[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ciągle jeszcze była wilgotna od wody.
- Ultimatum?
- Pieniądze - odpowiedzieli jednocześnie.
- Ja też lubię pieniądze. - Hawk uniósł brwi i uśmiechnął się, choć już za chwilę
na jego twarzy pojawił się smutek. - Niemniej jednak to nie powód, żeby się narażać na
śmierć. Tropicie niebezpiecznego człowieka. O jakiej sumie mówimy?
- Bardzo dużej - dopowiedział Tanner.
- A dokładniej?
- Milion dolarów - oznajmiła lekko Bri, czym wprawiła Tannera w zdumienie.
Mało kto jest w stanie mówić o takiej sumie bez skrępowania czy też przesadnej
pewności siebie, a Brianna odpowiedziała, ot, tak sobie, jakby mówiła, ile kosztuje
gazeta.
- Faktycznie, bardzo duża suma. - Hawk aż gwizdnął z podziwem. - No cóż, twój
wybór, chociaż ciągle uważam, że to nie jest wyprawa dla kobiety.
- Z tego, co mi wiadomo, jest wiele kobiet łowczyń głów.
- To samo mi mówiła - wtrącił tonem usprawiedliwienia Tanner.
Hawk pokiwał ze zrozumieniem głową. Brianna zignorowała te gesty.
- To nie jest praca dla kobiet. Jest zbyt niebezpieczna. - Hawk znowu próbował ją
przekonać.
- Oczywiście, i to faceci powinni decydować, co kobietom wolno, a co nie.
Jesteście zbyt pewni siebie - wycedziła zimno.
Tanner uśmiechnął się nerwowo, ale żadne z nich nie powtórzyło jego
zachowania. Patrzyli na siebie z wyrazną niechęcią. Znał ich oboje, wiedział, że Hawk
33
S
R
nie jest czepliwy, a Brianna, mimo że czasami była głupio uparta, zwykle zachowywała
się z rozsądkiem.
- Gdyby cię to zainteresowało, to jestem doskonale przygotowana na tę wyprawę.
Jestem bardzo sprawna fizycznie i mam dobry sprzęt. Zapewniam, że mogłabym iść
sama i nic by mi się nie stało. - Uniosła dumnie podbródek.
- Takie rzeczy to możesz mówić koleżankom na siłowni. Nie znasz tych gór i
nawet nie zdajesz sobie sprawy z możliwości człowieka, którego chcesz złapać!
Zdziwiony Tanner spojrzał na Hawka, który zwykle był nad wyraz spokojnym
człowiekiem. Teraz natomiast stracił swój chłodny sposób bycia i zirytowany ściskał
oparcie stojącego obok krzesła.
- Dobrze, chłopcy i dziewczęta. Czas na rozejm. - Tanner ze śmiechem wstał z
krzesła i machając rękami, starał się rozładować atmosferę.
- Do cholery, Tanner, to jest dla niej zbyt niebezpieczne!
- Wiem, Hawk, ale nic na to nie poradzisz. Jest dorosła. - Rzucił okiem na
nieruchomą twarz Bri. - Ja już sobie języka strzępić nie zamierzam, jak grochem o
ścianę.
- Jacy wy jesteście mili. Naprawdę, wasze postawy są godne podziwu, ale mam
dla was jedną radę. Odczepcie się ode mnie! - Głęboko odetchnęła i zmusiła się do
sztucznego uśmiechu. - Może wreszcie coś zjemy?
- Mówiłem?
- Dobra, poddaję się - odparł Hawk.
- Dziękuję. - Brianna uśmiechnęła się w podzięce. Za wcześnie...
- Ale pod jednym warunkiem.
- Warunkiem? - Przewróciła oczami. Kolejny facet uważający, że może jej
stawiać jakiekolwiek warunki.
- Wezmiecie ze sobą psa.
- Po co?
- Dobry pomysł, Hawk - odpowiedział Tanner, tym samym sygnalizując, że to
już koniec dyskusji na ten temat. - Brianno, Boyo jest bardzo dobrym myśliwym.
Wilczarze irlandzkie były specjalnie szkolone do polowań na wilki i łosie.
- Wilki? - powtórzyła sceptycznie. - Boyo może jest duży i groznie wygląda, ale
nie przesadzajmy. Jest łagodny jak mały szczeniak.
- Jest dużym, łagodnym niczym baranek psem. Coraz więcej ludzi trzyma te psy
w domach i traktuje jako swoich  małych ulubieńców". Na polowaniu Boyo się
zmienia. Wychodzi z niego charakter przodków, jest twardy i ostry.
34
S
R
- No ale po co będziemy ciągnąć go ze sobą, skoro tak dobrze mu w domu?
- Brianno, ostrzegam, że Hawk potrafi być tak uparty jak ty, więc wypada nam
tylko podziękować i przyjąć jego propozycję.
- No dobrze, wezmiemy go ze sobą, ale błagam, dajcie mi coś do jedzenia, bo
zaraz zasłabnę.
Hawk za plecami Brianny pokazał Tannerowi dwa uniesione kciuki w geście
zwycięstwa. Obaj parsknęli śmiechem. Brianna odwróciła głowę i kątem oka
uchwyciła ten gest.
- Jak dzieci... - Pokręciła głową i także się roześmiała. - Czy ja się kiedykolwiek
załapię na to jedzenie? Pachnie cudownie...
- Zrobiłem chilli - odpowiedział Hawk. - Mam nadzieję, że lubisz na ostro.
- Uwielbiam - potwierdziła Bri.
Tannera nie zdziwiła ta odpowiedz. Już wcześniej doszedł do wniosku, że w
słowniku Brianny nie ma miejsca dla słowa  łagodność"...
35
S
R
ROZDZIAA PITY
Jedzenie było pyszne i bardzo ostre. Kolacja podana razem z piwem i domowym
kukurydzianym chlebem zaspokoiłaby nawet wyszukany gust smakoszy.
- Dziękuję za wspaniały posiłek - powiedziała Bri, zwracając się do Hawka. -
Wszystko było pyszne - zakończyła z lekkim rumieńcem wstydu, spowodowanym
ilością jedzenia, które pochłonęła.
- Na zdrowie. - Zadowolony z pochwały gospodarz odsunął od stołu krzesło i
wstał. - Macie ochotę na kawę i deser?
- Na kawę jak najbardziej - uśmiechnęła się Bri. - Za deser jednak dziękuję. Już
nic więcej nie zmieszczę.
- Ja też mam już tylko ochotę na gorącą kawę - zgodził się Tanner.
Po kwadransie, kiedy filiżanki zostały już opróżnione, Bri wstała i zaczęła
sprzątać ze stołu.
- Nie musisz mi pomagać - zaoponował Hawk.
- Wiem, ale chcę. Wy dwaj możecie iść się przejść. Powspominacie stare czasy, a
ja w tym czasie posprzątam. Zmiało, nie musicie się obawiać, że wysadzę dom w [ Pobierz całość w formacie PDF ]