[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Uważaj na moje żebra!
Pośpiesznie przeprosiła i usiadła, by dotrzymać mu towarzystwa przy
śniadaniu, na które składały się tosty i kawa. Ponieważ nie miał
samochodu, poprosił ją, żeby poczekała chwilę, aż wezmie prysznic i
ubierze się, a potem podrzuciła go do centralnego biura spółki.
- Jak często przyjeżdżasz do domu? - spytał ją, gdy już znalezli się w
samochodzie.
- Hmmm, na ogół raz w miesiącu. Ale gdy wczoraj wieczorem
zadzwoniła mama i powiedziała, że wróciłeś do domu, rzuciłam wszystko
i przyjechałam.
- W taką pogodę?
Istotnie, wciąż było zimno i dżdżyście. W całej północnej części stanu
meteorolodzy ostrzegali, żeby lepiej nie jezdzić samochodem, jeżeli nie
jest to absolutnie konieczne.
- Jechałam ostrożnie. A poza tym trasę z Austin do Milton Point znam
lepiej niż własną kieszeń.
Spojrzał na jej profil, który zmienił się znacznie od ostatniego razu, gdy
się jej przyglądał. Siostra wydoroślała i dojrzała przez ten czas.
- Bardzo dobrze wyglądasz, Sage - zauważył.
- Dzięki! - Mrugnęła do niego szelmowsko. - Pochodzę z wyśmienitego
rodu. Nie udawaj, że nie wiesz o tym, iż jesteśmy nadzwyczaj pociągającą
rodziną. Wszystkie moje koleżanki aż popiskiwały na widok twój bądz
Lucky'ego. Błagały mnie, żebym pozwoliła im u siebie spać, mając cichą
nadzieję, że uda im się spotkać któregoś z was na korytarzu. Myślę, że to
z waszego powodu miałam zawsze tak wiele przyjaciółek, bo chłopaków
skutecznie ode mnie odstraszaliście.
- To ty sama odstraszałaś chłopaków - powiedział, a następnie zachichotał
i to go zaskoczyło. Upłynęło dużo czasu, odkąd ostatnio się śmiał. -
Nigdy nie opanowałaś sztuki flirtowania, Sage.
- Jeśli chodzi ci o to, że nigdy nie zemdlałam na widok bicepsów, to masz
rację. Takie zachowanie nigdy nie było w moim stylu. Nie wdzięczyłam
się i nie mizdrzyłam, stojąc z kimś twarzą w twarz. Dzięki Bogu Travis
nie oczekuje ode mnie, żebym się tak zachowywała.
- Travis?
- To ty nic nie wiesz o Travisie? Ach, tak, przecież nie było cię w domu,
gdy przyjechał tu ze mną.
- Przywiozłaś go do domu? Wygląda na to, że to coś poważnego.
- Co prawda nie jesteśmy formalnie zaręczeni, ale zrozumiałe, że się
pobierzemy.
- Zrozumiałe dla kogo? Dla ciebie czy dla niego? Rzuciła mu grozne
spojrzenie.
- Dla nas obojga. On jest studentem medycyny. Prawdopodobnie
poczekamy ze ślubem, aż skończy studia. Zamierza zostać
dermatologiem i zarabiać tony pieniędzy.
- Wyciskając wągry?
- Chociażby. Przecież ktoś musi to robić. Jego ojciec jest chirurgiem.
Zajmuje się głównie kontuzjami odnoszonymi przez gwiazdy sportu.
Mieszkają w Houston, we wspaniałym domu, który niegdyś należał do
Oilersów. Mają staw z kaczkami, a po parku spacerują łabędzie. Każdy z
ich rodziny
ma BMW.
- Zwietnie! To nad czym się jeszcze zastanawiasz? Wyjdz za tego faceta,
przynajmniej nie będziesz dla nas dłużej obciążeniem.
Tym ostatnim zdaniem w pełni zasłużył sobie na jej srogie spojrzenie.
- Lucky powiedział prawie dokładnie to samo.
- Wielkie umysły myślą podobnie.
Sage przyśpieszyła program akademicki i obroniła się o semestr
wcześniej. Chase doskonale o tym wiedział. Dlatego przeprosił ją zaraz
za swoje słowa.
- Zapomnij o tym. Gdyby nie to, że wyglądam strasznie w birecie i todze,
natychmiast zapisałbym się do wyższej szkoły. A czy zdecydowałaś już,
co zamierzasz zrobić ze swoim tytułem? Czy też bycie panią doktorową
Travis ci wystarczy?
- Ależ skąd! Bycie jakąkolwiek panią nie zadowoliłoby mnie. Jak można
się dobrze czuć, będąc całkowicie zależną od mężczyzny? Pragnę kariery,
tak jak Devon. Jej udało się pogodzić pracę ze szczęściem w małżeństwie,
o ile uśmieszek na twarzy Lucky'ego może być miernikiem. Chociaż od
dnia ślubu minęły już dwa lata, nasz braciszek jest nadal kompletnie
zakochany w swojej żonie.
- Mogę to zrozumieć - odezwał się Chase.
Sage postanowiła pozostawić tę uwagę bez komentarza.
- W każdym razie jeszcze nie jestem do końca zdecydowana, co będę
robić. Specjalizowałam się w biznesie. Wybierałam takie przedmioty,
które mogą być użyteczne na każdym polu.
- Na polu kukurydzy? Czy też bawełny?
- Chyba chcesz mieć złamane jedno żebro więcej - pogroziła mu.
Zachichotał.
- Jakiekolwiek pole zaczniesz uprawiać, pozostaje mi mieć nadzieję, że
uczyni cię to bogatą i będziesz mogła sama się utrzymywać.
- Amen. Chcę stać się tak niezależną i zamożną jak twoja koleżanka,
Marcie Johns.
- Naprawdę taka jest?
- Zamożna? Musi być! Zdobywa wszystkie nagrody. Jest pośrednikiem
numer jeden w handlu nieruchomościami. Kobieta roku, jeśli chodzi o
interesy. Co miesiąc w gazecie ukazuje się jej zdjęcie. Sprzedaje, jak
dotąd, największą liczbę domów w tej tam depresji, recesji czy czymś
takim, w czym obecnie tkwimy.
- No tak, osoba z biznesu. To prawda - rzucił sarkastycznie.
Sage zignorowała jego uszczypliwą uwagę.
- Mama mówiła, że wczoraj panna Johns wyglądała szczególnie
promiennie.
- Promiennie?
- Tak. Z pewnością długo trwało, zanim doszła do siebie po tym
wypadku. Sądzę, że musiała przejść kilka operacji plastycznych, by
usunąć blizny na czole. Słyszałam, jak w salonie piękności kobiety
spekulowały, czy przy okazji usuwała zmarszczki z okolic oczu i [ Pobierz całość w formacie PDF ]