[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Gustava, nie ma znaczenia, co ją kiedyś z nim łączyło. To ona
będzie tu dalej kopać, nie odda tego znaleziska nikomu.
Resztę dnia spędziła z profesorem na terenie wykopalisk,
w pewnym momencie przyłączył się do nich Billy z Renatą,
dzieci wydawały się całkiem dobrze dogadywać. Podczas
kolacji Joanna poznała Laurę, opiekunkę dziewczynki, miłą
kobietę w średnim wieku, którą zresztą Billy oczarował z
miejsca i owinął sobie wokół palca - jak to on!
- Mamo, Renata opowiedziała mi o swoim tacie - zdradził,
gdy wracali na górę. - To prawdziwy potwór! Czy wiesz, \e
jej mama odeszła?
- Tak, profesor wspomniał o tym.
- To ksią\ę kazał jej odejść i zabronił Renacie iść z mamą.
Trzyma ją tu siłą i nie pozwala im się kontaktować. On
wszystkich nienawidzi. A na niej się wy\ywa.
- Nie wierz w to.
- Dlaczego? Sama zawsze mówisz, \eby trzymać się
faktów i dowodów. To, co mówi Renata, jest faktem. Jaki
masz dowód, \e ona się myli?
Nie zamierzała mu tłumaczyć, \e Gustavo nigdy by
niczego podobnego nie zrobił. Czy ona rzeczywiście
wiedziała, co on mógł zrobić, a czego nie? Westchnęła.
- Niepotrzebnie wbijałam ci do głowy podstawy logiki.
- Teraz ju\ za pózno, mamo.
- W takim razie przynajmniej poczekaj i przekonaj się, co
ma na swoją obronę druga strona.
- Dobra. Jak on przyjedzie, spytasz go, co on wyprawia.
- Jazda do łó\ka! I przestań być taki przemądrzały.
- Na to te\ za pózno - odparował.
W ciągu kolejnych dwóch dni Joanna zdołała ściągnąć do
Montegiano całą ekipę. Praca okazała się dla niej prawdziwym
błogosławieństwem, gdy\ odrywała jej myśli od Gustava i
jego rozwodu. Jednak ilekroć patrzyła na Renatę, powracały
dręczące myśli. Czy Gustavo rzeczywiście zgorzkniał i stał się
 potworem"? To mo\liwe, zwa\ywszy, jak uwielbiał Crystal.
Ale czy naprawdę mściłby się na własnym dziecku?
Joanna nie mogła uwierzyć, \e ta pyzata dziewczynka o
bardzo inteligentnym spojrzeniu to córka ślicznej jak aniołek
Crystal. Mała jadała posiłki z Billym i Joanną, lecz prawie się
nie odzywała, tylko raz podjęła próbę nawiązania kontaktu.
- Billy opowiadał mi o swoim tacie - oznajmiła nagle. -
Moi rodzice te\ się rozwiedli.
- Słyszałam - odparła łagodnie Joanna.
- Billy mówi, \e tata często do niego dzwoni na komórkę.
- Zgadza się. Kilka razy w tygodniu.
- A moja mama dzwoni do mnie codziennie! I specjalnie
po to kupiła mi komórkę! Gdyby nie rozmawiała ze mną
chocia\ raz na dzień, toby umarła ze smutku. Czasem płacze,
bo tata nie pozwala nam być razem, ale kiedyś po mnie
przyjedzie, zabierze mnie i uciekniemy na koniec świata. Tata
nigdy nas nie znajdzie! - Głos dr\ał jej coraz bardziej,
wreszcie zamilkła i odwróciła się, by otrzeć łzy.
Joanna nie wiedziała, czy dziecko płacze, bo rzeczywiście
ojciec zle je traktuje, czy dlatego, \e ta opowieść była wyssana
z palca. Oczywiście nie mogła o to spytać, pozostało jej tylko
pozwolić, by Billy pocieszył Renatę.
Mijały dni. Codziennie koło pierwszej Joanna zwalniała
swoich pracowników na dwie godziny sjesty, lecz sama nie
wracała z nimi do pałacu, by odpocząć w chłodzie. Choć
osoby o tak jasnej karnacji jak ona powinny wystrzegać się
słońca, miesiące i lata spędzone na wykopaliskach
zahartowały ją. Jej skóra dawno nabrała złocistego odcienia,
włosy zjaśniały od słońca.
Któregoś dnia zrzuciła znoszone espadryle i wyciągnęła
się wprost na ziemi, szeroko rozkładając ramiona. Miała na
sobie pobrudzone ziemią workowate spodnie, męską koszulę,
przepasaną w talii jednym ze starych krawatów Freddy'ego, bo
nie było sensu kupować nowego paska do takiej brudnej
roboty. Le\ała bosa i umorusana, jej twarz przykrywał
płócienny kapelusz z wielkim rondem. Musiała wyglądać jak
kloszard, lecz nie dbała o to. Czuła się cudownie.
Przysnęła.
Obudził ją jakiś ruch, właściwie bardziej wyczuła ni\
usłyszała, \e ktoś zatrzymuje się przy niej, a potem przyklęka
u jej boku. [ Pobierz całość w formacie PDF ]