[ Pobierz całość w formacie PDF ]

słyszała stoi wpatrzona w Wojana, dodał:
 Są wieści o Jaśku. Nie najlepsze, ale przynajmniej wiada, co poczynać.
 Nie każ jej czekać  powiedziała Bogusława  wieczerza nie uciecze.
 Tedy krótko powiem: Jaśka podsędek Rogala w stróży naszedł i pojmał. Z
Radosławem był zmówiony, że mu go odeśle. Zbóje, którzy Jaśka wiodą, na dniach będą w
Dębnie. Tam ja z ludzmi na nich poczekam.
Sławce sto pytań cisnęło się na usta, z zaskoczenia jednak i niepokoju nie była w stanie
głosu wydobyć; wyręczyła ją Bogusława:
 Tedy bitka będzie. Radosław takoż ma ludzi, śmiały jest i u siebie...  Urwała, nie
chcąc dodać, że Główka, spętany, pierwszy życiem bójkę może przypłacić. %7łegota domyślił
się jednak, co niepokoi matkę, i rzekł niechętnie:
 Radosław nic już nie ma kromie dwóch łokci ziemi, a zbójców imać, gdzie ich
najdzie, każdemu powinność.
Wojan dotychczas w milczeniu wpatrywał się w Sławkę. Teraz odezwał się:
 Nie ma co ukrywać. Ja ubiłem Radosława. Owo jest srebro, cena za głowę Jaśka. Nie
będzie komu ni co zbójom zapłacić, nic im po Jaśku ni do niego. Spokojna bądz.
Zza kaftana wyciągnął tatarski jatagan i kładąc go obok trzosa ciągnął:
 Tu jest Jaśkowy sztylet, który sobie tak upodobał. Rad będzie go odzyskać. Szłom i
miecz przy koniu, którego mu ostawiam. Ma już wszystko, co rycerzowi potrzebne, wrogów
zbył, druhów nalazł, ać wam szczęści.  Wstał i dodał:
 Nie lza wywołańcowi gościny udzielać, a już na licu spotkanego zabójcę i zbója
każden imać winien, jako rzekł rycerz %7łegota. Tedy żegnaj, a Jaśka pozdrów ode mnie.
 Nie będę cię imał  powiedział %7łegota  jeno i dla ciebie lepiej, by nikt nie
wiedział, iżeś tu był.
 Dla ciebie takoż, a najlepiej, gdy mnie nie będzie...
Odwrócił się ku wyjściu. Sławka chwyciła go za rękę:
 Ostań! Jasiek ci podziękę dłużny i ja nie wiem, jako ci dziękować.
 Tedy nie dziękuj. Jaśkowi rzeknij, by spokojny był. Podsędek wisi, jeśli jeszcze nie
spadł. Nie będzie mu już gawędził.
Odwrócił się i wyszedł. Sławka chciała poskoczyć za nim, ale Bogusława powstrzymała
ją:
 Ostaw go. Lepiej, że się straci. Bywa, że się i bracia o dziewkę pozabijają. On przed
sobą samym ucieka.
Sławka pobladła i wyszeptała:
 Co prawicie?
 Mnie możesz wierzyć, com niejedno widziała. Nie lza budzić nadziei, które się nie
spełnią.
Widząc, że oczy Sławki znowu zaszkliły się, dodała:
 Ty bacz, by się w tobie serce nie rozdwoiło.
 Nie  rzekła Sławka  jeno Jasiek bolał będzie, że nie mógł podzięki złożyć
Wojanowi za wszystko, co dla nas uczynił.
 Przeboleje, a i dla niego lepiej, że się rozstaną. Zło w onym człeku z dobrem jako
plewa z ziarnem zmieszane. Był, nie ma go, nie o nim nam myśleć, jeno o Jaśku. Co
poczniesz?  zwróciła się do %7łegoty.
 Jako rzekłem, skoro świt jadę do Dębna. Jeno się waguję, jak powiadomić Stachnę, że
wdową ostała. Wolej by wiedziała, zanim przyjadę, bo nijak rzec, od kogo wiem. Po prawie
winien bym iście Wojana sandomierskiemu kasztelanowi odesłać, i wykręcać by się trzeba,
dlaczegom go poniechał.
Sławka z niepokojem patrzyła na %7łegotę, a stara zamyśliła się:
 Taka już dola niewiasty, że dzielić ją musi z mężem, choć i nie zawiniła.
 Stachna dobra była dla nas  szepnęła Sławka, a Bogusława ciągnęła:
 I mnie jej żal. Mężowie za łby się wodzą, a niewiasty muszą płakać. Ty  zwróciła
się do yegoty  nie gadaj wszystkiego. Rzeknij jeno, że wiadomość masz, jako Rogala Jaśka
pojmał i przez zbójów Radosławowi odesłał, i przestrzec go przyjechałeś, by się nie ważył go
więzić lubo kaznić, bo książę o tym wiedzieć będzie i o niego się upomni.
 Tak i uczynię. Ludzi wezmę od wypadku, jeno ich w lesie ostawię. W Dębnie
wymiarkuję, co mi poczynać. Jestli Jasiek już w dworcu, odbiorę choćby siłą, ale mniemam,
że Stachna sama go wyda. Nie ma go, na zbójów poczekam.
Stachna nie wiedziała jeszcze, co zaszło, ale gdy zapadł wieczór, a Radosław nie wracał,
zaczęła się niepokoić. Przywołała pachołka, który pilnował bramy, i zapytała:
 Nie wiesz, kto zacz ów człek, z którym dziedzic pojechał i po co?
 Oznajmił się posłańcem od jakowegoś podsędka Rogali  odparł zagadnięty.  Po
co, nie prawił, ale zda mi się, że się dziedzic na bitkę zbierał, bo oręż zabrał.
Niepokój Stachny wzrastał. Małżonek nie zwierzał się przed nią, ale z Aukowa wrócił zły
i zdał się na coś czekać. Od ludzi dowiedział się, że zadarł z księciem, i padło przy tym imię
Rogali. Radosław zacięty był i pamiętliwy, o rozgoryczeniu rycerstwa krwawymi stratami
wiedziała i lękała się, że znowu bunt się gotuje.
Noc spędziła bezsennie, nasłuchując, czy małżonek nie wraca, i usnęła dopiero nad
ranem. Gdy klucznica jęła nią potrząsać, usiadła na łożu i nie otwierając jeszcze oczu
zapytała:
 Dziedzic wrócił?
 Nie. Jeno przyjechał do niego komornik od księcia. Czeka w świetlicy.
Stachna ogarniała się drżącymi rękami. Obawy jej zdały się sprawdzać. Gdy weszła do
świetlicy, na jej widok siedzący za stołem rycerz powstał i oznajmił:
 Posłaniec książęcia do rycerza Radosława. Słyszę, że nie masz go doma. Kiedy
wróci?
 Nie wiem  odparła.  Wyjechał, wczoraj na przedwieczerz, nie rzekł, dokąd ani po
co.
 Tedy na niego poczekam  powiedział Nieczuja.
 Nie możecie mi rzec, z czym was książę posyła?
 Rycerz Radosław stawić się ma nie mieszkając w Krakowie  odpowiedział
wymijająco. Nie mógł otwarcie wypytywać o Główkę, ale postanowił rozejrzeć się i
powiedział:
 Wiem, żem niemiłym gościem, nie będę wam tu gawędził. Pójdę do swoich ludzi.
 Jak wasza wola. Mnie takoż do gospodarstwa zajrzeć trzeba.
Ale nie w myśli jej były powszednie sprawy. Czuła, że coś złego się gotuje, i siedziała
zamyślona w swej komorze. Z zadumy znowu wyrwała ją klucznica, mówiąc:
 Przyjechał pan %7łegota Toporczyk.
Radosław nie przyjaznił się z sąsiadami, wiedziała, że i %7łegota nie w gościnę przyjechał.
Przeczuwała już, że przyjazd jego ma jakiś związek ze sprawą, w której książę wzywa
Radosława. Gdy weszła do świetlicy, Toporczyk rozmawiał z komornikiem, ale na jej widok
urwali, a %7łegota zwrócił się do niej:
 Wiem już, że małżonka waszego nie masz doma, tedy wam rzekę: wieść otrzymałem,
że łukowski podsędek pojmał onego Główkę, który tu ongiś ubił waszego człeka, i
Radosławowi odesłał, jak się w Aukowie zmówili. Przestrzec was chciałem, by małżonek
wasz więzić go ni kaznić się nie ważył, bo za położone zasługi do stanu rycerskiego
podniesiony został i jeno książęcemu sądowi podlega.
 O to sprawa  wyszeptała.  Nikt Główki tu nie odwiózł, ale iście był posłaniec od
Rogali i z nim małżonek mój wyjechał. Jeno czemu nie wraca?
Na to nie znajdywała odpowiedzi, natomiast niemal pewna była, że Radosław pojechał,
by stracić Główkę bez świadków. Nie tylko żal jej było Jaśka, gdy wiedziała, że człowieka
ubił w własnej obronie, a Sławka z własnej woli uszła. Sprawa już jest jawna, jedno, co
jeszcze może uczynić, to próbować odszukać Radosława i przestrzec go, jeśli nie za pózno.
Wyszła i zawoławszy włodarza rzekła:
 Wezmiesz psiarka ze sforą i konie co ściglejsze. Pojedziesz odszukać dziedzica.
Najdziesz go, rzeknij mu, że czeka tu na niego komornik od książęcia z wezwaniem, by się
stawił w Krakowie w onej sprawie, w której się z panem Rogala ułożyli. I żeby niczego nie [ Pobierz całość w formacie PDF ]