[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zaczynało ogarniać jej ciało, zdecydowana walczyć z falą ciepła na-
pływającą pod wpływem tej pieszczoty.
Gage z westchnieniem porzucił forsowanie niedostępnej twierdzy i
przeszedł do zdobywania gorzej strzeżonych rejonów. Odchylił głowę
Tary jeszcze bardziej do tyłu i, powędrował ustami wzdłuż jej policz-
ka ku skroni, poprzez powieki, które zamknął
S
R
pocałunkiem. Potem pocałował jej pięknie zarysowane brwi i alaba-
strowe czoło. Potarł nosem o jej nos i szorstkim policzkiem o jej gład-
ki policzek, wciągając w nozdrza zapach, jakby wąchał perfumy. I w
końcu z jej gardła wyrwało się leciutkie westchnienie, a dłonie spo-
czywające na jego piersi nieznacznie zadrgały. Objął ją teraz mocniej
ramionami i znów przysunął usta do jej warg.
- Przepraszam za to, co powiedziałem o Ario - szepnął. -I za te drobne
sugestie na temat Pierce'a.
Naprawdę mi przykro.
Zamruczała gniewnie przez zaciśnięte wargi, bojąc się otworzyć usta,
żeby tego nie wykorzystał.
No dobrze - zgodził się, bezbłędnie odczytując znaczenie jej protestu,
mimo nieco utrudnionej formy komunikacji. - Może nie były takie
drobne. -Mówiąc to, cały czas obsypywał ją delikatnymi pocałunkami.
- Ale musiałem wiedzieć. Tak bardzo cię pragnę - oświadczył bez
ogródek. -I pewno dlatego moje widzenie było nieco skrzywione. No
już dobrze, dobrze - znów uciszył jej protest. - Bardzo skrzywione.
Ale nie mogłem myśleć o niczym innym od wczoraj, kiedy popatrzy-
łaś prosto na mnie przez obiektyw kamery, a potem kochałaś się z
Pierce'em.
Wcale na ciebie nie patrzyłam - odezwała się wreszcie, zmuszona do
samoobrony. -I wcale nie kochałam się z Pierce'em. Graliśmy tylko.
Wiem. Ale i tak byłem zazdrosny - powiedział, zdumiony, że to praw-
da. - Byłem zielony z zazdrości, choć nie miałem do tego żadnego
prawa. Teraz chciałbym je mieć. - Przylgnął do jej ust z nową
S
R
nadzieją, czując, że jej wargi zmiękły, a ciało przestało się bronić. -
Czy dasz mi prawo do zazdrości? Przynajmniej na jakiś czas?
Dlaczego miałabym się na to zgodzić?
Bo i ty mnie pragniesz? - podsunął.
Nie, ja wcale...
Pocałował ją mocno w usta, nie pozwalając dokończyć. Tara jęknęła,
czując jak ogarnia ją zdradziecki ogień i niweczy mocne postanowie-
nie, którego nie chciała złamać. Którego nie mogła złamać. Och nie,
proszę nie, myślała w panice, zaciskając palce na jego koszuli, nie-
zdolna już cofnąć ust. Nie!
- Tak - szepnął Gage, jakby czytał w jej myślach.
- Właśnie tak. Tak jest dobrze. Pocałuj mnie.
Bezsilna wobec jego gorących, wyrafinowanych pieszczot i własnej
słabości, Tara poddała się. Objęła go rękami za szyję i otworzyła sze-
rzej usta, pozwalając mu na to, czego tak pragnął i czego wbrew sobie
i ona pragnęła. Złączyli się w namiętnym, nieskończenie długim poca-
łunku, rozkoszując się aż do utraty tchu swoją bliskością i wzajem-
nym żarem.
W końcu oderwał od niej usta z głębokim westchnieniem.
- Chcę się z tobą kochać - szepnął chrapliwie, gładząc pod bluzą jej
nagie plecy. - Chcę cię mieć całą i bez reszty. Pozwól im się z tobą
kochać, Taro.
Zastygła w jego ramionach. Kochać? - pomyślała, nagle trzezwiejąc.
Co ma do tego miłość? Czy można tu mówić o miłości?
Dlaczego? - spytała.
Jak to: dlaczego?
S
R
Dlaczego mówisz o kochaniu? - powiedziała spokojnie, starając się
ukryć gorycz. - Sądzę, że nawet niezbyt mnie lubisz. Więc dlaczego?
Dlatego. - Pocałował ją, a ona bezwiednie oddała mu pocałunek. - I
dlatego. - Położył rękę na jej gołej piersi, a jej brodawka natychmiast
stwardniała wyczekująco. -I dlatego. - Przesunął drugą rękę na jej
pośladek i przycisnął ją mocno do siebie, żeby poczuła jego męskość.
-Czy to nie wystarczający powód dla dwojga dorosłych ludzi?
Przeważnie. - Cyniczna nuta w jej głosie nie była teraz wynikiem gry.
- Ale nawet przy dużej dozie wyobrazni trudno to nazwać kochaniem.
- Rzuciła mu z ukosa spojrzenie spod rzęs, w którym nić było nic z
kokieterii. - Choćby to była wyobraznia rozpalonego mężczyzny.
Uśmiechnął się pobłażliwie i przytulił ją, zbyt zaabsorbowany wła-
snymi odczuciami, żeby spostrzec, że ona nie żartuje.
Czy nikt ci nigdy nie mówił, że nie trzeba być zakochanym, żeby się
kochać?
Dziesiątki osób - odparła cierpko. - Sami mężczyzni. - Odchyliła gło-
wę do tyłu, żeby uciec przed jego natarczywymi ustami. - Jednego z
nich raz posłuchałam. Był to największy błąd w moim życiu.
Zciągnął brwi z wyrazem zdumienia.
- O czym ty mówisz, Taro? Mam rozumieć, że oczekujesz przysiąg
wiecznej miłości i wierności, zanim pójdziesz z mężczyzną do łóżka?
Obietnicy małżeństwa i życia razem do grobowej deski?
Roześmiała się krótko i gorzko.
- Boże broń! - powiedziała, nie przyznając się nawet sama przed sobą,
że właśnie tego oczekuje, że
S
R
w głębi duszy zawsze tego oczekiwała. - Ale chciałabym, żeby istniała
między nami sympatia, a może nawet przyjazń. I szansa na coś więcej.
Na coś więcej? - Zmarszczka na jego czole pogłębiła się, a w oczach
błysnęła podejrzliwość. - Co przez to rozumiesz?
Po prostu... - wzruszyła ramionami - coś więcej to coś więcej, i tyle. -
Próbowała wyślizgnąć się z jego ramion, ale nie miał zamiaru na to
pozwolić.
Nie możesz zaprzeczyć, że mnie pragniesz - perswadował, trzymając
się tego, czego był pewien, a sprawę  czegoś więcej" odsuwając na
pózniej, kiedy wzburzone zmysły przestaną zaćmiewać mu jasność
rozumowania. - Przecież całowałaś się ze mną.
Moje ciało cię pragnie - przyznała, jako że i tak nie dało się tego
ukryć. - Ale nie ja. Mówiłam ci to od samego początku. Zanim to
wszystko zacząłeś, mówiłam ci, że nie chcę się w nic angażować. Ale
ty mnie nie słuchałeś.
Teraz cię słucham.
A ja mówię nie. Wybacz. Ledwo się znamy i chyba nawet nie specjal-
nie lubimy. -Wysunęła się z jego uścisku i tym razem ją puścił. - Jeśli
jesteś na mnie wściekły, to przepraszam. Ale nic na to nie poradzę.
Wściekły?
%7łe po tym wszystkim... %7łe po tym, co między nami zaszło, nadal mó-
wię nie.
Przeczesał ręką włosy.
- Przyznaję, że jestem sfrustrowany i zawiedziony, ale wściekły? -
Potrząsnął głową. - To nie jest właściwe słowo na określenie moich
uczuć w tej chwili.
S
R
A więc nie będziesz się na mnie mścić?
Mścić? - Podniósł pytająco brwi. - W jaki sposób?
Na planie.
Patrzył na nią nie rozumiejącym wzrokiem.
- To film kręcony przez Wytwórnię Kingston powiedziała prosto z
mostu, zdecydowana od razu sprawę wyjaśnić. Nie chciała spędzać
następnych czterech tygodni z mieczem Damoklesa nad głową, zasta-
nawiając się, czy to jej ostatnie chwile na planie.
A ty należysz do rodziny Kingstonów. I właśnie dałam ci kosza.
Gage dopiero teraz wyglądał na naprawdę rozzłoszczonego.
Zachowanie, jakie sugerujesz, nosi miano nieprzyzwoitego - powie- [ Pobierz całość w formacie PDF ]