[ Pobierz całość w formacie PDF ]

podstawowe składniki odżywcze starając sobie nie robić przy tym żadnych kłopotów.
Z drugiej strony, Alex wybierał jedzenie posługując się węchem. Nawet jeśli żywność była w
paczkach. Nie czytał etykiety ani nie spoglądał na ceny, po prostu wąchał wszystko co
podniósł.
- To niesamowite!- powiedział, biorąc głęboki oddech przy swoim najnowszym odkryciu,
albo mówił - Co to jest? To świństwo.
Cokolwiek mu się spodobało, wrzucił to do koszyka. Zrezygnowała z próby starania się
odgadnięcia co zamierza ugotować i obserwowała to przedstawienie.
Spędzili dużo czasu w dziale warzyw i owoców. Podczas gdy siedziała tam, zakopana pod
brodę przez bagietki, kołyszące się ryby, słała apologetyczne uśmiechy do innych
kupujących, on krążył wokół warzyw, trzymał je pod światło jak koneser i oczywiście
wąchał.
- To wcale nie pachnie właściwie - wyciągnął melon w stronę mamy z wózkiem
dziecięcym.- Nie sądzisz?
- Nie jest w sezonie - powiedziała mile i rozsądnie jak na mamę przystało.
- Ah! Jaki owoc jest w sezonie w tej chwili?
- Spróbuj mandarynki - zwróciła uwagę.
Alex ukrył twarz w pudełku z mandarynkami.
- Są jak perfumy! Jest jak w niebie!- jego świetlisty uśmiech oszołomił wszystkich w
pobliżu.- Dzięki za cynk.
- Twój chłopak jest jak laleczka - mama szepnęła do Heleny z przymrużeniem oka.
- Helena, mogę z nich wydusić sok!- Alex powiedział, biegnąc w jej stronę z ramionami
wypełnionymi mandarynkami. Na swój sposób był naprawdę uroczy.
Kiedy dotarli do kolejki, podniósł ją i wyciągnął z wózka. Wisząc tak w powietrzu,
instynktownie oparła dłonie na jego ramionach. %7ładne z nich się nie odsunęło, gdy jej
stopy dotknęły ziemi. Byli przygotowani do wolnego tańca, ale w sklepowych głośnikach
brzmiała piosenka Bruce'a Springsteena "Born in the USA".
- Kto tutaj jest DJ'em?- Alex mruknął, patrząc jej w oczy, jakby pytał o coś ważniejszego.
Przypominając sobie o pociągu, na sekundę zapomniała jak oddychać. Nie było to dobre.
Lubienie go tak bardzo. Mogło to ją zaprowadzić jedynie do tego miejsca, do którego nie
chciała iść. Do życia bez słońca. Do płynnej diety.
- O czym myślisz?
- O tym, że szybko zdrowiejesz - ściszyła głos tak, że tylko on ją usłyszał.- Musisz dzisiaj
znalezć innego łosia?
Jego ręce napięły się na jej tali . Cała jego wesołość wyparowała.
- Nie sądzę, żebym mógł to jeszcze raz zrobić. Ale pewnie zapoluję pózniej.
- Na ludzi?
- Tak.
- Papierowa czy plastikowa torba?- zapytała ekspedientka. Ale ją puścił.
Podczas gdy płacił za swoje zakupy, pewien pomysł wkradł się do jej głowy. Była to
straszna idea, ale już się w niej zakorzeniała, a ciśnienie rosło i rosło do momentu kiedy
załadowali zakupy do bagażnika.
- Chcę zobaczyć jak polujesz. Tutaj - wyrzuciła z siebie.
- To zły pomysł - Alex zamknął bagażnik.
- Dlaczego? Powiedziałeś, że nie będzie już słodzenia.
- Nie jesteś gotowa, żeby to zobaczyć.
- Jestem.
Napotkał jej oczy a jego wyraz stał się pełen ostrzeżenia.
- W takim razie powiedzmy, że ja nie jestem gotów.
- Wstydzisz się. Chcesz, żebym zapomniała czym jesteś.
Wiedziała co robi. Odsuwała go od siebie. Ale świadomość że to robi, nie powstrzymywała
jej. Sprawiła, że stała się jeszcze bardziej zdeterminowana, żeby zakończyć robotę.
- Dlaczego nie wybierzesz kogoś z tutaj?
- Nie, Helena. Po prostu nie.
- To takie okropne? Wstydzisz się?
Posłał jej długie spojrzenie typu  co zrobiłem, że na to zasłużyłem? i wydawało się, że zaraz
powie coś ostrego. Zamiast tego rozłożył ręce.
- Jeśli tego chcesz, zrobię to. Wybierz swoją ofiarę. Kogoś, kto jest sam.
Helena przeskanowała parking dopóki nie zauważyła małej, słodkiej blondynki z kapturem
z futra, która rozpakowywała swoje zakupy.
- Ona.
- Poluję tylko na mężczyzn.
- Powiedziałeś, że wolisz kobiety.
- Kobiety oferują mi swoją krew. Jeżeli mam zamiar zabrać ją komuś siłą, to będzie facet.
- Jesteś bardzo delikatny w swoim odróżnianiu. Jakie to ma znaczenie?
- Masz rację. Jestem potworem. Mogę wziąć każdego, kogo zechcę. Stare babcie, dzieci.
Co tam, do cholery - odwrócił się na pięcie i skierował w stronę kobiety długim,
zdeterminowanymi krokami. Helena nie spodziewała się, że rzeczywiście się na to zgodzi.
Oczekiwała, iż powie jej, że ma się odpieprzyć.
Zakołysał nią nieco, gdy chwycił ją za ramię.
- Trzymaj się blisko mnie. I nie przestawaj się uśmiechać.
Ich ofiara właśnie wspinała się do swojego SUV'a. Alex uniósł dłoń i przywitał ją jakby była jego
starą znajomą. Helena uśmiechnęła się nerwowo. Potem to się stało. Szybko, jak
uderzenie węża. Helena nie miała pojęcia jak to zadziałało, ale w jednej chwili Alex
powiedział  cześć , a zaraz potem kobieta zwiędła w jego ramionach. Alex trzymał ją jak
marionetkę, więc wyglądało to tak jakby ją przytulał.
Helena zablokowała twarz w uśmiechu. Szczęśliwi szczęśliwi. Jesteśmy tutaj wszyscy szczęśliwi.
Tylko się przytulamy i mówimy cześć. Nikt na nich nie spojrzał.
Alex odgarnął włosy kobiety na bok i pochylił się nad jej gardłem, jak wampiry na filmach. [ Pobierz całość w formacie PDF ]