[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Znowu stara dobra metoda z chłopcem ukrytym w skrzyni?
- Raczej nie. Zazwyczaj żądał tygla i metalu nieszlachetnego,
najczęściej ołowiu. Odrobinę tynktury odsypywał w papierek, który wrzucał do tygla. Po
stopieniu się zawartości pokazywał leżące wewnątrz złoto. Gdy tygiel ostygł, wydobywał
je i dzielił pomiędzy zebranych.
- Hmm... To mi przypomina sztuczkę iluzjonistyczną z cytrynami.
- Proszę? - zdziwił się Pan Samochodzik.
- Mało który iluzjonista ją pokazuje, jest trudna technicznie i wymaga wielu
przygotowań.
- Znałem kiedyś pewnego iluzjonistę - uśmiechnął się Szef - Usiłował mi
nabruzdzić we Fromborku... Opowiadaj, jak ta sztuczka wygląda.
- A więc iluzjonista umieszcza w doniczce nasionko. Następnie zaczyna
wykonywać wokół tajemnicze gesty, wypowiadać zaklęcia i zachowywać się w podobnie
głupi sposób. W trakcie czarów z doniczki wyrasta roślinka, w ciągu kilku minut
osiągając wysokość około trzydziestu centymetrów. Pojawiają się na niej listki. Lepsi
fachowcy potrafią sprawić, żeby najpierw krzaczek okwitł. Wreszcie pojawiają się
owoce. Cytryny lub pomarańcze. Iluzjonista zrywa je i
rzuca widzom. Ci, którzy złapią, mogą się przekonać, że są prawdziwe.
- Niezłe, a jak się to robi?
- Z gumy, trochę grubszej niż balonikowa. Krzaczek jest nadmuchiwany.
Zakopując nasionko magik uruchamia mały zbiorniczek z gazem, który nadyma
pneumatyczne łodyżki. Owoce są wciągnięte do środka i nadmuchują się wolniej,
dopiero gdy krzaczek ma odpowiednią wysokość, a wewnątrz panuje wystarczające
ciśnienie. Zaczepione są specjalnymi wentylkami, co umożliwia ich odczepianie bez
ryzyka spuszczenia z drzewka gazu. Czarodziej zrywa je z krzaka, a w dłoni podmienia
błyskawicznie na prawdziwe i rzuca widowni.
- Sprytne - mruknął Szef - Wiec sądzisz?...
- Tak, Szefie. Seton dodawał coś, może jakieś sole złota, które barwiły zawartość
tygla na żółto. Gdy przestygła, wyjmował ze środka lipny kruszec, który w jego dłoni
zamieniał się w prawdziwy. Dużo tego rozdał?
- Kilka kilogramów.
- To bez sensu. Musiał być chyba bogatym człowiekiem.
Szef uśmiechnął się.
- To bardzo proste. On po prostu inwestował.
- Inwestował rozdając złoto? To najgłupszy sposób lokowania pieniędzy...
Roześmiał się.
- Pawle, Pawle, od razu widać, że jeszcze nie zetknąłeś się z ludzką podłością...
- Miałem okazję - musnąłem dłonią bliznę na ręce, pozostawioną przez nóż
bandyty.
- Seton pracował nad swoją legendą. Szukał na kontynencie naiwnego jelenia
gotowego wyłożyć znaczną sumę na jego "badania naukowe"... Rozdawał złoto,
przeprowadzał publicznie transmutacje metali, jak przypuszczasz na zasadzie podobnej
do tricku z pomarańczami. Wkrótce zdobył odpowiedni rozgłos. Wtedy podjął decyzję o
zdobyciu odpowiedniego protektora. Zaczął od wizyty na
dworze znanego nam już miłośnika alchemii Fryderyka Wirtemberskiego... Uzyskał od
niego znaczne fundusze na eksperymenty alchemiczne, ale widocznie życie w cieniu
żelaznej szubienicy wpływało nań depresyjnie, bowiem pewnej nocy wyparował, uwożąc
ze sobą fundusze na badania.
- Po tylu przygodach nie dziwię się, że książę był cięty na hermetystów -
uśmiechnąłem się.
- Wyzwoliwszy się spod władzy sponsora Kosmopolita przybył do Saksonii, na
dwór elektora Christiana II. Elektor był przeciwnikiem alchemii, w przeciwieństwie do
swojego ojca i dziada, którzy na eksperymenty przetracili sporą część skarbca księstwa.
Seton zademonstrował transmutację i poprosił o sponsorowanie dalszych badań. I tu
niestety chciwość go zgubiła. Książę, widząc transmutację, nieoczekiwanie uwierzył w
możliwość przemiany ołowiu w złoto, ale zamiast wyłożyć gotówkę kazał uwięzić
pechowego hermetystę i poddać torturom w celu uzyskania przepisu na wytwarzanie
Kamienia Filozoficznego. Seton zniósł tortury bardzo mężnie, nie zdradził sekretu
pomimo że trwały trzynaście miesięcy. Elektor usiłował przekonywać go prośbami i
grozbami, ale ten milczał.
- Hmm. Jeśli otrzymał tynkturę od kogoś, to może po prostu nie umiał nic
powiedzieć na temat jej otrzymywania?
- Czegoś takiego można się chyba domyślać - uśmiechnął się Szef - Mało kto
zniesie długotrwałe tortury, zwłaszcza wobec pomysłowości naszych przodków...
- I jak się skończyła ta pechowa historia?
- Tragicznie. Z Polski przyjechał na dwór elektora nasz alchemik Michał
Sędziwój. Uzyskał widzenie z kolegą po fachu i zapewne doszli do wstępnego
porozumienia, bowiem nasz rodak sprzedał swój majątek w kraju, a uzyskane fundusze
przeznaczył na korumpowanie złożonej z czterdziestu ludzi straży pilnującej Setona.
Zabiegi trwały kilka tygodni, aż wreszcie udało mu się zorganizować ucztę u naczelnika
więzienia. W czasie uczty wszyscy pili wino, a potem, jak to w bajkach bywa, zasnęli
snem twardym. Wtedy Sędziwój wstał od stołu, odczepił klucze od pasa strażnikowi i
wydobywszy kolegę z lochów uwiózł go pospiesznie ku niedalekiej polskiej granicy.
Zatrzymali się w Krakowie. Niestety rany zadane podczas tortur były tak poważne, że
Seton po kilku tygodniach zmarł. Usiłował leczyć się eliksirem życia, uzyskanym
poprzez rozpuszczenie tynktury w merkuriuszu, ale to tylko pogorszyło jego stan. Za
uratowanie życie podarował Sędziwojowi sporą część proszku, ale odmówił przekazania
sekretu robienia Kamienia.
- Chyba faktycznie go nie znał - westchnąłem.
- Po śmierci, Setona pogrzebano w kościele Dominikanów, zaś jakiś czas potem
Sędziwój ożenił się z jego żoną Teresą. Przypuszczalnie od niej uzyskał resztę proszku.
Resztę życia spędził na próbach zrozumienia, czym właściwie jest substancja, która
wpadła mu w ręce.
- Jeśli Seton był oszustem, to mógł go na łożu śmierci wtajemniczyć w swoje
praktyki.
- Albo czuł wyrzuty sumienia i nie wtajemniczył, żeby zabrać ze sobą zło do
grobu - uśmiechnął się Szef.
- W jaki sposób alchemicy oszukiwali ludzi? - zaciekawiłem się - Bo metoda
Setona z proszkiem, albo ta z dzieckiem ukrytym w skrzyni z pewnością
nie wyczerpują szerokiej gamy możliwości...
- Ludzkość, napędzana żądzą zysku, wspina się na intelektualne wyżyny -
uśmiechnął się Szef - Popularną praktyką było pokazywanie monet zamienionych
jednostronnie w złoto pod wpływem różnych eliksirów...
- Jak to robiono?
- Och, metoda jest bardzo prosta, choć wymaga pewnych przygotowań. Brano [ Pobierz całość w formacie PDF ]