[ Pobierz całość w formacie PDF ]

staruszka stawała się coraz bardziej przezroczysta, jakby wtapiała się w szary mur.
 Zaczekaj!  zawołał głośno Orzeszek rzucając się w jej kierunku.
 Czego jeszcze chcesz, młodzieńcze?  wyblakłe oczy uśmiechały się w sieci zmarszczek.
 Chcę jeszcze wiedzieć, dobra pani, dlaczego czekałaś właśnie na mnie.
 Sam sobie dasz odpowiedz, gdy zostanie otwarty królewski skarbiec. Nie poznałam cię w pierwszej
chwili, przyznaję, starczy wiek to jedyne usprawiedliwienie. Ale na mnie już czas... żegnajcie.  I
rozpłynęła się jak smuga dymu.
 Biedna pani Lentycja  wyszeptała szczerze wzruszona Owsianka.
 Nie jest wcale biedna  pokręcił łysą głową Zlepianko.  Znajdzie wreszcie spokój. To się
każdemu należy, zwłaszcza gdy przeżyło się całe życie w wieży. Nie wiedziała, kiedy spełni się jej
misja. Ale... co my zrobimy z trójką zdrajców? Lentycja sprawiła, że nie mogą się ani ruszać, ani
mówić.
 Tylko do czasu  wymruczał Orzeszek patrząc w skrzące się
74
H((((/((
(((HL.  ......^'.
złością oczy ochmistrzyni.  Na razie zamkniemy ich w jakimś lochu.
 W pałacu nie ma lochów!  zapewnił stary alchemik.  Inaczej dawno bym tam siedział!
Roześmieli się wszyscy, choć sytuacja wcale do śmiesznych nie należała. Rada w radę postanowiono
umieścić zdrajców w jednej, dobrze strzeżonej, komnacie pałacowej. Salę siedemset siedemdziesiątą
trzecią zamknięto, a klucz postanowiono złożyć w królewskim skarbcu.
Tymczasem orszak królewny Grzanki zmierzał ku granicy państwa. Po drodze witały ją rozradowane
twarze poddanych. Ręce same unosiły się w pozdrowieniu, płatki kwiatów sypały się na trakt.
 Niech żyje dzielna królewna!
 Sto lat życzymy pani naszej, Grzance!
Wśród wiwatujących szpalerów z trudem przesuwały się wozy z uśpionymi napastnikami. Dołączali
wcześniej wysłani kuchciko-wie-rycerze, którzy pokonali i wzięli do niewoli dziesiątki pozostałych
podwładnych Mysikróla. Młynarze wracali do młynów, słupy graniczne powracały na dawne miejsca,
a błękitna wstęga rzeki znów poruszała młyńskie koła, płynąc starym korytem.
Nad graniczną rzeką rozbito obóz.
Kanapę wraz z królewną zestawiono z koni przy użyciu lin i wielokrążka.
Po drugiej stronie szlabanu mysi strażnicy szczękali zębami ze strachu na widok mrowia własnych
wojaków pokonanych i pohańbionych na wieki.
Wieść o strasznej klęsce dotarła lotem błyskawicy na dwór Mysikróla.
 A zatem całą armię spito... winem porzeczkowym?! wrzasnął Mysikról przysiadając na piętach.
75
 Tak, panie!  herold trząsł się jak liść osiki. Nie jest przyjemną rzeczą być nosicielem strasznych
wieści.  A książę Mysik w niewoli! Królewna Grzanka domaga się przybycia Waszej Wysokości nad
graniczną rzekę, która znów płynie starym korytem...
 Nigdy!  Mysikról zazgrzytał zębami, aż heroldowi ciarki przeszły po grzbiecie.
 I... inaczej książę Mysik już nie powróci na dwór! Mysikról złapał się za głowę, aż złota korona
zjechała mu na uszy.
 W drogę!
I tak to nad graniczną rzeką spotkali się śmiertelni wrogowie. Mysikról, gdy ujrzał Grzankę siedzącą
dostojnie na trójkolorowej kanapie w otoczeniu sześćdziesięciu kuchcików, aż usta otworzył ze
zdziwienia.
 Będę rozmawiał wyłącznie z królem Pumperniklem!  wrzasnął, gdy tylko odzyskał równowagę.
 Będziesz rozmawiał ze mną lub z nikim!  zawołała królewna z błyskiem nienawiści w błękitnych
oczach.  Skoro byłam właściwą kandydatką na żonę dla twego syna Mysika, jestem równie
właściwą partnerką do granicznych sporów. I nie zapominaj, łas-kawco, że to ja mam twoją armię na
drabiniastych wozach i, jak mi przed chwilą doniesiono... twego syna!
Mysikról nie miał już nic do powiedzenia. W milczeniu wysłuchał warunków, które dyktowała
królewna, w milczeniu patrzył, jak przez otwarty szlaban ciągną jeden za drugim wozy z
pochrapującym  pożal się, Boże  wojskiem.
 Prędzej własne uszy bez lustra zobaczysz, niż poważnie potraktuję ten tysiącletni traktat pokojowy!"
 pomyślał mściwie Mysikról uśmiechając się obłudnie do Grzanki, gdy już ujmował kacze pióro
umoczone w zielonym atramencie.
 Trak-tat pod-pi-sa-ny!  obwieścili obaj heroldowie.
 %7łegnam cię, sąsiedzie Mysikrólu  powiedziała lodowatym
76
"4,
tonem królewna, gdy już ją z pomocą pod ciągowej machiny posadzono na siodle-kanapie.
 I ja cię żegnam, dostojna sąsiadko.  Obyś pękła"  dorzucił w myśli.
A myśli miał ponure jak czarne skrzydła kruka, który przyglądał mu się z gałęzi.
Powrót królewny Grzanki obwieściły bębny, trąby i rogi. Kto żyw biegł na dziedziniec, by powitać
zwycięski orszak. Kuchcikowie szybko pozbyli się szyszaków, nagolenników i kolczug, by znów wdziać
wysokie białe czapy i robocze fartuchy.
 Niech żyje królewna Grzanka!
 Niech żyją dzielni kuchcikowie!
Nawet król Pumpernikiel, nie bacząc na swó) wiek ani godność, ruszył z kopyta przytrzymując rękami
przekrzywioną koronę.
 Jak ci posło, córecko?
 Zmusiłam tego niegodziwca, Mysikróla, do podpisania tysiącletniego traktatu pokojowego, ojcze.
Ale... on coś knuje. Miał takie wąskie, chytre oczka...
 To zatsymamy Mysika na zawse!  wyseplenił król. [ Pobierz całość w formacie PDF ]