[ Pobierz całość w formacie PDF ]

mieszkanie. Poznałem ją podczas swoich pikieciarskich przechadzek i choć Tońko, Edek i
Kazik Gieroj podkpiwali ze mnie niemiłosiernie, pogrążyłem się z nią w długą rozmowę o
książkach. Lubiła czytać, dramaty miłosne opowiadały jej najbardziej i zachwycała się Au-
kiem Triumfalnym. Zacząłem się z nią spotykać. A kiedy Tońko zaproponował, żeby spić ją
winem i potem zrobić kolejkę, zmierzyłem go w milczeniu od stóp do głów i urwał zmiesza-
ny. Postanowiłem mieć swoją dziewczynę. Zaprosiła mnie do domu. Zajmowała wraz z bra-
tem dwupokojowe mieszkanie w kolonii na Podskarbińskiej. Byli sami, ojciec umarł przed
wojną, a matka zginęła podczas powstania na śródmieściu. Na imię miała Barbara. Była
zgrabna i niebrzydka, choć odbiegała znacznie wyglądem od kłębowiska wybujałych kształ-
tów, którymi wypełniona była moja głowa. Nie przejmowałem się jednak tą różnicą, umiałem
już niezle władać wyobraznią, przeszło rok przecież chodziłem z Księciem Nocy. Mieszało
się więc w moim stosunku do Baśki cyniczne wyrachowanie z mitologią liryczną. Wiersz
nawet ułożyłem o niej. Zaczynał się tak:  Twe ręce nerwowe, dziewczę, Mony Lizy ręce...
Będzie moją kochanicą  postanowiłem pojąc ją winem, kiedy jej brat, Bogdan, wyjechał
na szkolną wycieczkę do Krakowa.
Ta noc z Baśką pełna była zaklęć, obietnic, czułości i grózb. Zacisnęłą nogi i nie mogłem
sobie dać rady.
 Nie!  powtarzała.  Nie!
Po kilkugodzinnych zapasach, wściekły i bezradny, zerwałem się z łóżka i zacząłem szy-
kować do wyjścia. Przy drzwiach poczułem jej ręce na swoich plecach.
 Czy tylko o to ci chodzi?  zapytała opuszczając ze wstydem oczy.  Czy o coś więcej?
 Będziemy razem  odpowiedziałem bez wahania.
33
Byłem pierwszym chłopakiem w jej życiu i długo w noc opowiadałem jej o Księciu Nocy,
mieście i niezwykłych ludziach spotykanych na szlaku. Widziałem jej pełne oddania błysz-
czące oczy. Tak się zaczęło z Baśką. Odwiedzałem ją o różnych porach dnia i nocy, zawsze
na mnie czekała. Przychodziłem rozgorączkowany przygodami w mieście. Opowiadałem jej o
złodziejskiej chewrze, która wspomaga się jak mafia i bez litości likwiduje każdego kapusia,
o życiorysach głośnych przestępców i pięknych ladacznicach; korzystałem ze sposobów mego
mistrza, puszczałem wodze fantazji i sam w to wierzyłem. Baska słuchała w milczeniu, tylko
z rzadka jej zdrowy rozsądek brał górę nad uczuciem i mówiła wtedy:  To przecież granda,
wykolejeńcy, oni nie są dla ciebie odpowiednim towarzystwem.
Sypiałem z Baśką i ta świadomość oddania kobiecego ciała dawała przyjemność i poczucie
męskości.
 Nigdy nie należy wiązać się z jedną  pouczał Książę Nocy  nie ma większej nudy niż
taka monotonia.
Polowałem więc na inne, według jego zalecenia, i przypominam sobie Jadzkę Tarlutudu z
bazaru na Pańskiej, Hankę Zpiewaczkę, co nuciła zawsze:  Kupię ci puder, szminkę do ust i
modny kapelusz, bo zawsze miałaś zły gust... na co nam telefony, wez nożyczki i obetnij
drut... Ale najlepiej pamiętam młodą uliczną dziewczynę przezwiskiem Linijka, o sprężystej,
podniecającej figurze, kręconych włosach i grubych murzyńskich wargach. Na jej widok od-
czuwałem niepokój, opuszczała mnie cała śmiałość i tylko pożerałem ją oczyma.
 Co pękasz?!  popchnął mnie Książę Nocy.
A ona uśmiechała się zachęcająco.
Więc była wódka gdzieś nad Jeziorkiem Kamionkowskim i coraz bardziej drażniące ciało
tej Linijki. A potem starannie wycierała mi twarz ze śladów szminki i nieraz zatrzymała
wzrok na mojej dłoni. Palce miałem brudne, czarne paznokcie, zacisnąłem dłoń. Uśmiechnęła
się miękko i powiedziała swoim ochrypłym głosem:  Utrzymać nie tylko siebie potrafię,
możesz mieć najlepsze żarcie, wódkę... i co tydzień robiłbyś sobie manikiur.
Sprawa z Linijką rozwiała się jakoś. Umówiliśmy się w wesołym miasteczku na Solcu.
Czekałem i czekałem, ona nie przyszła. Pózniej nigdy już jej nie widziałem.
Tylko był pierwszy tryper i śmiech Księcia Nocy z powodu tej błahostki.
Ze swadą mrożąca krew w żyłach opowiedział historyjkę o młodym, uroczym poruczniku
szwoleżerów, młodzieńcu jeszcze niewinnym, który nabawił się syfilisu tracąc równocześnie
niewinnej narzeczonej, toteż jadąc do niej na urlop powiesił się na swoim wojskowym pasie
w dworcowej restauracji. [ Pobierz całość w formacie PDF ]