[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Dziewczyna, teraz tak szczęśliwa, jak przed chwilą Tosia, skinęła
skromnie głową, Tosia
zaś... padła na kolana i zaczęła bić pokłony. Amelia za śmiechem
pociągnęła ją w górę.
 To właściwie nic skomplikowanego! Naprawdę! Pomysł przyszedł
mi do głowy
w drodze do Kawiarenki, gdy wracałam od ciebie. To ty mnie
natchnęłaś, otoczona
szczęśliwymi dziećmi! Przyszłam, a że nie miałam nic do roboty,
bo Kawiarenka nadal
świeci pustkami, zajęłam się ambrozją. Nota bene piękną nazwę
wymyśliłaś...
 Przygotujesz więcej? Na festyn?  zapytała błagalnie Tosia,
spoglądając głodnym
wzrokiem na pusty talerzyk.
Ale przyjaciółka zaprzeczyła:
 Są zbyt pracochłonne na masową produkcję, że się tak mało
romantycznie wyrażę,
i długo w upale nie przetrwają. Za to dla przyjaciół przygotuję to
cudeńko, ilekroć
zapragną. I uprzedzą dwie godziny wcześniej o swych
odwiedzinach.
 A właśnie...  zaczęła Tosia, poważniejąc.  Przepraszam, że
wpadłam bez
zapowiedzi...  Amelia chciała ją uciszyć, machając rękami, ale
ona ciągnęła dalej  ...ale
resztę popołudnia myślałam o twojej wizycie i twoich słowach. Nie
wiem, kto i co ci o mnie
opowiedział... Ludzie różne rzeczy gadają...
Umilkła. Powrót do przeszłości, nawet we wspomnieniach, nie był
łatwy...
 Magda Wisławska dopowiedziała mi dalszy ciąg twojej historii 
zaczęła cicho Amelia,
znów wstrząśnięta losami przyjaciółki.  Nie potrafię zrozumieć,
jak Olgierd mógł cię
zostawić samą, tak młodą, po... odejściu rodziców. Z długami...
bez pieniędzy... To... po
prostu nie mieści mi się w głowie. Twój brat wygląda przecież na
odpowiedzialnego
i kocha cię ponad wszystko. Jak mógł...?
Tosia patrzyła przez chwilę w okno, na zachodzące ponad
dachami kamieniczek słońce.
 Olgierd był wtedy młodym chłopakiem  odezwała się wreszcie.
 Po prostu nie
udzwignął tego dramatu. Ludzie... potrafią być bardzo okrutni.
Dziś opowiadają, jak to się
mną przejmowali, jak przynosili mi obiadki i wciskali pieniądze do
ręki. Wtedy jednak,
moja kochana, gdyby prawo im na to pozwoliło, chybaby mnie
ukamienowali. Najpierw za
sprowadzenie na złą drogę tego zacnego Wacława, tak, tak,
uznali, że to ja,
dziewięcioletnia dziewczynka, sprowokowałam go do gwałtu, bo
przecież mogłam wtedy
nocować u rodziny, niekoniecznie we własnym domu...
 Tosiu... nie musisz...  Amelia, czując łzy napływające do oczu,
chciała przerwać te
bolesne zwierzenia, ale Tosia uciszyła ją ruchem ręki.
 Jak opowiadać, to od początku do końca. Nie wiem, co myślał na
ten temat wysoki sąd,
ale gdy skruszony winowajca przyznał się i sam poprosił o
wymierzenie kary, został
wypuszczony z aresztu. Ja zaś nadal leżałam w szpitalu, bo ostro
mnie zmasakrował... 
Urwała, wzięła głęboki oddech.  Tata nie potrafił tego znieść: ja w
szpitalu, ten bandzior
na wolności. I jak wiesz, sam wymierzył sprawiedliwość. A wtedy
dla mieszkańców tego
uroczego miasteczka, staliśmy się rodziną kryminalistów.
 Wy?! Nie tamten i ci, którzy go wychowali, a wy?!  Amelia po
prostu nie mogła w to
uwierzyć.
Tosia zaś przytaknęła spokojnie.
 Chyba dorastałaś w wielkim mieście...  Uśmiechnęła się
smutno.  Tak, Amelio,
społeczność Zabajki była oburzona tą zbrodnią, mówię o zabiciu
Wacława Grzebuły, nie
o tym, co on zrobił mi i mojej rodzinie...  Jakże ciężko było
powracać do tamtych
strasznych dni.  Tata poszedł do więzienia. My żyliśmy dalej z
tym piętnem... Aż
wszystko się skończyło... Gdy ojcu odmówili wcześniejszego
umorzenia kary, załamał się
zupełnie. Bardzo mi go brakuje...  wyszeptała przez zaciśnięte
gardło.  Cały czas czuję
się winna. Bo gdyby nie ja, tata z mamą by żyli.
Amelia objęła ją i przytuliła z całych sił.
 Tosiu, miej litość, jeśli nie dla siebie, to dla mnie! Byłaś
dziewięcioletnią dziewczynką,
gdy skrzywdziło cię pijane bydlę, a ty się za to obwiniasz? Gdybyś
mogła cofnąć czas, czy
mogłabyś temu zapobiec?
 Spałabym tamtej nocy u ciotki...
 Powtarzasz to, co wmówili ci bezduszni sąsiedzi! Nie mogłabyś
uciekać każdej nocy do
ciotki, kiedy w twoim domu pojawiałby się jakiś facet! To on, ten
bydlak, powinien
spieprzać do siebie, gdy tylko poczuł chęć na dziewięcioletnią
córeczkę sąsiada!
 Wiem... Teraz to wiem. Ale wtedy byłam tylko ja, przeciwko nim
wszystkim. Olgierd
też chyba uwierzył w moją winę. Bardzo kochał ojca. Tata był dla
niego po prostu
chodzącym ideałem mężczyzny. I nagle z premedytacją morduje
człowieka...
 Nie człowieka, a pieprzonego gwałciciela i pedofila!  krzyknęła
Amelia, doprowadzona
do ostateczności.
Tosia spojrzała na nią błyszczącymi od łez oczami i uśmiechnęła
się z goryczą.
 Ty myślisz, że molestowanie dzieci zdarza się rzadko, a w ogóle
to za górami, za
lasami, i dlatego powinno wywoływać ogólne oburzenie? Sprawca
winien być osądzony [ Pobierz całość w formacie PDF ]