[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Siadaj! - polecił jej.
- Nie, nie usiądę! Nawet gdybym miała wrócić do domu pieszo, nie będę siedzieć
tu i wysłuchiwać twoich obelg!
Widział, że Melissa mówi serio. Zobaczył również, że w drzwiach sali stanął za-
niepokojony mtre d'htel, lecz wycofał się, gdy Casimiro nieznacznie potrząsnął głową.
Przez chwilę był rozdarty pomiędzy wściekłością na Melissę za jej oburzającą krnąbr-
ność a niechętnym podziwem dla jej śmiałości.
R
L
T
- Usiądz, Melisso - powtórzył spokojniej, a napotkawszy jej niezłomne spojrzenie,
dodał: - Proszę.
Zaskoczona, zawahała się. Królowie zapewne nieczęsto uciekają się do próśb. W
końcu osunęła się z powrotem na krzesło. W duchu była z tego rada, gdyż nogi odma-
wiały jej posłuszeństwa. Wszystko to było takie szokujące - wyniki testu DNA i reakcja
Casimira. Naturalnie wiedziała, że badanie laboratoryjne potwierdzi fakt jego ojcostwa,
jednak nie spodziewała się własnego gwałtownego przypływu emocji. Dusiła w sobie ten
sekret tak długo, że gdy wreszcie wyszedł na jaw, przeżyła prawdziwy wstrząs.
- Przypomniałeś sobie wszystko? - wyszeptała.
Lekceważąco wzruszył ramionami.
- To nic wielkiego - odparł.
Jednak w rzeczywistości odzyskawszy owo utracone wspomnienie, doznał wielkiej
ulgi, jakby znów stał się całością. Wprawdzie niechętnie, jednak uzupełniał brakujące
szczegóły ich przelotnej przygody. Przypomniał sobie smak wolności, jakiej doświadczał
w towarzystwie Melissy, upajające wrażenie normalności, a także pózniejszą bolesną
pustkę, gdy ponownie musiał się poddać rygorom związanym z jego pozycją monarchy.
Poczuł się wówczas jak ktoś, komu ofiarowano ostatnią szklankę wody i kto wie, że już
nigdy więcej nie zaspokoi pragnienia.
- Czy... czy żałujesz tego? - spytała niepewnie.
Casimiro tylko na moment otworzył bramy dla swych emocji, a teraz znów je za-
trzasnął.
- %7łal to strata czasu - odparł lodowatym tonem. - Musimy omówić dalsze kroki, a
przede wszystkim najbardziej palącą kwestię naszego ślubu, który musi się odbyć moż-
liwie jak najszybciej.
Melissa wpatrzyła się w jego dumne, wyniosłe rysy i po raz pierwszy uświadomiła
sobie, że mężczyzna, którego wielbiła, już nie istnieje, a być może w ogóle nigdy nie ist-
niał. Może była to tylko chwilowa rola zagrana przez Casimira, kiedy na krótko zostali
kochankami? I czy naprawdę ma się związać na resztę życia z tym zimnym, nieczułym
królem?
Potrząsnęła głową.
R
L
T
- Nie wyjdę za ciebie.
- Obawiam się, że to nie podlega dyskusji.
Zaparło jej dech w piersi.
- Nie masz prawa tak mówić - szepnęła.
- Mam prawo, ponieważ to prawda.
- Nie możesz mnie zmusić do małżeństwa. Zamierzasz zawlec mnie siłą przed oł-
tarz, opierającą się i wrzeszczącą? - Wbiła w niego spojrzenie, w którym, jak miała na-
dzieję, nie było widać narastającego w niej lęku. Przestraszyła się, że Casimiro naprawdę
może zrobić z nią, co zechce. - To chyba nie posłużyłoby twojemu publicznemu wize-
runkowi, prawda?
- Istotnie, nie mogę cię zmusić, ale mogę odebrać ci syna.
Melissa zamarła. Miała wrażenie, że cały świat zasnuła ciemność. To była najsku-
teczniejsza i najbardziej przerażająca grozba, jaką Casimiro mógł wysunąć.
- Tego również nie możesz zrobić - odparła jednak nieugięcie.
- Tak sądzisz? W takim razie nie zdajesz sobie sprawy z potęgi królewskiego
władcy. Z pewnością nie zdoła jej się przeciwstawić samotna matka o twojej pozycji
społecznej.
- W mojej pozycji społecznej nie ma niczego złego!
- Uważasz za stosowne, aby następca tronu dorastał w takich warunkach?
- Niczego mu nie brakuje. Jest czysty, zadbany, dobrze odżywiany i... szczęśliwy!
- A ten dom? Naprawdę sądzisz, że to odpowiednie miejsce dla królewicza?
Melissa po raz pierwszy pomyślała o Benie jako o królewiczu. I chociaż poczuła
dreszcz macierzyńskiej dumy, to jednocześnie ten tytuł ją przeraził.
- Możemy się stąd wyprowadzić, jeśli uważasz, że to takie okropne miejsce - od-
rzekła pospiesznie, gdyż posępny wyraz twarzy Casimira wzbudził w niej niepokój.
- Masz na myśli to, że miałbym ci kupić większe mieszkanie?
Uchwyciła się tego pomysłu.
- Jeśli chcesz - powiedziała.
- Och, a więc jednak nie masz nic przeciwko przyjęciu ode mnie pieniędzy -
stwierdził z przekąsem.
R
L
T
Teraz traktował ją jak tanią naciągaczkę. Przekręcał każde jej słowo.
- Myślałam, że właśnie na tym ci zależy - wymamrotała zmieszana.
- Nie, wcale mi na tym nie zależy! - odparł porywczo. - Gdybym ci kupił dom i
zapewnił odpowiednie dochody, wkrótce nie mogłabyś się opędzić od mężczyzn. Jeśli
ofiaruje się kobiecie majątek, czyni się ją kuszącym celem.
- A jeśli wpędzi się ją w ubóstwo, robi się z niej bezwolną marionetkę! - odparo-
wała.
Ta riposta sprowadziła na twarz Casimira lekki uśmiech. Mężczyzna rozparł się w
krześle i pomyślał, że pora zmusić Melissę do pokazania kart.
- Dobrze, niech będzie jak chcesz - powiedział. Splótł dłonie i zobaczyła na jego
małym palcu lśniący złoty sygnet. - Nie pobierzemy się.
Melissa poczuła zawrót głowy. Sytuacja zmieniała się co chwila jak w kalejdosko-
pie.
- Ale... ale... przecież dopiero co powiedziałeś, że to nie podlega dyskusji - wyją-
kała stropiona. [ Pobierz całość w formacie PDF ]