[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Przerwałam Jake'owi tylko raz w trakcie jego antygangowego przemówienia, a to po to, żeby
dowiedzieć się, jak wpadli z Dawidem na to, żeby mnie szukać.
- Nie wiem - powiedział Jake, podjeżdżając pod dom. - Wiem tyle, że kiedy spałem jak
anioł, nagle zjawił się Dawid i zaczął marudzić, że musimy jechać po ciebie do szkoły A tak,
swoją drogą, to skąd wiedziałeś, Dave, że ona jest w szkole?
Twarz Dawida pobladła dziwnie, czego nie wyjaśniało nawet padające na nią światło
księżyca.
- Nie wiem. Miałem przeczucie.
Odwróciłam się, patrząc na niego uważnie. Nie spojrzał mi w oczy.
Ten dzieciak wie, pomyślałam.
Ale byłam zbyt zmęczona, żeby o tym mówić. Zakradliśmy się do domu, szczęśliwi, że
jedynym mieszkańcem, którego obudziliśmy, jest Maks. Machał ogonem i usiłował nas
polizać, kiedy rozchodziliśmy się do swoich pokoi. Zanim zamknęłam drzwi mojego pokoju,
rzuciłam Dawidowi jeszcze jedno spojrzenie, żeby sprawdzić, czy chce albo musi, coś mi
powiedzieć. Ale on tylko wszedł do swojego pokoju i zamknął drzwi. Przestraszony mały
chłopiec. Zrobiło mi się ciepło na sercu.
Ale tylko przez ułamek sekundy. Byłam zbyt zmęczona, żeby myśleć o czymkolwiek poza
łóżkiem. Nawet o Jessie. Rano, powiedziałam sobie, ściągając zakurzone łachy.
Porozmawiam z nim rano.
Nie zrobiłam tego. Kiedy się obudziłam, za oknem było dziwnie jasno. Podniosłam głowę
i spojrzałam na zegar. Była druga po południu. Poranna mgła rozwiała się i słońce paliło tak,
jakby to był lipiec, a nie styczeń.
- Cześć, śpiochu.
Zerknęłam w stronę drzwi. Stał tam Andy, z ramionami skrzyżowanymi na piersi,
opierając się o framugę. Uśmiechał się, co pewnie oznaczało, że nie wpakowałam się w
tarapaty. Co zatem robiłam w łóżku o drugiej po południu w zwykły dzień?
- Lepiej się czujesz? - zapytał troskliwie Andy. Odsunęłam odrobinę kołdrę. Czyżbym
miała być chora?
Cóż, nietrudno byłoby udawać. Czułam się tak, jakby ktoś spuścił mi na głowę tonę
cegieł.
Co, w pewien sposób, faktycznie miało miejsce.
- Eee - mruknęłam. - Niekoniecznie.
- Przyniosę ci aspirynę. Myślę, że to skutki zmiany czasu. Kiedy nie mogliśmy cię dziś
rano dobudzić, postanowiliśmy pozwolić ci spać. Mama prosiła, żebym cię przeprosił, ale
musiała iść do pracy. Zostawiła mnie na stanowisku. Mam nadzieję, że nie masz nic
przeciwko temu.
Próbowałam usiąść. Było mi naprawdę trudno. Czułam ból w każdym mięśniu.
Odsunęłam włosy z oczu i zamrugałam nieprzytomnie.
- Nie musiałeś zostawać w domu z mojego powodu.
Andy wzruszył ramionami.
- To nic takiego. Nie miałem okazji z tobą porozmawiać, odkąd przyjechałaś, więc
pomyślałem, że teraz to nadrobimy. Zjesz lunch?
Kiedy tylko wypowiedział te słowa, zaburczało mi w brzuchu.
Usłyszał to i uśmiechnął się.
- Nie ma sprawy. Ubierz się i zejdz na dół. Zjemy lunch na tarasie. Jest naprawdę piękny
dzień.
Z trudem zwlokłam się z łóżka. Miałam na sobie piżamę. Nie chciało mi się ubierać, więc
tylko włożyłam skarpetki i szlafrok, umyłam zęby i postałam chwilę przy oknie, wyglądając
na zewnątrz i usiłując doprowadzić włosy do porządku. Czerwona kopuła kościoła Misji
lśniła w słońcu. W oddali falował ocean. Trudno było uwierzyć, że zeszłej nocy była to scena
straszliwego zniszczenia.
Wkrótce potem niezwykle apetyczny zapach dolatujący z kuchni skłonił mnie do zejścia
na dół. Andy robił kanapkę z soloną wołowiną, serem szwajcarskim i kiszoną kapustą.
Machnięciem ręki wyprawił mnie jednak z kuchni na obszerny taras za domem. Był cały w
słońcu. Wyciągnęłam się na miękkim szezlongu i udawałam przez chwilę, że jestem gwiazdą
filmową. Potem zjawił się Andy z kanapkami i dzbanem lemoniady i przeniosłam się do stołu
pod zielonym parasolem, gdzie natychmiast zabrałam się do dzieła. Jak na kogoś, kto nie po-
chodzi z Nowego Jorku, Andy przyrządza niezłe kanapki.
Andy przykładał się nie tylko do robienia kanapek. Wypytał mnie drobiazgowo o różne
rzeczy, ani słowem nie wspominając o wydarzeniach poprzedniej nocy. Ku mojemu
zdumieniu okazało się, że Zpiący i Profesor nie puścili pary z ust. Andy nie miał zielonego
pojęcia, co zaszło. Interesowało go jedynie, czy podoba mi się w nowej szkole, czy czuję się
szczęśliwa, tralala...
Pomijając jeden drobiazg. W pewnym momencie oznajmił: - A więc, zdaje się, przespałaś
swoje pierwsze trzęsienie ziemi. [ Pobierz całość w formacie PDF ]