[ Pobierz całość w formacie PDF ]

chodzi o media, nie powinna się niczym niepokoić. Sam się nimi zajmie, bo to, że mają tak zły
gust, jest jego winą.
 Człowiek zadaje sobie w takiej chwili oczywiste pytanie, skąd oni biorą takie
informacje.  Westchnął i na wszelki wypadek potrząsnął głową, chociaż nadal był w pokoju
zupełnie sam.
Potem spotkał się z dyrektorem do spraw komunikacji w Komendzie Głównej Policji i z
własną sekcją informacyjną, żeby opracować strategię kontaktowania się z mediami. Uważał, że
to bardzo proste: po pierwsze nie rozpoczął nowego dochodzenia w sprawie zabójstwa Palmego.
Nie zrobił też absolutnie nic w sprawie dochodzenia prowadzonego od dwudziestu lat. To nie
jego działka tylko prokuratory okręgowej, która nim kieruje.
 W całym tym zamieszaniu chodzi o to  zaczął, pochylając się do przodu i opierając się
łokciami na stole  że poprosiłem trzech śledczych z naszego CUZ, mających duże
doświadczenie, jeśli chodzi o najnowsze rozwiązania techniczne, żeby nam pomogli w sprawie,
na temat której mamy tak obfity materiał śledczy. Informatyka wciąż idzie naprzód, jak burza,
chciałoby się powiedzieć, a młodzi znają się na tym lepiej ode mnie. Przy okazji powinniśmy się
zastanowić, jak należy składować materiały dotyczące tego dochodzenia, żeby nie trzeba było
dobudowywać piętra w tym budynku. Jeśli kogoś to interesuje, dodam, że na ten pomysł wpadł
Flykt.
 Z tego, co zrozumiałem, wszystko leżało spakowane w kartonach przez dwa lata 
zauważył dyrektor.
 No właśnie  potwierdził Johansson.  Dalej już się tak nie da. Ludzie, którzy z tego
korzystają, muszą mieć wszystko w zasięgu ręki. Musi być dostępne w najprostszy sposób. Jeśli
tak nie będzie, lepiej to znieść do piwnicy i zakończyć śledztwo. Zwietnie z tego wybrnąłeś,
pomyślał.
Flykt może poczekać, pomyślał Johansson dwie godziny pózniej, gdy już się wyrobił z
papierami leżącymi na biurku, zjadł lunch w japońskiej restauracji niedaleko komendy i poczuł,
że powoli przejmuje ster na własnej łajbie. Może sobie teraz utnę pogawędkę z panią Anną,
pomyślał. Wprawdzie bywa uparta jak osioł, ale można być pewnym, że powie, co naprawdę
myśli.
Pięć minut pózniej pani Anna, zastępca komendanta policji, lat czterdzieści siedem, zajęła
miejsce na krześle w jego gabinecie.
 Jak leci?  spytał z miłym uśmiechem i zainteresowaniem w błękitnych oczach.
 Chciałeś powiedzieć: jak tam obróbka danych dotyczących sprawy Palmego  odparła
Holt z kwaśną miną. Nie będę się wygłupiać, nie będę do niego mówić per pan, pomyślała. Byli
w pokoju sami, znali się od wielu lat i nie miała ochoty na oficjalne formy.
 No właśnie. Wiecie już, co to za gnojek wszystko wygadał?
 Myślę, że nie musisz się obawiać przecieków ze strony Lisy, Lewina ani mojej.
Wprawdzie dziennikarze biegają za nami jak szaleni, ale z naszej trójki nikt z nimi nie
rozmawiał. I nie będzie rozmawiał.
 Jesteś tego najzupełniej pewna?
 Tak  odparła Holt.
W takim razie chyba musi tak być, pomyślał. Holt nie ma zwyczaju kłamać. Co gorsza,
pewnie nawet nie umie kłamać. Lisa to po prostu Lisa. A Lewin? Ten dziwak w ogóle z nikim
nie rozmawia, chyba że chodzi o przesłuchanie i nie ma innego wyjścia.
 Są natomiast dwie inne sprawy, nad którymi powinieneś się zastanowić.
 Słucham  odparł Johansson, rozsiadając się wygodnie na krześle.
 Po pierwsze, uważam, że cały ten pomysł nie ma sensu. Jak trzy pary nowych oczu
zdołają znalezć cokolwiek nowego i wartościowego, jeśli kilkaset innych osób nie potrafiło tego
zrobić przez dwadzieścia lat? Przecież nie sądzisz chyba, że wszyscy, którzy pracowali dotąd nad
sprawą Palmego, to kurze móżdżki, ślepe wrony, buraki czy palanty, że użyję tylko niektórych z
twoich ulubionych epitetów.
 Nie, nie wszyscy  stwierdził Johansson z uśmiechem. Ulubione epitety, pomyślał z
zachwytem. Zaczyna się wysławiać jak osoba wykształcona. Pewnie dlatego, że zadaje się z
Mattei. Ta mała dwa lata temu obroniła pracę doktorską z filozofii. Wprawdzie pisała o tym, jak
bardzo należy litować się nad kobietami, które zostały pobite przez swoich facetów, ale to
wystarcza, żeby w razie konieczności zamknąć gębę starym wyjadaczom z mediów.
 Materiał jest gigantyczny  mówiła dalej Holt.  To całe góry papieru, a nie jakiś tam
stóg siana, w którym można ewentualnie poszukać przysłowiowej igły. Nie wiadomo, czy tam
jest, ale i tak jej nie znajdziemy. Ale przecież ty o tym wiesz.
 Oczywiście  odparł zgodnie Johansson.  I dlatego musimy się pogodzić z sytuacją. A
ta druga sprawa, o której wspomniałaś? O co chodzi? [ Pobierz całość w formacie PDF ]