[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Zapewniałeś moją siostrę, że ją kochasz?
 Tak.
 Lecz nie kochasz jej?
 Nie  hrabia nie miał odwagi skłamać.
 A ona cię kocha?  pytał dalej Miksteka. Alfonso skinął twierdząco głową.
 Gdzie mieliście tajemne schadzki?
 W gaju oliwnym za hacjendą.
 Czyś obiecał jej małżeństwo?
 Tak.
 Kiedy zdradziła ci tajemnicę?  - Wczoraj wieczorem.
 Czy jesteś tu sam?
 Nie, w towarzystwie dwóch służących.
 Mieli ci pomóc w wyniesieniu skarbów? Zdradziłeś im tajemnicę?
 Nie mają pojęcia, co mieli nosić. Nie wiedzą również, gdzie leży grota.
 Gdzie są?
 Niedaleko stąd.
 Więc chodzmy do nich. Chwilowo cię nie zwiążę, bo i tak mi nie uciekniesz. Jesteś marnym
robakiem, którego zgniotę jednym palcem!
Ujął hrabiego za ramię i wyprowadził z groty. Weszli do wody. Niska jej temperatura oraz
świeże powietrze podziałały orzezwiająco na Alfonsa. Wstąpiła w niego otucha, zaczął wierzyć, że
nie wszystko jeszcze stracone.
 Gdzie twój koń?  zapytał Indianin.
 Na prawo stąd, przywiązany do dębiny.
 A twoi ludzie?
 Tam, za pagórkiem.
 Chodz do konia!
Kiedy doszli do miejsca, w którym hrabia zostawił wierzchowca. Bawole Czoło związał
Alfonsowi rzemieniem ręce na plecach, skrępował nogi i zakneblował usta. Hrabia nie opierał się.
Odebrawszy mu broń, wódz Miksteków poczołgał się cicho za pagórek, gdzie słudzy czekali na
swego pana. Obaj siedzieli na ziemi i żywo rozprawiali.
Są za blisko skarbu. Muszą umrzeć  pomyślał Indianin. Z zimną krwią zdjął strzelbę, zabraną
przed chwilą hrabiemu, i wycelował. Jeden, drugi strzał z dwururki i obaj słudzy legli trafieni w
skroń. Bawole Czoło podszedł do nich i przekonawszy się, że nie żyją, wrócił do jeńca.
SADZAWKA KROKODYLI
Tymczasem Apacz wraz z Karią i vaquerem zbliżali się również do El Reparo. Jechali dłużej niż
zakładali, Indianka bowiem zbłądziła wśród nocy.
 Oto strumień  rzekła Karia do Niedzwiedziego Serca.  Już niedaleko do groty.
Apacz szukał czegoś na ziemi.
 Uff!  powiedział, wskazując na ślady.  Hrabia jechał tędy ze swoimi ludzmi. Musimy być
ostrożni.
Ruszyli dalej. Wódz nagle zatrzymał się, ujrzawszy muły pasące się spokojnie w krzakach.
Zeskoczył z konia. Dając znak ręką, by czekano na niego, znikł w zaroślach. Po chwili krzyknął.
Karia i vaquero już byli przy nim. Na ziemi leżały ciała zabitych służących.
 To służba hrabiego!  zawołała Karia.  Kto zabił tych ludzi?
Apacz szczegółowo badał ziemię. Przeszukał też sąsiednie krzaki.
 Tecalto  powiedział.
Dosiadł konia i ruszył przodem. Karia i vaquero za nim. Jeszcze nie dotarli do miejsca, gdzie
leżał jeniec, gdy Bawole Czoło stanął przed nimi. Usłyszał tętent kopyt końskich i skrył się w
krzakach. Rozpoznawszy siostrę i Niedzwiedzie Serce, wyszedł im naprzeciw.
 Tecalto! Gdzie jest Piorunowy Grot?  dociekał Apacz.
 Zabity.
 Kto to zrobił?  spytał głucho Indianin.
 Hrabia Alfonso.
 Gdzie?
 Tego nie mogę powiedzieć  odparł Bawole Czoło, wskazując wzrokiem pastucha. 
Chodzcie do hrabiego. Pojmałem go.
W oczach Alfonsa, kiedy ich zobaczył, odmalował się jeszcze większy strach. Lecz ani Karia, ani
Niedzwiedzie Serce nie obdarzyli go nawet pogardliwym spojrzeniem. Miksteka zwrócił się do
wodza Apaczów:
 Niech mój brat pilnuje tego człowieka, dopóki nie wrócę.
Oddalił się, aby zajrzeć do groty. Od razu zauważył, że Unger leży w innej pozycji niż
poprzednio. Pochylił się nad nim. Serce tamtego biło! Unger oprzytomniał zapewne na chwilę i
poruszył się, teraz jednak znowu leżał zupełnie nieruchomo. Bawole Czoło wyniósł go ostrożnie z
groty i ułożył na trawie przy jeńcu.
Apacz chwycił za strzelbę.
 Jeżeli umrze mój biały brat  rzekł  biada mordercy! Niechaj dzikie bestie rozszarpią jego
ciało, Shosh-in-lit, wódz Apaczów, to powiedział. Howgh!
Potem przyjrzał się Ungerowi.
 Ma straszną ranę na głowie. Czaszka uszkodzona! Trzeba sporządzić nosze, żeby przenieść go
do hacjendy. Ja tymczasem poszukam zioła oregano, które leczy każdą ranę, usuwa każdą gorączkę.
Gdy vaquero oddalił się, aby upleść nosze, a Apacz, by szukać rośliny, Karia cicho spytała brata:
 Gniewasz się na mnie?
Tecalto nie spojrzał nawet na nią, rzekł tylko:.
 Dobry duch opuścił córkę Miksteków.
 Ale na niedługi czas.
 W tym czasie stało się wiele smutnych rzeczy. Czy kochałaś hrabiego?
 Tak.
 Czy wierzyłaś, że jest ci wzajemny?
 Tak.
 I wierzysz, że chciał cię uczynić swą małżonką?
 Tak. Mam na to pismo od niego.
 Czy dasz je swemu bratu?
 Wez je! Czy mi przebaczysz?
 Przebaczę, jeżeli będziesz mi we wszystkim posłuszna.
 Będę posłuszna! Cóż mam uczynić?
 O tym dowiesz się pózniej. A teraz siadaj na konia i wracaj do hacjendy. Powiedz tam
wszystkim Indianom, którzy są dziećmi Miksteków, by tu przybyli czym prędzej. Powiedz im, że
wódz ich Tecalto tak rozkazał!
 Już jadę.
Dosiadła konia i pomknęła niczym strzała.
Po upływie jakiegoś kwadransa wrócił Niedzwiedzie Serce z ziołami. Zgniótł je i obłożył nimi
głowę przyjaciela.
Vaquero przygotował tymczasem z gałęzi i koców miękkie, wygodne nosze, które umieszczono na
dwóch koniach i złożono na nich Ungera.
 A co będzie z hrabią?  zapytał vaquero.
 Należy do mnie  odparł Bawole Czoło.  Pojedziesz z Piorunowym Grotem do hacjendy.
Niedzwiedzie Serce zaś zostanie ze mną.
Vaquero oddalił się z rannym Ungerem. Obaj Indianie milczeli przez dłuższą chwilę. Wreszcie
Bawole Czoło przeciął więzy krępujące nogi hrabiego. Gdy jeniec wstał, Tecalto przywiązał go
rzemieniem do swego konia. Następnie rzekł do Apacza:
 Niech mój brat jedzie za mną. Dosiedli koni i ruszyli.
Można sobie wyobrazić, jakie męki zaczęły się dla hrabiego, kiedy musiał biec za koniem. Po
jakiejś godzinie wjechali do gęstego dziewiczego lasu. Pośrodku jego wznosiły się mury starożytnej
świątyni Azteków. Był to kiedyś gmach w kształcie piramidy, otoczonej krużgankami i grubym
murem. Teraz leżał w gruzach. W jednym z krużganków utworzyła się sadzawka. Tam zaprowadził
Bawole Czoło swego przyjaciela oraz jeńca.
Sadzawka z biegiem czasu przekształciła się w rodzaj małego jeziora, nad którym rosły potężne
drzewa. Tutaj obaj wodzowie zeskoczyli z koni. Miksteka usiadł wśród wysokiej trawy i skinął na
Apacza, by zajął miejsce obok. Po dłuższym milczeniu Bawole Czoło zapytał:
 Czy brat mój kocha człowieka, zwanego Piorunowym Grotem? [ Pobierz całość w formacie PDF ]