[ Pobierz całość w formacie PDF ]

trudzą. Kazali mi przyjechać aż tutaj, aby poinformować państwa o wszystkim. Przy tej spo-
sobności zabrałem drugą część skarbów Piorunowego Grota.
Wszyscy zgromadzeni spojrzeli w dal z melancholią. Cóż oni mogli zrobić, skoro sam Ju-
arez nie mógł odnalezć śladów zaginionych. Róża płakała ocierając w skrytości łzy, Różyczka
zaś objęła matkę i schowała głowę na jej piersi. Książę i Otto Rodenstein patrzyli w okno z
oczami pełnymi smutku. Tylko jeden kapitan nie mógł się temu przyglądać spokojnie. Zci-
snąwszy obie pięści zawołał:
 Na wszystkich diabłów, o gdybym ja był nieco młodszy!
Otto natychmiast się obrócił i zapytał:
 To coś byś zrobił?
 Pojechałbym tam i pokazałbym wszystkim, gdzie pieprz rośnie.
 A ja, ja także bym się z panem zabrał  powiedział poczciwy Kurt.
Kapitan spojrzał na niego z wdzięcznością.
 Wiesz co Kurt, to tak jak wtedy...
 Na rozkaz, kapitanie.
 A co jeszcze?
 Na rozkaz, panie kapitanie.
 Ale co, ja jeszcze przecież nic nie powiedziałem.
 Pomimo to wiem, że myśli nasze są zgodne.
 No to co ja chciałem powiedzieć?
 O czasach, gdy wielki książę z małżonką był u nas.
 Tak, to chciałem przypomnieć.
 I jak doktor Sternau odznaczał się raz za razem.
 Tak, kto by wtedy mógł przypuszczać...
 %7łe tak niedługo po tym zaginie...
 I teraz ponownie.
 Niech diabeł porwie cały ten Meksyk!
 I wszystkich jego mieszkańców. Och, gdyby ja wtedy się tam dostał, wygarbowałbym im
skórę, żeby nawet nie poznali, czy ludzie, czy też psy ich szarpią. Buty bym potem sobie z ich
skóry zrobił. Niestety, stare kości, szpik wysechł w nich prawie doszczętnie.
 Za to moje są młode, kochany ojcze chrzestny.
Słowa te powiedział Robert, który dotąd przysłuchiwał się wszystkiemu z ogromną uwagą.
 To prawda kochany chłopcze, ale co ty możesz mieć wspólnego z Meksykiem?
Różyczka obracają się w ich kierunku powiedziała niespodziewanie:
 Prawda! Zupełnie zapomniałam! Robert jedzie do Meksyku!
Oczy wszystkich skierowały się na młodego oficera.
93
 Tak, to prawda  powiedział.  Mam tam wykonać pewne zadanie, mam również nadzieję,
że zostanie mi na tyle czasu, abym mógł się zająć inną sprawą, czyli odszukaniem naszych
bliskich.
Sępi Dziób popatrzył na młodzieńca ze szczególną uwagą.
 Pan chce jechać do Meksyku?  zapytał.
 Jak pan słyszałeś.
 Młody człowieku, zostań lepiej w domu.
 Dlaczego?
 Bo tam nawet powietrze dla takich paniczów nie jest zdrowe.
 A co mnie to obchodzi?
 Tam lata wiele ołowiu.
 To mi się nawet podoba.
Sępi Dziób uśmiechnął się.
 Ale taki ołów, taka kulka może bardzo łatwo trafić.
 Wiem o tym mój kochany, dokąd zamierza się pan udać, gdy wykona swoje posłannictwo
tutaj?
 Wracam do Meksyku.
 Czy długo zatrzyma się pan w Prusach?
 Ani minuty dłużej niż to będzie konieczne. Tutaj mi się nie podoba. Wszystko ospałe.
Amerykanie są przyzwyczajeni do zupełnie innego życia.
 Proszę mi powiedzieć, jak długo zamierza się pan zatrzymać tutaj, u nas w zamku?
 Ja już jestem gotów do wyjazdu. Będę tylko prosił o odpowiedz dla prezydenta i lorda, a
potem zaraz mogę ruszać.
 To może pojedziemy razem?
 Chętnie, mogę służyć swoją pomocą. Kiedy pan chce wyruszać?
 Planowałem jutro, ale pozwoli pan, że go jeszcze o coś spytam?
 Oczywiście.
 Do czyj ej partii w Meksyku pan należy?
 Do Juareza.
 Czy Juarez pana zna?
 Nawet bardzo dobrze.
 A pan zna najnowszą sytuację w tym kraju?
 Nawet dokładnie. Przecież przez ostatni czas byłem przy boku Juareza.
 To jest pan lepiej poinformowany niż nasi korespondenci?
 Myślę, że tak.
 A jeżeli jeden z pruskich ministrów zażądałby od pana opisu prawdziwego stanu, to po-
wiedziałby pan całą prawdę?
 Jeżeli jest szczerym naszym zwolennikiem.
 Czy pan w to wątpi?
 Hm, w tych sprawach trzeba być ostrożnym. Prusy nie trzymają z Francją, ale są stronni-
kiem Austrii.
 Dopiero niedawno prowadziliśmy wojnę.
 To prawda, myślę, że Prusy nie będę się wiele troszczyły o Maksymiliana, ale dlaczego się
pan o to pyta?
 Bo znam jednego ministra i wiem, że bardzo by go zaciekawiły pańskie informacje.
 Jak się on nazywa?
 Otto von Bismarck.
 Ten sławny Bismarck?  zapytał zdziwiony Sępi Dziób.  Och, gdybym tylko mógł go zo-
baczyć!
 A pomówić z nim nie chce pan?
94
 Jak najbardziej, jemu wszystko powiem jak na spowiedzi. Ale pan podobno jutro musi
wyjeżdżać?
 Taki miałem rozkaz, ale zawiozę pana do Bismarcka, do Berlina. Zgadza się pan?
 Zgadzam.
 Dziękuję, ale...  i tutaj rzucił pełne krytyki spojrzenie na trapera.
 Co za ale?  spytał Sępi Dziób.
 Pana ubranie nie jest zbyt stosowne do składania wizyty ministrowi.
 Naprawdę? Mam lepsze w worku, meksykańskie. [ Pobierz całość w formacie PDF ]