[ Pobierz całość w formacie PDF ]

położoną na niewielkim cyplu, nowoczesną bryłę wzniesiono z surowców
naturalnych. Do podmurówki użyto kamieni polnych, spadzisty dach pokryto
gontem, a ściany szklanymi taflami.
60
An43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
Paige z dumą oprowadziła gościa po zalanych światłem przestrzeniach
salonu, jadalni, kuchni, sypialni. Wycieczkę zwieńczyła wizyta w pracowni
zajmującej całe skrzydło domu i stanowiącej chlubę gospodyni.
- Sama to zbudowałaś? - spytał, czując, że Paige traktuje dom jak część
samej siebie. Poza tym kamienno--szklana budowla idealnie pasowała do
osobowości jej właścicielki.
- O nie. W tej kwestii także dopisało mi szczęście. Człowiek, który
zbudował ten dom, zresztą architekt z zawodu, przeprowadzał się na południe.
Wystawił nieruchomość na sprzedaż dokładnie w dniu, w którym zaczęłam
szukać miejsca do osiedlenia się. Zdążyłam. W tej okolicy domy sprzedają się
jak świeże bułeczki, zwłaszcza te z widokiem na ocean.
Stali w salonie, patrząc na zmurszały pomost i dalej w morze, hen, aż po
horyzont. Dallas stracił poczucie czasu. Miarowy ruch fal zahipnotyzował go,
nie na tyle jednak, by nie słyszeć każdego oddechu Paige i nie widzieć
rozmarzonego uśmiechu, który zawitał na jej wargach.
Wziął ją w ramiona i pocałował najdelikatniej, jak potrafił. Tak jak
przewidział, czuły pocałunek obudził najdzikszą żądzę. Gorące, wilgotne usta
Paige były nienasycone.
Pojął, że Paige podda mu się bezwzględnie, kiedy zaczęła błądzić dłońmi
po jego plecach. Uwolnił się z objęć i cofnął o krok.
- Trzymaj się - szepnął, pocałował ją na pożegnanie w czoło i wyszedł.
Pragnęła go. Wiedział, że tak się stanie. Paige musiała jednak przemyśleć
i uporządkować mnóstwo spraw. Niestety, Dallasa też to czekało. Nie mógł zdać
się jedynie na czar, który roztaczał wśród płci pięknej.
Wysiadł z samochodu i, oparty o maskę, spojrzał na morze. Ożywcza
chłodna bryza przyniosła ulgę rozpalonej skórze. Szelest wysokich nadmorskich
traw koił nerwy. Szum morza brzmiał jak kołysanka. Dallas rozumiał teraz,
dlaczego Paige jak na skrzydłach wracała w rodzinne strony. Nie wiedział tylko,
61
An43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
jak zagłuszyć w sobie ból i pustkę po ucieczce z baśniowego domu w
Marblehead.
Nagle wyprostował się i podjął decyzję. Wróci natychmiast do Nowego
Jorku, odstawi limuzynę do agencji, umówi się z jedną z przyjaciółek, których
numery telefonów zapisywał w czarnym notesiku, i na zawsze zapomni o Paige
Mattheson.
Może nawet zadzwoni do Bena i pochwali się swym triumfem? Przecież
wygrał zakład, czyż nie?
Dotarł do domu kompletnie wyczerpany, a potem snuł się bez celu od
pokoju do pokoju, zdezorientowany, rozbity. Bębnił palcami po mijanych
sprzętach - po oparciu długiej skórzanej sofy w salonie, solidnej dębowej
balustradzie schodów, rzędach półek z książkami w sypialni na pierwszym
piętrze, metalowym stole montażowym w gabinecie na drugim. Bezmyślnie
wpatrywał się w ekrany dwóch monitorów sprzęgniętych z magnetowidem, jego
podstawowym narzędziem pracy.
Wszystkie meble i przedmioty służyły mu od lat, a jednak teraz poczuł się
w ich otoczeniu nieswojo. Dlaczego?
W domu powinien odzyskać spokój, rzucić się w wir pracy, którą
traktował jak najwierniejszą kochankę, a przynajmniej odsłuchać wiadomości
nagrane na automatycznej sekretarce, tymczasem stracił zainteresowanie dla
wszelkiego działania. Zszedł na parter, wlał do szklanki szczodrą porcję whisky
i osunął się na sofę.
Ocknął się póznym rankiem. Pusta szklanka leżała na podłodze. Ciało,
skulone przez kilka godzin na wąskiej sofie, bolało. Dallas usiadł, oparł łokcie
na kolanach i ukrył twarz w dłoniach. Głowa mu pękała, kark zesztywniał i
ogólnie czuł się jak po typowej zarwanej nocy, wypełnionej gorączkową pracą
nad pilnym projektem, który miał z samego rana oddać zleceniodawcy. Na
szczęście tego dnia nie musiał gonić terminów.
62
An43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
Zerknął na zegarek. Dochodziła dwunasta. Bez entuzjazmu podniósł się z
sofy, poszedł do kuchni i wspierając się o blat, wypił duszkiem pełną szklankę
zimnego mleka. W oddali zawyła syrena radiowozu. Dallas nachmurzył się. Kto
i z jakiego powodu znów wzywał policję? Napad z bronią w ręku? Rabunek?
Bijatyka lub morderstwo? Przygnębiająca strona życia w mieście o najwyższej
przestępczości...
Z brzękiem wstawił szklankę do zlewu, powędrował na drugie piętro, do
gabinetu i włączył odsłuch sekretarki. Dzwonił jego agent z pilnym zleceniem.
Wzdychając, nakręcił odpowiedni numer i od razu uzyskał połączenie.
- John?
- Jesse! Rychło w czas!
- Właśnie odebrałem twoją wiadomość. - Postanowił od razu przejść do
sedna. - W czym rzecz?
- Dzwonił Wagner. Chce, żebyś zmontował mu materiał, który nakręcił w
Nikaragui.
- Nie wiedziałem, że się tam wybrał.
- Ja też nie. Zdecydował się w ostatniej chwili.-Myślał, że nie zdoła
przedrzeć się przez granicę. Kiedy mu się udało, wyciągnął kamery, statywy i
kręcił.
- Niezle.
- To jak? Podejmiesz się?
- Nie.
- Dlaczego?
- Jestem na urlopie.
- Daj spokój. To wspaniała okazja. Chodliwy temat.
- Jestem na urlopie.
- Ale na razie nie wyjechałeś, prawda? He ci to zajmie? Tydzień, góra
dwa. Potem wezmiesz urlop.
- Chcę teraz.
63
An43
us
o
l
a
d
n
a
c
s
- On dobrze zapłaci. [ Pobierz całość w formacie PDF ]