[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Bracia z klanu MacGregor, Tom III-Jan 105
- Na szczęście nie masz, więc będę mógł udzielić
ci jeszcze kilku lekcji. - Pochylił się nad nią i lekko
pocałował w usta. - Chcesz jeszcze wina?
- Chcę.
Wstał i nagi poszedł do biblioteki. Naomi udawała,
że na niego nie patrzy, a gdy tylko zniknął za drzwia
mi, gwałtownie przycisnęła rękę do serca, które nagle
zaczęło łomotać jak oszalałe. Zamknęła oczy, wciąż
nie mogąc pojąć, jakim cudem udało jej się zwrócić
na siebie uwagę tak fantastycznego mężczyzny. Nigdy,
nawet w najśmielszych marzeniach nie sądziła, że jej
pierwszy kochanek będzie nie tylko tak atrakcyjny, ale
też tak niezwykle czuły. Lepiej nie zastanawiaj się nad
tym za długo, napomniała się szybko. Cuda czasem
się zdarzają. Po prostu zaakceptuj to i ciesz się, póki
trwa twoje szczęście.
Spostrzegła nagle swoją nagość i szybko naciągnęła
na siebie prześcieradło. W tym samym momencie na
progu stanął Jan. Popatrzył na nią rozbawiony, kręcąc
głową, jakby się czemuś dziwił. Potem usiadł na brzegu
łóżka i podał jej kieliszek.
- Powiedz mi jedno, Naomi - poprosił. - Jak to
się stało, że żaden facet nie miał tyle szczęścia co ja?
- Po prostu żaden się o to nie starał - odpowie
działa, czerwieniąc się po uszy.
- Nie wierzę. Może po prostu nie zauważyłaś, że
się starali?
- Nie. Jakoś nie miałam nigdy powodzenia. W tych
sprawach zawsze byłam niezaradna.
- Powiedziałbym, że to raczej oni byli niezaradni,
106 NORAROBERTS
skoro żaden nie zdołał wzbudzić twojego zainteresowa
nia. - Niespiesznym ruchem sięgnął do prześcieradła,
którym zasłaniała piersi. - Tylko kompletny dureń mó
głby przejść obojętnie obok tak wspaniałych kształtów.
- Co ty mówisz! Zawsze, odkąd pamiętam, marzy
łam o tym, żeby być wysoka i szczupła. Ale natura
zdecydowała inaczej...
- I dobrze. Masz wspaniale piersi.
- Okropnie cierpiałam z tego powodu.
- Dlaczego?
- Nie wiem, czy potrafię to wytłumaczyć. Trzeba
być nieśmiałą nastolatką, żeby zrozumieć, co się czuje,
kiedy nagle...
- Nastolatka zaczyna zmieniać się w dorodną,
wspaniałą kobietę - dokończył za nią. - Przecież
wiesz, że chłopaki mają bzika na tym punkcie. To dla
nich prawdziwy cud.
- Przez całe lata robiłam wszystko, żeby ukryć ten
cud przed światem.
Wino, które popijała małymi łyczkami, zaczynało
na nią działać. Naomi poczuła się odprężona, zdolna
do tego, by śmiać się ze swoich dawnych zgryzot.
- Najgorsze, że wciąż to robisz - dodał Jan i
z szelmowskim uśmiechem pociągnął za prześcieradło,
które zsunęło jej się do pasa, odsłaniając cud, o którym
mówili. - Tak jest dużo lepiej. Uwierz mi. Jeszcze tro
chę wina?
- Może?
Podciągnęła gwałtownym ruchem prześcieradło
i okryła się nim po szyję. Wciąż się wstydziła.
Bracia z klanu MacGregor, Tom III-Jan 107
- Powiedz mi, dlaczego się mną zainteresowałeś?
- zapytała
- Bo masz piękne piersi - odparł prostodusznie.
- Co?
- Piękne piersi - powtórzył.
Naomi wybuchnęła śmiechem, ale Jan nie tracił cza
su. Jego dłoń już wędrowała ku brzegowi prześcieradła.
- Jak dopijesz, możemy zacząć od nowa - szepnął,
muskając wargami jej ucho. - Powiem ci o innych po
wodach, dla których wpadłaś mi w oko.
- Naprawdę? - Wciąż nie mogła uwierzyć, że
znów jej pragnie.
- Tak. I co ty na to?
- Z chęcią. Ale przenieśmy się do biblioteki. Za
skoczony? - spytała, widząc zdziwienie w jego
oczach. - Przecież wiesz, że najlepiej czuję się wśród
książek.
Usłużna wyobraznia zaczęła podsuwać mu podnie
cające obrazy.
- Naomi? - odezwał się podejrzanie stłumionym
głosem.
- Tak?
- Pospiesz się z tym winem!
To było cudowne, niepowtarzalne uczucie - leżeć
w mroku rozproszonym jedynie blaskiem ognia na ko
minku, ze śpiącą Naomi Brightstone u boku. Jan miał
wrażenie, że śni na jawie. Nie miał żadnych wątpli
wości, że wreszcie znalazł kobietę, która jest natural
nym dopełnieniem jego istnienia. To, że stała się czę-
108 NORAROBERTS
ścią jego życia, wydawało mu się jak najbardziej oczy
wiste. Bez trudu mógł sobie wyobrazić, jak spędzają
w tym domu kolejne lata. Widział dzieci, które im się
urodzą, psa grzejącego się przy kominku. Był pewien,
że stworzą szczęśliwą rodzinę, jak jego rodzice. Przez
całe życie patrzył na ich związek, który był dla niego
ideałem oraz wzorem do naśladowania. Sam czegoś
takiego pragnął, a z Naomi miał szansę to osiągnąć.
Musiał tylko uzbroić się w cierpliwość. Do tej pory
intuicja go nie zawiodła. Dzięki ostrożności i opano
waniu zdobył jej zaufanie. Przyszła do niego sama,
w pełni świadoma swego wyboru. Dzięki temu mogli
przeżyć wspaniałe chwile. Rozumiał, że musi dać jej
pewien margines swobody, toteż postanowił, że odcze
ka kilka tygodni, by oswoiła się z nową sytuacją, a do
piero potem zaproponuje mieszkanie pod jednym da
chem. Wszystko w swoim czasie, krok po kroku. Tylko
w ten sposób mógł osiągnąć zamierzony cel.
Dam ci dość czasu i swobody, piękna Naomi, my
ślał, przygarniając ją do siebie. A potem będziemy
mieli całe życie, żeby nadrobić wszystkie opóznienia.
ROZDZIAA SMY
Jan odłożył słuchawkę i lekko zniecierpliwiony
wzruszył ramionami. Wrócił do przerwanej pracy, jed
nak nie mógł skupić się na tekście umowy, którą właś
nie przygotowywał. Jego myśli uparcie krążyły wokół
rozmowy, którą przed chwilą odbył. Zastanawiał się,
jaka przyczyna kazała Danielowi zadzwonić do niego
po raz trzeci w ciągu niespełna dwóch tygodni i usilnie
namawiać go, żeby przyjechał do Hyannis Port.
Owszem, Jan chętnie by to zrobił, zwłaszcza jeśli mó
głby zabrać ze sobą Naomi. Obojgu przydałby się krót
ki wypad nad ocean. Był jednak pewien problem.
Otóż Jan nie miał najmniejszych wątpliwości, co
by się stało, gdyby Naomi przypadła do gustu senio
rowi rodu. Natychmiast zaczęłyby się niezbyt subtelne
aluzje do małżeństwa, rodziny, płodzenia dzieci. Po
nieważ nieraz widział dziadka w akcji, wolał oszczę
dzić Naomi takich doświadczeń i nie stawiać jej w kło
potliwej sytuacji. Być może stary lis był przebiegły,
ale on, Jan, również miał głowę nie od parady. Dlatego
wolał nie ryzykować.
Z zadumy wyrwało go pukanie do drzwi. Odwrócił
się i zobaczył w progu matkę. Uśmiechała się do nie
go, jak zwykle piękna i elegancka.
110 NORAROBERTS [ Pobierz całość w formacie PDF ]