[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Darcy uśmiechnął się. Kiedy Sean był nastolatkiem, często \artował z jego
nadopiekuńczości i u\ywał tego przezwiska.
 Upewniam się tylko, czy nie będziesz siedzieć w moim fotelu i spać w moim łó\ku.
 Nie ma problemu. O ile, oczywiście, nie znajdę tam wspaniałej Fleur zwiniętej w
kłębek...
 Wynoś się!
Sean roześmiał się i otworzył drzwi.
 Do zobaczenia w domu, braciszku. I dzięki. Za wszystko.
Sean zatrzasnął drzwi, zanim Darcy mógł odpowiedzieć. Potrząsał głową, zastanawiając
się, czy nie obudził się z jakiegoś dziwnego snu. Sean wrócił do Innovative Imports. Któ\ to
mógł przewidzieć?
 Nie mogę uwierzyć, \e za to ci płacę.  Darcy rozglądał się wokół z zakłopotaniem. 
Czy ci ludzie są tu naprawdę?
Fleur uśmiechnęła się szeroko, wymachując bronią w jego kierunku.
 Tak. Nie grałeś nigdy w paintballa? Najwy\szy czas spróbować.
 Pozwól, \e wyło\ę to jasno. Jedziemy godzinę z Melbourne do tej dziury w środku
pustkowia, przebieramy się w ubranie maskujące, ładujemy broń kulami painfballowymi, a
potem strzelamy do ka\dej osoby w polu widzenia. Muszę być skończonym głupkiem! 
mruknął, zarzucając broń na ramię i patrząc na innych zawodników.  Gdy wrócimy,
wylewam cię!
 Psujesz zabawę!  Uśmiechnęła się, podziwiając jego sylwetkę w obcisłych spodniach
khaki i kurtce. Jak na faceta, który spędził \ycie za biurkiem, miał całkiem niezłe ciało.
Właściwie  fantastyczne!
 Przestań się ze mnie śmiać. Wiem, \e wyglądam jak pajac.
 Och, biedactwo! I co z tym zamierzasz zrobić, nieszczęsny chłopcze?
 To!
Powinna zauwa\yć nagły błysk w jego oczach i zmianę postawy. Jednak droczenie się z
nim sprawiało Fleur przyjemność i dlatego jej reakcja była nieco spózniona.
Pierwszy wstrząs posłał ją prosto na piach.
Przez chwilę le\ała  oszołomiona, a następnie z wysiłkiem usiadła i spojrzała na przód
swojej kurtki, pokrytej fluorescencyjną, pomarańczową farbą.
 Niezły strzał jak na nowicjusza, prawda?  Pochylał się nad nią, uśmiechnięty od ucha
do ucha.
 Tak jest, Rambo. To jest wojna!  Gdy wstawała i otrzepywała się z kurzu, Darcy,
grając palcami na nosie, uciekał w stronę drzew.
Nagle tłum wokół nich ruszył do akcji. Wszyscy, wrzeszcząc jak potępieńcy, rozpierzchli
się w poszukiwaniu schronienia.
Fleur nie przejmowała się pociskami innych ludzi. W głowie miała jeden cel  dopaść
Darcy ego. Facet, który nigdy nie postawił stopy na poligonie do paintballa miałby ją
pokonać? Niedoczekanie!
 Naprawdę jestem przera\ony!  zawołał kpiąco, chowając się pomiędzy drzewami.
 Sam się o to prosiłeś!  wrzasnęła, oddając strzał w jego kierunku.
 Niezle!  Wskazał farbę rozpryśniętą na pniu pobliskiego drzewa i roześmiał się
głośnym śmiechem, który odbił się echem wśród gęstwiny drzew.  Potrzebujesz trochę
praktyki, co?!
Wyszedł zza drzewa i wykonywał krótki taniec zwycięstwa.
 Gotów, cel, pal!
Fleur zmru\yła oczy, wycelowała i zaczęła strzelać do jego wirującej postaci,
zastanawiając się, dlaczego tak się wystawił.
Trafiła go w prawe ramię, pocisk eksplodował i purpurowa farba oblepiła mu twarz.
 Punkt dla mnie!  Wyrzuciła pięść w górę i zdając sobie sprawę, \e od dawna tak
dobrze się nie bawiła, zaczęła podskakiwać jak małe, podekscytowane dziecko.
Jednak jej radość okazała się przedwczesna, poniewa\ Darcy zatoczył się i padł jak długi
na ziemię.
 Wszystko w porządku?  Szła w jego kierunku z uniesioną bronią, spodziewając się, \e
Darcy skoczy na równe nogi i wystrzeli. Ale im bli\ej podchodziła, tym większy ogarniał ją
niepokój.  Przestań się wygłupiać. To nie jest śmieszne.
Gdy podeszła do niego, nadal się nie poruszył. Z mocno bijącym sercem przyklękła.
O Bo\e, \eby tylko nic mu się nie stało, modliła się w duchu.
Pod wpływem paniki oczy jej wypełniły się łzami. Czy to mo\liwe, aby pocisk z farby
zrobił mu krzywdę?
 Darcy? Słyszysz mnie?  Wpatrywała się w jego twarz, oczekując, \e lada moment
otworzy oczy i krzyknie triumfalnie:  Nabrałem cię .
Ale on nadal le\ał bez ruchu. Gwałtownie zaczęła tracić nadzieję. Stało się coś
strasznego! Serce miała ściśnięte, nie była w stanie rozsądnie myśleć.
 Skoncentruj się  wymamrotała, sprawdzając mu puls, a potem zbli\ając policzek do
jego ust w nadziei, \e nadal oddycha. Na kursach pierwszej pomocy sugerowano, by
sprawdzać oddech przy pomocy lusterka, ale skoro nie miała go pod ręką, policzek musiał
wystarczyć.
Westchnęła z ulgą, gdy jego ciepły oddech owionął jej policzek. Nie jest zle. Teraz
powinna przekręcić go do pozycji na wznak...
 Gdzie ja jestem?  Zamrugał.
Fleur podskoczyła, zbyt świadoma jego bliskości. Jak na kogoś, kto jeszcze przed chwilą
był nieprzytomny, spojrzenie jego niebieskich oczu było zdumiewająco wyraziste. Nagle bez
cienia wątpliwości uświadomiła sobie, \e przez cały czas udawał.
Zanim zdą\yła się odsunąć i bezlitośnie go obsztorcować, objął ją ramionami i mocno [ Pobierz całość w formacie PDF ]