[ Pobierz całość w formacie PDF ]

się, że pozostawili całe mnóstwo nie zapłaconych rachunków. Stangret z podstępną
radością podał wierzycielom nowy adres Backmanów, bo, jak się okazało, nikt nie wiedział,
gdzie szukać dłużników. Kupiec i inni, którzy właściwie przestali już liczyć na odzyskanie
pieniędzy, dziękowali z wiele mówiącym uśmiechem.
Dobra robota, pochwalił Christer.
Z poczuciem satysfakcji wracali do domu.
Kiedy wrócili, złożyli szczegółowy raport Molinowi.
- Biedne dziecko - westchnął staruszek. - Moja biedna Magdalena! Starałem się przejąć
opiekę nad nią po śmierci mojej jedynej córki, ale radca Backman patetycznym tonem
oświadczył, że nigdy nie odda swego ukochanego dziecka. A przecież dziewczynka nic a nic
go nie obchodziła! Interesował go jedynie spadek, jaki miała otrzymać. A ja wtedy byłem już
po wylewie. Pierwsze ostrzeżenie otrzymałem, kiedy straciłem córkę, ale to było już wiele lat
temu. Udar nie był taki grozny, dość szybko odzyskałem siły. Ale potem nastąpił kolejny.
Cztery lata temu. To on zrobił ze mnie wrak człowieka.
72
- Musi to być bardzo ciężkie doświadczenie dla tak ruchliwego człowieka jak pan - zauważył
Christer. - Pański umysł nadal jest jasny.
- Tak, najbardziej irytujące jest, że mogę mówić tylko powoli i muszę patrzeć, jak bardzo
niecierpliwią się moi rozmówcy. Nie, nie ty, mój chłopcze, ty zdajesz się świetnie mnie
rozumieć. I to, że nie mogę się poruszać tak jak chcę. To ogromnie upokarzające. Ale teraz
ty jesteś moimi oczami i nogami, Christerze.
- To dla mnie wielki zaszczyt. Będę starał się najlepiej jak potrafię, jaśnie panie. Magdalena
tak wiele dla mnie znaczyła. Przez tyle lat czekałem na jej list. Nie zrezygnuję tak łatwo.
Nie były to wcale puste słowa. Christer bezustannie wypytywał, węszył i przemyśliwał
wszystko od początku. Czasami wydawało mu się, że dostrzega w mroku przebłysk światła,
ale ono prędko gasło. Pojechał do Sztokholmu, do domu Juliusa Backmana, ale tam nie
umiano mu powiedzieć nic poza tym, że do domu przetransportowano zwłoki konsula. Czy
podczas wypadku była z nim jakaś dziewczynka? Nie, o niczym takim nie słyszeli. Brat i
szwagierka konsula okazali wiele serca, przygarniając córkę konsula, sierotę...
Christer rzeczywiście napisał do Heikego. Wzburzony niesprawiedliwością losu, który
poskąpił dziecka ludziom tak tego godnym jak Anna Maria i Kol, zasiadł i napisał długi,
chaotyczny list. Nie omieszkał też opowiedzieć w nim historii swej zaginionej Magdaleny i
choć wtrącił to niejako w nawiasie, był to jednak nawias dość długi i przepojony uczuciem.
Otrzymał wreszcie odpowiedz Heikego. Pisała właściwie Vinga, bo Heike rzadko używał
pióra, najwidoczniej w tej mierze nigdy nie wyzbył się kompleksów.
Odpowiedz była długa, jak to zwykle bywało z listami Vingi. Heike informował, że
przyjeżdża. Z wielu różnych powodów. Po pierwsze był zdania, że rodzina musi utrzymywać
kontakt, dlatego bardzo sobie cenił inicjatywę Christera. Poza tym od dawna już planował
odwiedzić Tulę i Tomasa, bardzo mu było przykro, że nie mógł przybyć na wezwanie Tuli
wtedy, kiedy prosiła go o pomoc podczas choroby Tomasa. Teraz zajmie się Tomasem, we
dworach jest akurat trochę spokojniej i Vinga da sobie radę sama. Do pomocy miała wszak
Eskila i Solveig, mieszkających w Lipowej Alei. Nie mogli natomiast liczyć na pomoc
młodych chłopców, Jolina i Viljara. Jolin poślubił bowiem pannę, która jako jedyne dziecko
miała odziedziczyć gospodarstwo po rodzicach, Jolin musiał więc zaangażować wszystkie
siły tam. Wyrósł na ładnego, miłego młodzieńca i wszystkim sprawiał wiele radości.
Jak mogli się zorientować z listu Vingi, gorzej przedstawiała się sprawa z Viljarem. Miał już
szesnaście lat i zachowywał się jak prawdziwy samotny wilk. Przekleństwo Ludzi Lodu nie
ciążyło nad nim, był zwykłym człowiekiem, ale przecież i wśród takich zdarzają się ludzie
szczególni. Viljar był małomówny, tajemniczy, zamknięty w sobie, usposobienie miał raczej
melancholijne, zawsze z głową w chmurach. Nieodmiennie sam, przemierzał konno lasy i
łąki. Nie wiedzieli, jakie myśli kłębią się w jego głowie, i doszło wręcz do tego, że bali się
prosić go o pomoc. Oczywiście uczestniczył w pracach, kiedy było to niezbędne, ale dla
wszystkich stało się jasne, że gospodarowanie na włościach to zajęcie absolutnie nie dla
73
niego. Vinga próbowała się z nim rozmówić, ale w odpowiedzi otrzymała jedynie ponure
spojrzenie ciemnych oczu. Spojrzenie to świadczyło o niezwykłej wprost wrażliwości, ale nie
powiedziało jej nic ponadto. Zaraz potem znów wyjechał.
Jego rodzice, Eskil i Solveig, bardzo niepokoili się o syna. Wydawało się jednak, że Viljara
nic nie zdoła sprowadzić na ziemię, upomnienia odnosiły skutek przeciwny do
zamierzonego.
Teraz jednak Heike odbył z nim poważną rozmowę, opowiedział o swej podróży, a Viljar z
kwaśną miną obiecał, że przynajmniej w czasie nieobecności Heikego pomoże Vindze w
zawiadywaniu Grastensholm.
Heike przyrzekał w swym liście, że natychmiast wyrusza z Norwegii. Najpierw miał przybyć
do Norrtalje, gdyż największego pośpiechu wymagało właśnie spełnienie prośby Christera.
Przejął się bowiem nie tylko bezdzietnością Anny Marii i Kola, sprawa Christera także
bardzo go zaciekawiła i pragnął dowiedzieć się czegoś więcej o zaginionej Magdalenie. Nie
był przekonany, czy uda mu się pomóc Annie Marii i Kolowi, ale spróbować warto. Pózniej
miał zamiar odwiedzić Tulę i Tomasa.
- Mama bardzo się ucieszy - powiedział Christer do Anny Marii. - Tak bardzo niepokoi się o
ojca.
Anna Maria uśmiechnęła się ze smutkiem. Ten szalony Christer! Niepokoił Heikego jej
bezdzietnością!
Tego wieczoru jednak ona i Kol, splótłszy ręce, siedzieli długo nie kładąc się spać. Wyglądali
przez okno na zapadający zmierzch i nie odzywali się do siebie ani słowem. Christerowi,
który miał wrażenie, że znalazł się jakby poza rodziną, wydawało się, iż w skupieniu
odmawiają modlitwę do gwiazdy wieczornej.
Następnego dnia po otrzymaniu informacji od Heikego Christer oczywiście wyruszył do
Molina. [ Pobierz całość w formacie PDF ]