[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Pomknęłam jak strzała w czerń kosmosu. Minęłam okręty i kilka
stacji bojowych dołączających do sił Ziemian, widziałam tysiące
mniejszych jednostek grupujących się w ciasny szyk. Komputer
pokładowy wyświetlił też namiary okrętów Przymierza. Napływały
powoli, łącząc się w formację z niedawnym wrogiem. Szykowała się
gigantyczna operacja. Ciekawa byłam, jak Kaila dogadała się
z Estreicherem. Pewnie nie było łatwo.
 Będą fajerwerki?  spytała Agana.  Zamierzają zaatakować
Czarne Słońce?
Wskazała pulsującą bladą czerwienią gwiazdę. Czarne Słońce
przygasało z każdą chwilą, odzyskując dawny wygląd kuli litego
żelaza. Miałam wrażenie, że potwór zbiera siły i szykuje się do ataku.
Tak czy inaczej, martwa gwiazda poruszała się stałym kursem,
stopniowo przyśpieszając.
Okręty mozolnie ustawiały się w szyk, lecąc kursem równoległym
do nowego wroga, w bezpiecznej odległości kilkuset tysięcy
kilometrów. Okręty inwazyjne i chmara drobniejszych niszczycieli
zaczęła formować rozciągniętą helisę skierowaną we wroga. Kuliste
pancerniki zajmowały w niej pozycje w równych odstępach, niczym
paciorki nanizane na kosmiczną spiralę. Okręty Przymierza utworzyły
nad helisą parasol, ustawiając się w ciasną półsferę, z  Najjaśniejszą
w samym jej centrum, wypadającym w osi helisy. Przyglądałam się
temu niezwykłemu tańcowi olbrzymów, zataczając łuk, by podejść do
Czarnego Słońca z kierunku innego niż flota.
Manewry połączonych flot trwały dobre dwie godziny. Eva szybko
się znudziła i zaczęła wiercić w fotelu. Agana zaproponowała, że
razem z Brunonem wezmą ją na spacer po zakamarkach statku.
Zgodziłam się z ulgą, bo nie mogłam już wytrzymać towarzystwa
upiornej kobiety. Od rozchodzącej się od niej anomalii łeb nieomal już
mi pękł.
Tymczasem wykonałam łuk naszym statkiem i powoli zbliżałam
się do Czarnego Słońca. System pokładowy meldował o zwiększonym
ciążeniu, znalezliśmy się zatem w strefie grawitacyjnego
oddziaływania martwej gwiazdy. Akurat wtedy zarówno helisa, jak
unosząca się nad nią półkula zaczęły się obracać. Zjednoczona flota
przyśpieszała. Nieruchomo w centrum trójwymiarowej spirali tkwiło
 Wyrwisłońce , wysunięte przed szyk o dziesiątki kilometrów.
Obserwowałam to widowisko z otwartymi ustami. Nieczęsto się
zdarzało oglądać takie manewry.
Działa i stabilizatory grawitacyjne statków Przymierza skierowały
się w oś helisy, to samo zrobiły okręty, które ją tworzyły. Domyślałam
się, że wystrzelą wszystkie jednocześnie, tworząc liniową presję
grawitacyjną, jakiej ludzkość jeszcze nie widziała. Jak zaczarowana
gapiłam się w główny monitor kokpitu, czekając na rozpoczęcie
ostrzału.
Teraz. Naszym stateczkiem szarpnęło gwałtownie.  Wyrwisłońce ,
kręcąc się wokół własnej osi, rozbłysło tysiącami świateł. Skierowało
swą słynną grawitacyjną lancę wprost w Czarne Słońce i pokierowało
wąską wiązką grawitonów wygenerowaną przez połączone floty.
Komunikaty wyświetlane przez pokładowy komputer były
zdumiewające. Nie starczało skali na zmierzenie oddziaływań
grawitacyjnych, a przecież wojskowe czujniki mogły rejestrować bez
problemu grawitację największych czarnych dziur. Miliony gwiazd
błyszczących na czarnym niebie w mgnieniu oka zbiegły się, jakby
zassane do helisy. To światło zakrzywiało się pod presją niezwykle
wysokiego ciążenia. Efekt był niesamowity, jakby kosmiczną
przestrzeń przeciął wpół niewidzialny miecz, deformując
i zakrzywiając pustkę.
Martwa gwiazda błysnęła krwistą czerwienią, a jej fragment
o średnicy setek kilometrów zapłonął białym żarem. Moim
stateczkiem znów szarpnęło, poczułam falę mdłości i mrowienie
skóry. W pobliżu przeszła fala uginanej przestrzeni. Czarne Słońce
gwałtownie zwolniło, jakby złapane na wędkę. Z jego powierzchni
uniosły się ogniste jęzory, wypluwając podłużne, wijące się kształty,
które próbowały zerwać niewidoczną, grawitacyjną linę. Lanca wbiła
się w Czarne Słońce, tworząc jakby grawitacyjne lasso, które uwięziło
gwiazdę, zatrzymując je w miejscu. Przestrzeń wzburzała się od
szarpiących nią niesamowitych wyładowań energii.
Drgające kształty odrywające się od pulsującej czerwienią gwiazdy
wydały mi się dziwnie znajome. %7łelazniaki! Całe setki, może nawet
tysiące, kłębiły się wokół strefy, gdzie wiązka grawitonów wbiła się
w materię Czarnego Słońca. Czy przyciągały je fale energii, czy
kierowały nimi rozkazy szkarłatnego potwora? Próbowały zerwać
linę, czy przeciwnie? Nie miałam pojęcia. Stabilizatory i działa
grawitacyjne pracowały z pełną mocą, utrzymując szalonego potwora
w ryzach. Wiedziałam, że to nie potrwa wiecznie. Reaktory okrętów
stracą moc i lancę trzeba będzie wyłączyć. Cokolwiek zaplanował
Shao, wiedziałam, że muszę się śpieszyć.
Sprawdziłam, czy elektromagnetyczny kamuflaż ciągle działa,
i skupiłam się na poszukiwaniu znajomych kształtów na powierzchni
martwej gwiazdy. Znalazłam je po kilkunastu minutach. Baza Alfa,
ostatnie miejsce na powierzchni Czarnego Słońca stworzone ludzką
ręką. Jakimś cudem nie uległa zniszczeniu w czasie przemiany. Może
porzucona przez ludzi nie stanowiła dla szkarłatnego potwora nic
wartego uwagi? Weszłam na bezpośredni kurs do bazy i zaczęłam
przygotowywać statek do lądowania.
Wracałam do domu.
*
Rozstrzygnięcie zbliżało się z każdą chwilą. Nie miałem czasu na
szczegółowe badanie mechanizmów rządzących potworem, skoro
zaraz musiałem ostatecznie zniszczyć drania albo polec w walce. Tak
czy inaczej, wreszcie się to skończy.
Patrzyłem na Xiu prowadzącą za rękę dziewczynkę. Bruno szedł
dwa kroki przed nimi, trzymając wielki karabin gotowy do strzału.
Widziałem też niematerialne widmo unoszące się nad całą trójką,
hiperprzestrzenny, tajemniczy byt psychokinetyczny, który nazywali
Aganą.
 Jakim cudem cała ta stacja nie została jeszcze sprasowana na
miazgę? Jak się to trzyma kupy, przecież tu panuje potężne ciążenie 
zadudnił smok, wijąc się po korytarzach Alfy.
Schizofreniczny gad o dwóch umysłach towarzyszył mi jako
reprezentacja sił Przymierza. Zresztą sam prosiłem Najjaśniejszą
o pomoc, zamierzałem wykorzystać każdą przewagę, by zaskoczyć
szkarłatnego potwora.
 Stabilizatory grawitacyjne ciągle są sprawne, do tego także
systemy podtrzymania życia  odparłem.  Zasilanie nadal działa.
Stacja ma reaktor fotonowy napędzany rdzeniami z materiału
promieniotwórczego stworzonego w laboratoriach IronHeart. Paliwa
starczy jeszcze na dwieście lat ciągłej pracy.
 Hm. Kolejna zdumiewająca technologia opracowana przez
Korporację.  Smok z podziwem pokiwał łbem.  Sukinsyny, potrafią
nas zaskoczyć. Narobili sporego zamieszania z niewidzialnymi
agentami i tymi tarczami stazy. Musimy zapamiętać, że jeśli
przeżyjemy, trzeba w przyszłości mieć ich na oku. [ Pobierz całość w formacie PDF ]