[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zupełnie, ubrana i umalowana, jak gdyby całe przedpołudnie spędziła spokojnie, czytając - a wtedy on
czuje się idiotycznie, nie na miejscu, siedząc tak nago w cudzej kolorowej pościeli. Nie odzywają się do
siebie. Ona robi herbatę, lecz wypada to sztucznie, piją ją w milczeniu, unikając swojego wzroku.
Następny raz zobaczą się na jej ślubie, w deszczowe czerwcowe popołudnie, w kolejce składających
życzenia. On mignie jej przed oczami, ciemnowłosa Eliza u jego boku, onieśmielona jak każdy, kto składa
życzenia obcym, jak przez mgłę usłyszy to, co Marcin powie do Krzyśka:
- Dbaj o nią, dostajesz skarb.
Krzysiek skrzywi się w wymuszonym uśmiechu, a następni w kolejce są inni znajomi, inne kwiaty, ciotki,
wujkowie, kuzyni, atłasowa suknia już lepka od potu, za ciasne buty na wysokich szpilkach. Kiedy
wreszcie kolejka się skooczy i Teresa rozejrzy się dookoła, na dziedziocu przed kościołem Zwiętej Barbary
nie będzie już wysokiej sylwetki Marcina, poczuje ukłucie żalu zagłuszone natychmiast zamieszaniem
dookoła - kwiaty, samochód, przejazd do restauracji, chleb i sól, taniec z ojcem... Wszystko to zleje się w
jej pamięci w jakąś feerię barw, rozmów, dzwięków.
Kiedy znowu się spotkają, ona będzie w ciąży z Marysią po dwóch latach starao. Będzie wiosna 2000
roku, a oni będą rozmawiad w kawiarni na Starówce. On opowie jej o tym, jak zakłada organizację
społeczną, o zajęciach na aplikacji, pokaże jej zdjęcie swojej nowo poznanej dziewczyny. Ona poprosi go
o poradę prawną, on na pożegnanie dotknie jej brzucha, ogromnego jak na siódmy miesiąc, i powie
szeptem:
- Czasem żałuję, że to nie moje - a ona pomyśli to samo, jednak nie odważy się tego powiedzied.
Kiedy urodzi, zaprosi go z dziewczyną do domu na oglądanie malutkiej, zmęczy ją to spotkanie i rozdrażni
koniecznośd spoglądania na tamtą. Mimo to przez te dziesięd lat, które upłyną od ostatniego
prawdziwego spotkania, będzie o nim śniła, będzie tłumid okrzyk na widok obcego wysokiego mężczyzny
na ulicy, będzie płakad za każdym razem, kiedy w kablówce puszczą starą czarno--białą ekranizację Pani
Bovary, nawet jeśli nie do kooca będzie zdawad sobie sprawę z tego, dlaczego płacze.
TERAZ
Kwietniowy wieczór z ciemniejącym powoli niebem wpada przez okno do mieszkania przy ulicy
Gagarina. Teresa i Marcin siedzą naprzeciwko siebie, ona na rozsuwanej kanapie, on na krześle
przyniesionym z kuchni. Teresa czuje się obco. Jest intruzem w cudzym królestwie, obce książki stoją na
obcych półkach, obcy komputer łypie na nią wrogo z obcego biurka. Na stoliku paruje gorąca herbata.
Otwarta butelka czerwonego wina i dwa kieliszki stoją na brzegu ławy.
To któreś z rzędu ich spotkanie od popołudnia w hotelu z widokiem na Powązki, pierwsze w tym
mieszkaniu i prawdopodobnie ostatnie. Paula za tydzieo, dwa ma wyjśd ze szpitala i na nowo objąd to
opuszczone królestwo. Mimo cotygodniowych odwiedzin pani do sprzątania w mieszkaniu rzuca się w
oczy brak gospodyni. Kilka kwiatków na parapecie wyraznie poszarzało od ulicznego kurzu, ich listki
opadają smętnie na dół pozbawione życia. Skawalony cukier w kryształowej cukierniczce -
prawdopodobnie pamiątkowej - i gazety rzucone na niedbały stos na biurko,  Rzeczpospolita" obok
 Gazety Prawnej" przemieszane z programem TV i starymi wydaniami plotkarskich pisemek, wszystko to
mówi, że mieszkanie zostało opuszczone przez duszę, że chwilowo zabrakło drobnych, delikatnych dłoni,
które to wszystko podlewały, układały i pracowicie organizowały, czyniąc ze zbiorowiska przedmiotów
dom, do jakiego wraca się z radością.
Teresa jest zmęczona. Sen, który śniła od lat, prześnił się do kooca, znalazł zakooczenie w tym
mieszkaniu, w którym mogłaby mieszkad, gdyby jej życie nie potoczyło się innym torem. To samo
znużenie dostrzega w ciemnych oczach Marcina patrzącego na nią uważnie, jak gdyby chciał odgadnąd
jej myśli. Po raz pierwszy dociera do niej, że byd może nie powinna była tu przychodzid i kłamad mężowi
o wyjezdzie do internetowej przyjaciółki. Może powinna była zostad w domu, zjeśd z dziedmi kolację,
obejrzed kawałek głupiego serialu w telewizji i iśd spad obok szerokich, niemych pleców męża, aby móc
w spokoju dalej śnid o nieosiągalnym. Zamiast siedzied tu, w milczeniu, naprzeciwko bohatera swoich
snów, który w tej chwili wydaje jej się zupełnie nieznajomy.
Kilka dni wcześniej spotkała na przystanku Karolinę, piękną jak zawsze, w objęciach przystojnego
blondyna. Na jej widok koleżanka odkleiła się z wyrazną niechęcią od mężczyzny i zaszczebiotała:
- Cześd, dawno cię nie widziałam! Poznaj Pawia, opowiadałam ci o nim!
Zanim nadjechał tramwaj, dowiedziała się, że rozwód w toku, że opieka nad trójką dzieci przypadnie
Karolinie i że jej mąż od lat kogoś miał.
- Jestem taka szczęśliwa, wyobraz sobie. Piotr nie robił żadnych problemów, od tylu lat spotykał się z
tamtą dziewczyną, a ja nawet się nie domyślałam, gdybym wiedziała,
nie zwlekalibyśmy tak długo, prawda, Pawełku? - zadwierkała.
Od tamtego spotkania Teresa nie może przestad się zastanawiad nad tym, czy sama dostrzegłaby
cokolwiek, jakąkolwiek zmianę w zachowaniu Krzysztofa. Czy byłaby w stanie zauważyd, gdyby on miał
romans? Czy on poświęcał jej wystarczająco dużo uwagi, aby dostrzec te subtelne drobiazgi, które
zmieniły się w niej, od kiedy prowadzi podwójne życie? A może od zawsze częśd jej prowadziła to
podwójne życie w marzeniach i dzięki temu nic się w niej nie zmieniło?
Wraca teraz do rzeczywistości, przywołana pytaniem Marcina:
- O czym myślisz?
- O nas... - odpowiada z wahaniem. On nie podejmuje tematu. Zdaje jej się, że więcej ich dzieli niż wtedy,
kiedy spotkali się przypadkiem. Jego obcośd jest tak dojmująca, że jej maska obojętności niezauważalnie
wraca na swoje miejsce, zakrywając wszystko, co pod spodem niewypowiedziane.
- Kiedy Paula wychodzi? - pyta pozornie obojętnym tonem.
- Jeszcze nie wiadomo. Okaże się na początku tygodnia, gdy wróci profesor - odpowiada i znienacka
dodaje: - Powiedz mi, jak to jest mied dzieci.
- Już ci raz mówiłam - uśmiecha się Teresa. - Zupełnie inaczej.
- Jak myślisz, czy ja będę umiał byd dobrym ojcem? [ Pobierz całość w formacie PDF ]