[ Pobierz całość w formacie PDF ]

W słowach lady Gwendoliny była ironia i tryumf.
 Drogą okrężną, rozmawiając o pani Krystianie, doszłyśmy do sedna
sprawy. Chcę ci podarować antyk, moje dziecko, coś, co powinno sprawić
kobiecie więcej radości niż stary obraz lub zabytkowe meble.
 Jestem bardzo ciekawa  uprzejmie odpowiedziała Pensy, chociaż
wcale nie zależało jej na prezencie od tej niesympatycznej, złośliwej starej
kobiety. Dlaczego jej sprawiła ból? Dlaczego mówiła o Agacie Corben?
Czy tylko dlatego, że Cecil nie chciał przyjąć jej propozycji i wolał zostać
w Lchen z nią, Pensy?
 Zaspokoję twoją ciekawość, kiedy razem z twoim mężem pójdziemy
do galerii obrazów, gdzie przechowuję ten prezent: słynne rękawiczki lady
Glorii, naszej prababki, jednej z rodu Edwards w Longworth. Nie patrz na
mnie tak dziwnie  te rękawiczki są bardzo cenne i chcę je podarować
tobie, ponieważ jesteś żoną Cecila, a on synem swojego ojca. Tak, tak, to
są stare dzieje; w arystokratycznych rodach zawsze istnieją ciekawe
historie.
Pensy odpowiedziała:  Sługa mojego zmarłego teścia, Jochen,
opowiadał mi o rodzicach Cecila, o ich strasznych przeżyciach podczas
ucieczki z Prus Wschodnich, kiedy zbliżał się front rosyjski. Aaskawa
pani, lady Daisy, siostra pani, matka Cecila, musiała być wspaniałą
kobietą, dzielną i odważną! Z wielkiej miłości do męża znosiła największe
wyrzeczenia i trudności lat wojennych i pierwszych lat powojennych,
kiedy w Niemczech był głód. Bardzo żałuję, że rodzice Cecila już nie żyją.
Lady Gwendolina opuściła głowę, jakby chciała ukryć twarz, i syknęła
przez zęby:
 Milcz, milcz, radzę ci! Nienawidziłam tej dzielnej i odważnej Daisy
Vieguth... Jeszcze dzisiaj jej nienawidzę!
Przerażona Pensy zerwała się z fotela. Po chwili opanowała się i
pomyślała, że może między siostrami zaszło coś tak bolesnego, że nie
można o tym zapomnieć nawet po śmierci jednej z nich. Zdaniem Pensy,
stara dama jednak nie powinna była tak mówić o zmarłej siostrze osobie
obcej. Usiadła w fotelu i zerknęła na taras  kiedy wreszcie wróci Cecil?
Czuła się nieswojo i bała się lady Gwendoliny.
Ponieważ stara kobieta nadal siedziała ze spuszczoną głową, Pensy
zapytała:  Czy łaskawa pani zle się czuje?
Lady Gwendolina natychmiast wyprostowała się i chłodno odparła:
 Nic mi nie jest, to tylko wspomnienia, lecz niewesołe i niemiłe!
Zawołaj pana Bleena, niech poprosi twojego męża i Betty; razem
pójdziemy do galerii obrazów. Ale się zdziwisz, kiedy zobaczysz to
arcydzieło rzemiosła.
 Aaskawa pani, proszę, bardzo proszę te rękawiczki zachować dla
siebie. Lepiej, żeby zostały w Longworth. Co ja z nimi pocznę?
 Należy je wkładać przy wyjątkowych uroczystościach i podziwiać,
jak po mistrzowsku zostały wyhaftowane i ozdobione drogimi
kamieniami. Cecil z całą pewnością ucieszy się, kiedy się dowie, co
zamierzam ci podarować. Zna te rękawiczki i widział je na portrecie lady
Glorii.
 Cecil pokazał mi zdjęcie tego portretu. Lady Gloria musiała być
piękną kobietą.
Gwendolina wzięła srebrny dzwonek, zadzwoniła, a kiedy , wszedł
lokaj, kazała poprosić pana Viegutha i pannę Edwards.
W dużej sieni zrobiło się przyjemniej, kiedy wszedł ukochany mąż
Pensy. Szybko podeszła i wzięła go pod rękę. Pogładził ją po bladych
policzkach, a potem zamienił parę słów z Gwendolina. Betty badawczo
patrzyła na Pensy i szepnęła:
 Pensy, czy ona była nieuprzejma wobec ciebie?
 Och, nie, ciociu Betty, była jednak taka dziwna... Boję się jej.
 Nie musisz się bać, jest przy tobie twój mąż i stara ciotka Betty. 
Jednocześnie nadsłuchiwała, co rozkaże Gwendolina.
Stara lady położyła rękę na ramieniu Cecila i zmuszając się do
serdeczności powiedziała:
 No, Cecilu, mój drogi, chodzmy do galerii obrazów. Chcę pokazać
twojej żonie skarby Longworth i wręczyć mój ślubny prezent.
Gdy szli po schodach, szepnęła do niego:
 Nadal nie żałujesz, że odrzuciłeś moją propozycję? Nie chcesz zostać
panem w Longworth?
 Proszę cię, ciociu Gwendolino, nie mówmy o tym. Nie mogę przyjąć
twojej wspaniałomyślnej propozycji; jestem żonaty! Nie możesz mnie
usynowić. Niech Pan Bóg czuwa nade mną, żebym znów nie został
osamotniony i żebyś ty nie miała okazji powtórzyć swojej propozycji.
 A więc jeżeli los sprawi, że stracisz twoją czarującą żonę, czy
rozważysz moją propozycję?
 Ciociu, o czym ty mówisz? Proszę Boga o szczęście dla Pensy i dla
siebie!
 Będę się o to modliła  odparła ochrypłym głosem  ale co stanie się
z Longworth, kiedy mnie zabraknie?
 Istnieją stosowne przepisy, ciociu Gwendolino, i wszelkie spadkowe
sprawy zawsze jakoś zostają załatwione. Ja w żadnym wypadku nie chcę
być lordem Edwards. Chętnie tutaj przyjeżdżam jako gość, o tym mogę cię
zapewnić.
 Gdybyś kochał Longworth tak jak ja, mówiłbyś inaczej! Ostatni raz
mówię ci, że bez względu na to, jaka będzie twoja przyszłość, zawsze
powitam cię jako spadkobiercę i pana na zamku! Wybacz starej kobiecie ,
że trudno jej się rozstać z myślą, którą cieszyła się tyle lat.
Zaczęła mówić na inny temat. Na jej twarzy pojawiły się wypieki i była
bardzo wzburzona, lecz Cecil tego nie zauważył. Wzrokiem szukał Pensy,
żeby jej dodać otuchy.
Pan Bleen zapalił w galerii wszystkie żyrandole i kinkiety. Na progu
Pensy zatrzymała się, ponieważ tuż na wprost drzwi wisiał na ścianie
portret pięknej lady Glorii, na którym zobaczyła słynne rękawiczki
haftowane złotą nitką i wysadzane drogimi kamieniami. Odwróciła oczy;
wolała patrzeć na obraz przedstawiający jakiegoś kardynała.
Powoli, uroczyście lady Gwendolina podeszła do witryny, w której
leżały rękawiczki, nachyliła się nad zamkiem i spojrzała na Pensy tak
wrogo, że młodej kobiecie zamarło serce w piersiach. Zanim zdążyła
wyjąć z kieszeni klucz, Betty podeszła do niej i szybko zapytała drżącym
głosem:
 Gwen, kochanie, nie sądzę, żebyś miała odpowiedni klucz do tej
witryny. Czy mam zawołać pana Bleena?  Betty odważyła się położyć
rękę na ramieniu kuzynki, która natychmiast odtrąciła jej dłoń jak jadowitą
żmiję.
 Co to ma znaczyć? We własnym domu chyba wiem, gdzie są
odpowiednie klucze! Nie przyszłabym tutaj bez klucza, przecież chcę
naszej kochanej Pensy wręczyć prezent. Odsuń się i milcz!
Betty nie ruszyła się z miejsca; jej zazwyczaj łagodne oczy groznie [ Pobierz całość w formacie PDF ]