[ Pobierz całość w formacie PDF ]

niepewność jutra. Nie, nie mogła tego zrobić.
~ Należała do mojej rodziny od pokoleń - zaprotestowała. - Nie mogę jej tak po prostu zostawić.
Jego spojrzenie było nieubłagane.
- Co przez ciebie przemawia: poczucie obowiązku czy prawdziwa troska?
Zawahała się, straciła nagle pewność siebie.
- Ja ... ja nie wiem.
- Pomyśl o tym, dobrze? - Uśmiechnął się do niej.
Skinęła głową, wiedziąc, że teraz, kiedy poruszyli ten temat, nie będzie już miała spokoju.
Popchnął ją delikatnie w kierunku domu.
- A teraz posprzątajmy tu trochę.
Pracowali przez kilka godzin. Steven zajął się oknami i urządzeniami nawadniającym, podczas gdy Lara
uprzątała podwórze. Wsadziła z powrotem do ziemi kilka krzewów, które dało się jeszcze uratować. Połamane
konary drzew odciągnęła na stos koło stodoły .. Zamierzała je później porąbać na opał. Z najdrobniejszych
kawałków usypała kopczyk, który później zamierzała zapakować w torbę na odpadki i wywieźć.
Pracowała z pasją. Potrzebowała tego napięcia mięśni i zmęczenia. Słońce świeciło jasno, jakby naigrawając
się z nich. Pot zaczął spływać jej z czoła. Czasem zatrzymywała się i patrzyła na Stevena. Na jego napięte
muskuły i świecącą od potu klatkę piersiową. Poczuła w sercu nagłą tęsknotę. Pragnęła go, pragnęła; by wypełnił
w niej tę bolesną pustkę. Krew zaczęła jej szybciej krążyć w żyłach, aż w końcu musiała się odwrócić.
Do wieczora naprawili najpoważniejsze szkody koło domu. Odkręciła kran i zmyła bruk z rąk i twarzy. Słońce
zachodziło. Znalazła w kieszeni opaskę i związała włosy w koński ogon.
- No, czyż to nie jest farmer Danvers ... - zażartował Steven podchodząc do niej. Błękitne oczy błyszczały mu
niebezpiecznie. - Ten widok coś mi przypomina. - Obraz Normana Rockwella przedstawiający zalety ciężkiej
pracy? Albo może "Amerykański gotyk"?
- Z pewnością nie "Amerykański gotyk" - powiedział zamyślony. - Nie masz w sobie dość stoicyzmu. - W takim
razie co? - to łagodne przekomarzanie wprawiło ją w dobry humor.
- Przypomina mi, jak wyglądałaś tamtej nocy nad strumieniem, kiedy kochaliśmy się po raz pierwszy. -
Uchwycił jej spojrzenie i trzymał na uwięzi. Pochylił się i zaczął ją powoli głaskać po policzku. - Chcesz iść
popływać~
Larze zaparło dech. Przekomarzanie zmieniło się W coś innego. Poczuła podniecające napięcie. Ekscytacja
poruszyła jej napięte nerwy.
- Teraz? - Jej głos przeszedł w matowy szept.
Steven przytaknął.
Nie odwracając od niego wzroku wyciągnęła dłoń. Ujął ją i poszli w stronę strumienia. Larze zdawało się, że
ten spacer nigdy się nie skończy. Z każdym krokiem jej serce biło coraz mocniej. Ledwo dostrzegała powalone
drzewa i porozrzucane konary, które mijali. Każdy nerw jej ciała współgrał z idącym obok mężczyzną. Po tym
wszystkim, co się dzisiaj zdarzyło, po tym wszystkim, co przecierpiała, ciągle mógł wziąć jej serce w
posiadanie.
Zapadał zmierzch, gdy dotarli do strumienia.
W przyćmionym świetle wieczoru patrzyła, jak sięga do guzików jej b1uzki i zaczyna je rozpinać. Jego palce, po
dzisiejszej pracy twardsze niż zwykle, dotknęły jej rozpalonego ciała. Rysowały delikatną linię od szyi w dół, [ Pobierz całość w formacie PDF ]