[ Pobierz całość w formacie PDF ]

południe, stała przed oknem jadalni wciąż w tym samym, za dużym pod-
koszulku, w którym spała, i patrzyła przed siebie.
Przez brak snu piekły ją oczy, a głowę przeszywał ból.
Parocentymetrowym szpilkom, które włożyła poprzedniego wieczoru,
zawdzięczała pęcherz na stopie. Na dodatek czuła, że na nosie robi jej się
pryszcz; nie doświadczyła tego od czasów balu maturalnego.
A to wszystko przez Gabe'a.
Powiedział, że Andi kłamie. Stojąc przed jej domem, na widoku
wszystkich sąsiadów, powiedział, że kłamie.
I że się drażni.
To było najgorsze. Oskarżenia o kłamstwo mogła jakoś przełknąć.
Akurat tu się nie mylił. Rzeczywiście go okłamała. Niech pokażą jednak
kobietę, która przyznałaby się, że podziałał na nią jakiś mężczyzna. Zwłasz-
cza wtedy, kiedy ów mężczyzna nie pozostawiał jej wątpliwości, że i ona
podziałała na niego.
Ale to, że się drażni? Z tym zarzutem nigdy nie mogłaby się pogodzić.
Nie drażniła się z nim. Może i odwzajemniła jego pocałunek, lecz to nie ona
go zainicjowała. A już na pewno nie dała mu powodów, by myślał, że może
liczyć na coś więcej.
Jeśli Gabe'a złościł fakt, że przestała go całować, to trudno. Poszła po
rozum do głowy i zdała sobie sprawę z tego, że popełniają błąd. Prędzej czy
pózniej doszedłby do podobnych wniosków. Czy jest winna, że zrozumiała
to pierwsza?
71
RS
Facet może zacząć się zastanawiać, kiedy ostatnio uprawiała seks.
Przypomniawszy sobie tę uszczypliwą uwagę, przycisnęła pięści do
policzków, by powstrzymać łzy i poczucie upokorzenia. Skąd mógł o tym
wiedzieć? Czy to naprawdę widać, że nie ma życia erotycznego? Wygląda
na tak zdesperowaną?
Rzadko myślała o seksie, a raczej o jego braku. Nigdy świadomie nie
podjęła decyzji, że będzie żyła jak mniszka. To po prostu... stało się samo.
Instynktowny sposób na przetrwanie, który z czasem stał się jej stylem
życia. Pozwolił jej uporać się ze złamanym sercem, kiedy straciła...
Opuściła dłonie i zaciskała je, aż poczuła ból. Nie będzie myśleć ani o
przeszłości, ani o nim. Nie teraz. Najlepiej nigdy.
Ale z Gabe'em się rozprawi, obiecała sobie. Zarzucił jej, że się z nim
drażni, więc ona nie zamierza pozwolić, by uszło mu to na sucho.
O Andrei Matthews można powiedzieć wiele rzeczy, ale na pewno nie
to, że droczy się z mężczyznami.
Gdy dotarła do chaty Gabe'a, minęła już trzecia. Hardy gniew, który
podsycał chęć zbesztania kolegi, znacznie osłabł po drodze. Na samą myśl o
stawieniu mu czoła jej wnętrzności skręcały się ze strachu w jeden wielki
supeł. Poważnie zastanawiała się, czy nie lepiej byłoby po prostu zawrócić i
pojechać do domu.
Ucieczka nie była jednak rozwiązaniem. Prędzej czy pózniej
musiałaby się z tym uporać i lepiej zrobić to tu,w zaciszu jego domu, niż na
posterunku, gdzie każdy policjant na służbie usłyszy, co ma do powiedzenia
Gabe'owi.
Gotowa na konfrontację zapukała do drzwi. Odczekała chwilę i znów
zastukała, nasłuchując, ale ze środka nie dobiegał nawet najlżejszy odgłos.
Rozejrzała się. Gabe musiał być w domu, bo zaparkowała za jego wozem.
72
RS
Przypomniało się jej, jak chwalił się kiedyś, że może wędkować i
polować ile dusza zapragnie zaledwie dwa kroki od domu. Obeszła więc
chatę. Tuż za nią zaczynał się gęsty zagajnik, ale wątpiła, czy spotka tam
Gabe'a, tropiącego łosia albo inną dziką zwierzynę; sezon łowiecki jeszcze
się nie rozpoczął. Pozostawało więc jezioro, które, jak sądziła, musiało
znajdować się gdzieś dalej. Ruszyła przed siebie pewna, że Gabe siedzi tam
z wędką.
Zanim dotarła na skraj lasu, krople potu zdążyły zalśnić na jej czole i
zmoczyć tył koszulki. Pod baldachimem liści powietrze było chłodniejsze i
przesiąknięte zapachem gnijących roślin. Wzięła głęboki oddech i po chwili
była pewna, że poczuła dym. Doskonale zdawała sobie sprawę ze szkód,
jakie ogień mógłby wyrządzić w tak odludnych miejscach: mógłby strawić
ogromne połacie ziemi, zanim ktokolwiek zauważyłby pożar. Przyspieszyła
więc kroku i wkrótce dotarła do niewielkiej polany. Pośrodku stała prosta
konstrukcja w formie kopuły, a przed nią zródło dymu, który przed chwilą
poczuła: małe ognisko, otoczone kamieniami. Z nieodgadnionych przyczyn
sterta kamieni była ułożona również na płonących drwach.
 Gabe?  zawołała. Nie doczekawszy się odpowiedzi, ostrożnie
zbliżyła się do szałasu, który wyglądał jak wigwam typowy dla
miejscowych Indian. Przyjrzała się mu bliżej i okazało się, że jest okryty
kocami, a prostokąt sztywniejszej tkaniny naprzeciwko ogniska zasłania
wejście, znajdujące się nisko nad ziemią. Zaciekawiona schyliła się, by
unieść klapę.
W tej samej chwili w dziurze pojawił się Gabe, pochylony, by wyjść [ Pobierz całość w formacie PDF ]