  Jak mogłeś coś takiego powiedzieć?! Nie myśla-
łem, że na tobie nie można polegać. Ty przecież wiesz, że ja nie modlę się o
uzdrowienie ludzi, póki oni nie wyznają grzechów. Przecież jest też napisane, że
na początku trzeba przyznać się do przewinień swoich, a dopiero pózniej modlić
się, aby zostać uzdrowionym" (Jak. 5:16).
Zostawiwszy Johna z ludzmi, odszedłem do namiotu. Jednak nie minęło i
dziesięć minut, gdy wszedł do mnie i powiedział:
 Erlo, ślepy mężczyzna jest już tu. Proszę, pomódl się o niego.
 John, nie rozumiem, jak mogłeś nie pytając mnie publicznie oświadczyć, [ Pobierz całość w formacie PDF ]