[ Pobierz całość w formacie PDF ]

spotkałem w studiu. Wypoczynek i relaks dobrze ci zrobiły. Nie pracuj
zbyt ciężko, Domini. Możesz się znowu rozchorować, jeśli będziesz
chciała narzucić sobie dawne tempo.
Jego troska o nią miała charakter czysto zawodowy i to tylko
spotęgowało jej ból. Odwróciła się, żeby odejść, gdy nagle Jarod
zatrzymał ją, kładąc ręce na ramionach.
- Obiecaj mi, że będziesz mniej pracować i bardziej dbać o siebie.
Pod wpływem ciepła jego dłoni i bliskości jego ciała nie potrafiła
myśleć logicznie.
Polgara & pona
ous
l
a
d
an
sc
- Domini - potrząsnął nią lekko, a ona nie wiedziała nawet, o czym
mówili. Jedyne czego pragnęła, to by znalezć się w jego ramionach. Ale
on nie chciał od niej niczego.
- Puść mnie, Jarodzie.
Ich twarze były tak blisko, że mogła zauważyć, jak mięśnie drżą mu
na policzkach. Przez chwilę przyglądał jej się szklistym wzrokiem, a
potem odwrócił się nagle.
- Zapakuję wszystko do samochodu i pójdę po dzieci. Wrócę za
kilka minut.
Wyszedł z pokoju tak szybkim krokiem, jakby starał się od niej
uciec.
Domini oparła się o stół, starając się odzyskać panowanie nad sobą.
Trzymała się świetnie, dopóki jej nie dotknął. Wzbudzał w niej uczucia,
od których rozpalała się tak łatwo, jak zapałka potarta o draskę.
Powtarzała sobie gorączkowo, że to dobrze, że już wyjeżdża.
W jedną rękę wzięła swoje różane drzewko, a w drugą torebkę i
ruszyła w stronę drzwi, gdzie omal nie zderzyła się z Michaelem.
- Domini! - objął ją wpół.- Nie wyjeżdżaj! Nie odchodz!
- Michael! Idz do samochodu - rozkazał Jarod. Ciemny rumieniec
oblał mu policzki.
- Nie! - Michael nie puszczał sukienki Domini, ignorując polecenie
ojca.
- Coś ty powiedział? - spytał Jarod pozornie spokojnym głosem.
- Ja nie chcę, żeby Domini wracała do Seattle, tatusiu. Peter mówi,
że to wszystko twoja wina - krzyczał, a łzy płynęły po bladej twarzyczce.
- Tu nikt nie jest winny, kochanie - Domini starała się ratować
Polgara & pona
ous
l
a
d
an
sc
sytuację. - Czy pamiętasz mojego szefa, pana Phillipsa? Dzwonił do mnie
wczoraj wieczorem, żeby dowiedzieć się czy czuję się już na tyle
dobrze,by wystąpić w szpitalu dla chorych dzieci, . tak jak w zeszłym
roku - skłamała. - Przypominasz sobie?
Michael niechętnie skinął głową. - Twój tatuś mówi - ciągnęła dalej
- że jestem już zdrowa, więc kiedy pomyślałam o tych małych pacjentach,
którym należy się trochę radości na Gwiazdkę, postanowiłam ich
odwiedzić.
Michael przyjął to do wiadomości. - Ale my chcemy, żebyś była z
nami, w domu, prawda tatusiu?
- Ja też bym chciała być z wami - pospieszyła z zapewnieniem. -.
Zadzwonię do was w Boże Narodzenie, po tym, jak już otworzycie
prezenty?
- Obiecujesz? - zapytał tak smutnym tonem, że chciało jej się
płakać.
- Tak, obiecuję - głos zadrżał jej ze wzruszenia.
- A teraz przeproś Domini i mnie - powiedział nieco cieplej Jarod.
- Przepraszam, Domini, przepraszam tatusiu.
- To już lepiej - mruknął Jarod, całując czubek głowy chłopca.
- Czy mogę siedzieć obok Domini w drodze do Seattle?
Jarod lekko skinął głową, milcząco wyrażając zgodę.
- Może usiądziemy na tylnym siedzeniu? Tam jest więcej miejsca.
Zrobiłam coś pysznego do jedzenia na wypadek, gdybyśmy zgłodnieli.
Będziemy sobie czytać książki i grać w różne gry. Może uda nam się
pokonać Petera i tatę w dwadzieścia pytań?
- Peter nie jedzie z nami - powiedział Michael przygnębionym
Polgara & pona
ous
l
a
d
an
sc
głosem. Ojciec przytulił go mocno do siebie.
- Co się stało z Peterem? - wyszeptała Domini z niepokojem, kiedy
w chwilę pózniej Jarod brał od niej różane drzewko i pomagał wsiąść do
samochodu.
Twarz mu pociemniała.
- Naprawdę chcesz wiedzieć?Zamknął drzwi, obszedł samochód i
usiadł za kierownicą, stawiając różane drzewko obok siebie. Ich oczy
spotkały się we wstecznym lusterku.
- Jarod, może jednak dałoby się coś zrobić?
- Odwiozę cię do domu. Kiedy wrócę, będzie dosyć czasu, żeby
pozbierać rozbite kawałki.
- Jakie kawałki? - dopytywał się Michael, patrząc to na nią to na
niego.
- To znaczy, że kiedy odwieziemy Domini, wrócimy do Petera i
zaczniemy świętować Gwiazdkę.
Wyjechali na nadbrzeżną autostradę.
- Przyjedz nas odwiedzić po świętach - błagał ją Michael. [ Pobierz całość w formacie PDF ]