[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Może ją wyjęłam i schowałam do walizki? - zaczęła się zastanawiać.
- Czy te referencje to taka ważna rzecz? Przyjrzała mu się uważnie.
- Sam sobie odpowiedz na to pytanie. Chyba nie chcesz oddać dziecka
komuś zupełnie obcemu?
- Proponowałaś mi to zaraz po przyjezdzie, spodziewając się, że
natychmiast wszystko podpiszę.
- Sądziłam, że najpierw przeczytasz moje referencje - zaprotestowała. - A
także świadectwo urodzenia Sama, pismo ze szpitala, w którym dyrekcja oddaje
Fionę i Sama pod moją opiekę. Miałam te papiery, to znaczy mam je... Każdy na
twoim miejscu obejrzałby to wszystko już wczoraj.
- Zanim je zgubiłaś?
- Nie wierzysz mi! - W głosie Sarah zabrzmiała rozpacz.
- To niezupełnie tak - odparł cicho. - A teraz zostawmy te pakunki i
chodzmy na plażę, zanim się zrobi zimno.
- Nie musisz wcale iść ze mną na plażę - mruknęła, wsiadając do windy i
stając jak najdalej od niego.
- To prawda. Tylko że ja zwykle po powrocie z pracy pływam sobie
trochę, jeżeli więc nie masz nic przeciwko temu... - Winda zatrzymała się na
pierwszym piętrze. - Wysiadam - oznajmił. - Rozpakuję torby z jedzeniem i
przyniosę na górę słoiczki małego. I proszę, zejdzcie zaraz na plażę.
- 72 -
S
R
Znowu mną dyryguje! Nie pozostawało jej jednak nic innego, jak
zastosować się do jego poleceń. Sam potrzebował świeżego powietrza, ona
zresztą też. Ale najbardziej ze wszystkiego potrzebny jej był odpoczynek od
doktora Fletchera.
Na plaży było cudownie. Budowała Samowi zamki, wdychała
orzezwiające morskie powietrze, patrzyła na roześmianą buzię chłopczyka
przesypującego z rączki do rączki ziarnka piasku.
- Zostawię tutaj swój ręcznik - rozległ się znajomy głos.
Uniosła głowę i zobaczyła nad sobą wspaniale zbudowanego mężczyznę.
Zanim mu się dobrze przyjrzała, pobiegł w kierunku brzegu i szybko zanurzył
się w wodzie, rozcinając jej powierzchnię mocnymi uderzeniami rąk. Przez
chwilę zajmowała się Samem, a gdy podniosła znowu wzrok, zobaczyła Adama
unoszącego się na grzbietach fal, które niosły go z ogromną szybkością w stronę
brzegu.
Nieco dalej dostrzegła grupę młodych ludzi na deskach surfingowych,
zamaszyście wiosłujących rękami i wołających coś do siebie. Poczuła, jak
ogarnia ją nieprzeparta chęć pójścia w ich ślady. Cóż to za cudowne uczucie,
gdy deska wspina się na grzbiet fali, a człowiek stoi na niej, łapiąc równowagę. I
to zapierające dech w piersiach szybowanie w powietrzu...
- Podobno uprawiałaś surfing? Znowu ją zaskoczył...
Pochylił się, aby podnieść z piasku ręcznik. Szkoda, że nie było go tak
krótko, że znowu muszę na niego patrzeć i czuć przy sobie jego obecność,
pomyślała.
- Szybko wróciłeś - zauważyła, nie odpowiadając na jego pytanie.
- Coś mi wpadło do oka, pewnie ziarnko piasku.
Usiadł daleko od Sama, który przyglądał mu się uważnie, nie będąc
pewien, czy to aby ten sam człowiek, który rano tak świetnie się z nim bawił.
- Jeszcze tam siedzi? Może pomóc? - wyrwało się jej.
- 73 -
S
R
Zareagowała jak dobrze wyszkolona pielęgniarka, od razu jednak
pożałowała swego pytania. Wiedziała dobrze, że powinna unikać wszelkiego
bliższego kontaktu z Adamem. Zamrugał okiem i skrzywił się.
- Siedzi - potwierdził. - Chyba poproszę o pomoc, jeśli nie masz nic
przeciwko temu.
- Ależ chętnie - zapewniła Sarah pielęgniarka, zaś Sarah kobieta skurczyła
się z przerażenia.
Wyjęła ze swej przepastnej torby czystą chusteczkę i uklękła przed
Adamem.
- To oko? - zapytała chłodno, nie mogąc oderwać wzroku od jego gęstych,
długich rzęs.
- Uhm. Tam na dole, w kąciku.
Była tak blisko, że czuła jego oddech na policzku. Delikatnie odchyliła
dolną powiekę i zobaczyła ziarnko piasku przylepione do gałki ocznej.
- Jest! - oznajmiła. - Wyjmę je bez trudu - zapewniła. Czuła przy tym
dziwną suchość w ustach... - Możesz odczuwać ból przez kilka dni - mówiła
szybko - jeżeli piasek zadrasnął twardówkę, ale wiadomo przecież, że...
Chciała wstać, lecz nie zdążyła, bo chwycił ją za rękę.
- Dziękuję...
Jego oczy nie wyrażały jednak podziękowania. Patrzył na nią w
szczególny sposób, jakby pragnął coś zrozumieć, rozwiązać jakąś zagadkę. Gdy
Sarah uklękła, zaczęło się dziać z nim coś dziwnego. Pojął to dopiero teraz.
Smukła dziewczyna w kostiumie kąpielowym, którą ujrzał na plaży, bardzo mu
się podobała, ale dopiero widok z bliska jej twarzy i szarych jasnych oczu
sprawił, że zaczęło mu mocniej bić serce.
I to go właśnie zdumiało. Sprawy sercowe miał już przecież dawno za
sobą, a energię wyładowywał, uprawiając sport.
- Dziękuję - powtórzył, puszczając jej rękę.
- 74 -
S
R
Chyba dobrze bym zrobił, odchodząc na chwilę od tej kobiety, pomyślał.
Może jeszcze popływać? W tej właśnie chwili Sam cisnął w niego piaskiem,
śmiejąc się głośno.
- Ty mały łobuzie!
Rzucił się w stronę chłopca, zapominając, że mały prawie go nie zna. Sam
jednak błyskawicznie umknął do Sarah i złapał ją za nogi. Czując się
bezpiecznie, obrzucił Adama triumfującym spojrzeniem.
- Ależ z ciebie chytrusek! - śmiał się Adam. - Wykapana Fiona - dodał,
patrząc ciepło na malca, a także... na Sarah. [ Pobierz całość w formacie PDF ]