[ Pobierz całość w formacie PDF ]

długów. Był to jednak czas, kiedy znaczenie ekskomuniki mocno już osłabło. Pamiętajmy, iż
biskup paryski Tempier ekskomunikował nawet świętego Tomasza z Akwinu, co temu
ostatniemu nie przeszkodziło zostać Doktorem Kościoła.
Współżycie monarchów i książąt piastowskich z Kościołem, pomimo okazjonalnych
zatargów i okazjonalnych klątw, układało się na ogół poprawnie. Książęta zasiadali często na
biskupich tronach, wspierali zatem Kościół swym książęcym autorytetem. Już w wieku X syn
Mieszka i Ody, Lambert, został prawdopodobnie biskupem krakowskim, ale o jego życiu i
działalności nie można niestety nic bliższego powiedzieć.
U schyłku XII wieku liczba książęcych purpuratów gwałtownie wzrosła. Wymienić tu można
biskupów wrocławskich Jarosława, Wacława i Konrada, płockich Henryka i Kazimierza,
włocławskich Henryka i Jana, passawskiego Konrada, ostrzyhomskiego Bolesława,
nitrzańskiego Mieszka, arcybiskupa salzburskiego Władysława. Niektórzy z nich zasiadali
nawet na kilku stolicach. Władysław był biskupem passawskim, bamberskim, wrocławskim i
salzburskim, Wacław wrocławskim i lubuskim, a Jan Kropidło, syn Bolka III opolskiego
dwukrotnie włocławskim, a ponadto kamieńskim, poznańskim, chełmińskim i nominatem na
arcybiskupstwo gnieznieńskie. Z książąt piastowskich wywodził się także pierwszy kardynał
Polski Aleksander, syn Siemowita IV, który kapelusz kardynalski otrzymał jeszcze przed
Zbigniewem Oleśnickim.
Do rzadkości należały wypadki karier duchownych Piastów bez mitry biskupiej. Konrad
Garbaty był patriarchą akwilejskim, Konrad VI oleśnicki i Fryderyk cieszyński dziekanami
wrocławskimi, a Bolesław cieszyński jedynie kanonikiem krakowskim.
Niektórzy książęta trafiali także do klasztorów, traktując je najczęściej jako miejsce
czasowego pobytu przed walką o objęcie ojcowizny. Sięgnąć tu można po przykłady
Kazimierza Odnowiciela, Zbigniewa, Władysława Białego. Inaczej traktowano jedynie
zakony rycerskie i Piastowie osiągali w nich często wysokie godności. Konrad VIII był
prowincjałem zakonu krzyżackiego na Czechy i Morawy, Rupert legnicki czeskim i polskim
mistrzem joannitów, Siemowit cieszyński przeorem joannitów. Jedynie Henryk ziębicki nie
osiągnął w zakonie krzyżackim wysokich godności.
Nie ulega wątpliwości, iż książęta piastowscy sprawujący funkcje kościelne przeszczepiali do
Kościoła elementy życia świeckiego. Często porzucali oni szaty duchowne i zawierali związki
małżeńskie, jak to było w wypadku Władysława legnickiego, Konrada głogowskiego,
Henryka płockiego czy Jana oświęcimskiego. Zredniowiecze było wszakże epoką
przeróżnych kontrastów. W wieku XIII, kiedy głosić poczęto kult dziewictwa, nie była
jeszcze ostatecznie uregulowana kwestia celibatu i legat papieski wielokrotnie upominał
księży, aby nie trzymali u siebie kobiet i nie mieszkali z własnymi dziećmi. Jeszcze u schyłku
XIII wieku biskup krakowski Paweł z Przemankowa posiadał prawdziwy harem, w którym
znajdowały się także mniszki z pobliskich klasztorów, a w wieku XIV biskup Zawisza
postradał życie, kiedy usiłował posiąść dziewczynę, która schroniła się na stogu siana.
Zjawisko rozprzężenia moralnego było zresztą typowe dla całej ówczesnej Europy. Henryk,
biskup Bazylei, pozostawił po sobie dwadzieścioro dzieci, a inny Henryk, biskup Leodium aż
sześćdziesiąt troje. Niektóre klasztory żeńskie, jak na przykład klasztor w Bambergu,
zarabiały na chleb płatną miłością. Synod w Konstancji obsługiwało ponad tysiąc pięćset
prostytutek, a Grzegorz X wytykał biskupowi Heinrichowi von Luttich, iż przełożoną
klasztoru uczynił prostytutką i że spłodził aż czternastu synów. Zwieckie obyczaje biskupów
piastowskich nie raziły zatem specjalnie nikogo, tym bardziej iż u schyłku średniowiecza
papież Sykstus IV założył w Watykanie dom publiczny, który przynosił mu 80 tysięcy
dukatów czystego zysku.
Do obowiązków księcia należało oddanie przynajmniej jednej córki do klasztoru na służbę
Bogu, co wiązało się oczywiście z przyznaniem konwentowi odpowiedniego uposażenia.
Bywało jednak, iż do zakonu trafiało nieraz i po kilka księżniczek, którym ojciec nie potrafił
znalezć odpowiednich kandydatów na mężów. Po cztery swoje córki umieścili w klasztorze
Bolesław II opolski i Henryk V Gruby, po trzy Władysław bytomski, Władysław kozielski,
Przemysł I, Mikołaj ziębicki, Bolesław niemodliński, Mikołaj I opolski. Największym
powodzeniem cieszyły się zakony klarysek, dominikanek, cysterek i norbertanek, przede
wszystkim we Wrocławiu, Starym Sączu, Strzelinie, Raciborzu, Sandomierzu, Trzebnicy i
Czarnowąsie. Księżniczki pełniły w nich zwyczajowo funkcje przełożonych. Wymagane było
wprawdzie w tym względzie ukończenie trzydziestu lat, ale córkom książęcym papieże nie
odmawiali nigdy swojej dyspensy.
Lista księżniczek piastowskich, które wybrały życie zakonne, jest nader długa. Można
przyjąć, iż w wieku XIII i w pierwszej połowie wieku XIV blisko jedna czwarta Piastówien
przywdziała habity. Nie czyniły tego bynajmniej z zamiłowania do kontemplacji. Godności
zakonne rekompensowały im bowiem często gorzką samotność staropanieństwa.
Książęcy arszenik
Wieki średnie, pomimo wielkiej pobożności i religijności, pełne były waśni, podstępów, walk
i skrytobójczych zbrodni. Kogo otwarcie nie można było pokonać mieczem, na tego nasyłano
trucicieli. W ten sposób trucizna odegrała niemałą rolę w politycznej historii średniowiecza.
Znajomość trucizn była ówcześnie bardzo duża i wiązała się często z czarami i magią.
Posługiwano się najczęściej lulkiem, ciemierzycą, bieluniem, szalejem, tojadem, wilczą
jagodą, z których sporządzano napoje oszałamiające, afrodyzjaki oraz tak zwaną maść
czarownic o działaniu narkotycznym.
Najdonioślejszą wszakże rolę w średniowiecznym trucicielstwie odegrał arszenik, odkryty na
marginesie doświadczeń alchemicznych. Używano go między innymi do trucia szczurów i
jego sprzedaż nie podlegała żadnemu ograniczeniu. Była to trucizna bez smaku i zapachu,
dlatego też doskonale można ją było ukryć w winie, konfiturach, potrawach. Działała
stosunkowo powoli, wywołując najpierw bóle brzucha, nudności, wymioty, biegunki, które
traktowano jako samoistne choroby i nie wiązano ich z trucizną.
Z biegiem lat truciciele stawali się coraz bardziej pomysłowi. Arszenik wprowadzano
kobietom palcem do pochwy lub nasączano nim knoty świec. Od zatrutej świecy umarł na
przykład papież Klemens VII.
Medycyna poszukiwała oczywiście środków chroniących przed zatruciem. Za skuteczną
odtrutkę uważano driakiew, ząb narwala, ząb rekina, bezoar. Sławny lekarz polski i kanclerz
króla Węgier Ludwika zalecał także wieszanie pacjenta za nogi, głową w dół. W ten sposób
podobno sam uratował się od śmierci, kiedy podczas uczty spożył zatrutą potrawę.
Pomimo łatwości uzyskania trucizny wymiar sprawiedliwości był dla trucicieli niezwykle
surowy. Kościół nakładał na nich ekskomunikę i zabraniał księżom dawania rozgrzeszenia,
pozostawiając je do wyłącznej dyspozycji papieża. Władze świeckie skazywały ich na śmierć,
a często także na powolne konanie w mękach. Nie ograniczyło to jednak w niczym zasięgu
trucicielstwa i za pomocą trucizny załatwiano wiele sporów politycznych i dynastycznych. [ Pobierz całość w formacie PDF ]