[ Pobierz całość w formacie PDF ]

czerwonych ludzi, do której należała Dejąh Thoris. Wiele osiągnięć starożytnych
cywilizacji, wiele budowli i dzieł sztuki uległo zniszczeniu w ciągu długich wieków
wyrzeczeń i nieustannych wojen z zielonymi ludzmi. Jednak czerwona rasa osiągnęła
taki stopień rozwoju, który pozwolił na dokonanie nowych odkryć i zbudowanie cywilizacji
bardziej praktycznej, lepiej dostosowanej do obecnych warunków Marsa.
Starożytni Marsjanie posiadali bardzo wysoko rozwiniętą kulturę, jednak w wyniku
trwającego całe stulecia zamętu, spowodowanego przystosowywaniem się do nowych
warunków życia, nie tylko zatrzymali się w rozwoju, ale również zaprzepaścili ogromną
cześć swego kulturowego dziedzictwa.
Dejah Thoris opowiedziała mi mnóstwo legend i faktów, dotyczących tych szlachetnych i
dobrych ludzi. Powiedziała, że miasto, w którym teraz obozujemy było prawdopodobnie
handlowym i kulturalnym centrum, znanym jako Korad. Zostało zbudowane nad piękną
zatoką, naturalnym portem, oddzielonym od morza łańcuchem wzgórz. Objaśniła mnie,
że dolina, która biegnie na zachód od miasta, to pozostałość morskiej zatoki, a przejście
przez wzgórza ku wyschniętemu morzu było kanałem, przez który wpływały statki.
Brzegi dawnych mórz były usiane takimi miastami, a posuwając się w stronę dawnych
oceanów można znalezć mniejsze i rzadziej położone osady, gdyż ludzie przenosili się w
ślad za cofającymi się wodami. Wreszcie konieczność zmusiła ich do wybudowania
czegoś, co ich uratowało, to znaczy tak zwanych marsjańskich kanałów.
Byliśmy tak zajęci badaniem gmachu i zatopieni w rozmowie, że nie zauważyliśmy, że
zbliża się już noc. Do rzeczywistości przywołał nas posłaniec Lorquas Ptomela z
poleceniem, abym jak najprędzej stawił się przed jego obliczem. Powiedziawszy Soli i
44
Dejah Thoris dobranoc i zostawiwszy Woola na straży, poszedłem do sali audiencyjnej.
Zastałem w niej Lorquas Ptomela i Tars Tarkasa, siedzących na stopniach podwyższenia.
Potężny więzień
Wszedłem i pozdrowiłem obu wodzów, a Lorquas Ptomel dał mi znak, abym się zbliżył.
Potem wbił we mnie wzrok i powiedział:
- Przebywasz z nami zaledwie kilka dni, ale już zdążyłeś, dzięki waleczności, zdobyć
wśród nas wysoką pozycje. Mimo to nie jesteś jednym z nas i nie masz obowiązku być
nam posłuszny. Znajdujesz się w bardzo szczególnej sytuacji. Jesteś więzniem, a
możesz wydawać rozkazy, które muszą być spełniane. Jesteś obcy, a jednak jesteś
tharkijskim dowódcą. Masz bardzo mizerną postać, a możesz zabić silnego wojownika
jednym uderzeniem pieści. Teraz doniesiono nam, że układasz plany ucieczki z
więzniem, który należy do innej niż ty rasy, z więzniem, który, według jego własnych słów,
niemal wierzy, że wróciłeś z doliny Dor. Każde z tych oskarżeń jest wystarczającą
podstawą, aby cię zabić. Jesteśmy jednak sprawiedliwym narodem i po naszym
powrocie do Tharku staniesz przed sądem, jeżeli Tal Hajus będzie sobie tego życzył. -
Jednak - ciągnął dalej gardłowym głosem - jeżeli uda ci się uciec z tą czerwoną
dziewczyną ja poniosę za to odpowiedzialność. Będę musiał walczyć z Tars Tarkasem i
albo udowodnię, że mam prawo być wodzem, albo insygnia zostaną zdjęte z mojego
martwego ciała i przekazane lepszemu wojownikowi. Taki jest zwyczaj wśród Tharków.
Nie mam zatargów z Tars Tarkasem, razem rządzimy najliczniejszym plemieniem wśród
zielonych ludzi i nie chcemy ze sobą walczyć. Byłbym wiec bardzo zadowolony widząc
cię martwym, Johnie Carter. Bez rozkazu Tal Hajusa możemy cię zabić tylko w dwóch
przypadkach: w samoobronie, gdybyś zaatakował kogoś z nas, albo przy próbie ucieczki.
W imię prawdy musze cię ostrzec, że z niecierpliwością czekamy na którąś z tych okazji,
by pozbyć się ciążącej na nas odpowiedzialności. Bezpieczne dostarczenie czerwonej
dziewczyny do Tal Hajusa jest sprawą ogromnej wagi. Od tysiąca lat Tharkowie nie wzięli
do niewoli takiego jeńca. To wnuczka największego z czerwonych jeddaków, który jest
jednocześnie naszym najbardziej zaciętym wrogiem. Uprzedziłem cię. Czerwona
dziewczyna twierdzi, że jesteśmy pozbawieni prawdziwie ludzkich uczuć, ale mówimy
zawsze prawdę i jesteśmy sprawiedliwi. Możesz odejść.
Odwróciłem się i wyszedłem z sali. Tak więc Sarkoja już zaczęła nas prześladować. Nikt
inny nie mógł tak szybko podać Lorquas Ptomelowi takich informacji. Przypomniałem
sobie teraz te fragmenty naszej rozmowy, w czasie których wspominaliśmy o ucieczce i o [ Pobierz całość w formacie PDF ]