[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Bez wspólnych pogaduszek w sieci straciłam połowę frajdy z odrabiania łaciny. Nie
żałowałam tego, co jej powiedziałam, i nadal nie uważałam, żeby moja zgoda na pójście z
Lukiem Strikerem na Wiosenne Szaleństwo była wielką zdradą.
Ale żałuję, że nie poradziłam sobie z tą sytuacja jakoś zręczniej. Bo kłótnia z Triną
bardzo negatywnie wpływała na moje życie. Zwłaszcza podczas prób Bardów.
Dzień wielkiego występu w konkursie chórów zbliżał się szybko. Nasze sukienki - te
po sto osiemdziesiąt dolarów - przyjechały w pełnej krasie cekinów i czerwieni. Naprawdę
były to najobrzydliwsze sukienki, jakie widziałam w życiu - takie, że gdybym znalazła coś
podobnego w szafie Cary, natychmiast trafiłoby na stos rzeczy do oddania.
Ale pewnie nawet domy pomocy społecznej by ich nie zechciały.
.A pan Hall był nimi zachwycony. Kiedy stałyśmy na podium podczas pierwszej
próby kostiumowej na wtorkowej lekcji, naprawdę łza zakręciła mu się w oku. Powiedział, że
nareszcie wyglądamy jak prawdziwy chór.
Nie wiem, jak jego zdaniem wyglądaliśmy przedtem. Ale najwyrazniej, nie jak chór.
Sukienki przyjechały w ostatniej chwili. W piątek o świcie - dzień przed Wiosennym
Szaleństwem - Bardowie (razem z panem Hallem i wybranymi członkami orkiestry Liceum
Clayton, którzy mieli nam akompaniować podczas występu) mieli wsiąść do specjalnie
wynajętego autobusu. W Liceum Bishop Luers zaplanowano występy także kilkunastu innych
chórów rewiowych. Każdy z nich w ciągu piętnastu minut musiał jak najlepiej zaprezentować
się przed bardzo prestiżowym jury - należała do niego była miss Kentucky. I wprawić
wszystkich w zachwyt swoimi umiejętnościami wokalnymi i ruchowymi, intonacją, jakością
brzmienia, opanowaniem, wyglądem, tempem występu, choreografią i ogólnymi
umiejętnościami scenicznymi.
Nie wiem, co mogłoby brzmieć jeszcze bardziej idiotycznie.
A jednak, mimo wysokiego poziomu głupoty imprezy, wszyscy się denerwowali tym
występem. No cóż, przynajmniej pan Hall i soprany byli zdenerwowani. Muszę przyznać, że
alty chyba o wiele bardziej interesowały się tym, ile kawałków papieru zdołają wetknąć w
kręcone włosy Karen Sue Walters, która stała na podium z przodu.
Karen Sue oskarżyła nas, że strzelamy w nią kulkami papieru. Uwierzycie? A pan Hall
rozdmuchał całą sprawę ponad wszelkie proporcje. To wcale nie były żadne kulki papieru,
tylko kawałki pracy domowej Znudzonej Liz z trygonometrii.
W każdym razie, w tygodniu poprzedzającym wyjazd do Bishop Luers pan Hall
ćwiczył z nami tak intensywnie, że All that jazz brzmiało mi w głowie bez przerwy. Nie
mieliśmy żadnych problemów z harmonią głosową i ruchową, intonacją, dykcją ani jakością
brzmienia.
Ale zdaniem pana Halla niektórzy z nas nadal nawalali z precyzją rytmiczną. A
przynajmniej jedna z nas miała potężne problemy z układem choreograficznym.
Na swoją obronę mogę powiedzieć tylko to, że kiedy przechodziłam proces
przesłuchań, nikt ani słowem nie zająknął się o tańcu. Poważnie. Tę część dotyczącą śpiewu
rozumiałam. Ale taniec? Nikt mi nic o tym nie wspomniał.
W zwykłych warunkach poprosiłabym Trinę, żeby zajrzała do mnie po szkole i
pomogła mi z tą choreografią. I pewnie w zwykłych warunkach z radością by to zrobiła.
Ale Trina i ja nie rozmawiałyśmy ze sobą. To znaczy ona nie rozmawiała ze mną.
Do środy miałam już tego powyżej uszu.
Jak też wrzasków pana Halla, który mnie rugał za psucie choreografii. Co, jak się nad
tym zastanowić, i tak było winą Triny. No bo to ona przecież upierała się:  Och, zobaczysz,
jak te zajęcia przydadzą ci się na świadectwie .
Tak, ale na co komu ładne świadectwo, jeśli jest już martwy? Bo obawiałam się, że
umrę, jeżeli pan Hall nie odczepi się ode mnie i tej całej głupiej choreografii. Po prostu
myślałam, że padnę trupem.
Jakoś sobie radziłam w czasie As long as he needs me, bo to wolny utwór. Przy Day
by day miałyśmy jedynie stać w tych głupich sukienkach i patrzeć w stronę reflektora
( Obserwujecie piękny zachód słońca , mówił nam pan Hall.  Patrzycie na tęczę,
oszołomieni miłością Pana Boga! ), więc jakoś z tym sobie dawałam radę.
Ale All that jazz? Och, drżałam na samą myśl o All that jazz... Mogłam się uporać ze
zmianą kroku przy linijce:  Kupiłem aspirynę tam, w United Drug . Mogłam nawet połapać
się w tych jazzowych rękach przy:  Odpal samochód, znam świetną knajpę .
Ale kiedy przychodziło do podania Trinie kapelusza do tego cholernego fragmentu z
tańcem, cały czas totalnie mi się chrzaniło.
I pozwolę sobie otwarcie powiedzieć, że to też była wina Iriny. Tydzień wcześniej,
kiedy jeszcze ze sobą rozmawiałyśmy, rzucałam jej kapelusz, a ona go łapała w samą porę,
żeby znalezć się na swoim miejscu w czasie kankana.
Ale z jakiegoś powodu, chociaż rzucałam kapelusz dokładnie tak samo, Trinie wciąż
nie udawało się go złapać. Nie chciałabym mówić, że robiła to specjalnie. Ale...
No dobra. Specjalnie nie łapała tego kapelusza.
Pierwsze dwa razy, kiedy to się zdarzyło, pan Hall nie zauważył, bo kapelusz po
prostu lądował na podłodze i Trina go podnosiła, potem wkładała na głowę.
Ale w czasie środowej próby - szczególnie trudnej, bo jeden z tenorów zapomniał
swojej szarfy do smokinga, a pan Hall tak się wściekł, że bałam się, że dostanie apopleksji -
kapelusz Triny wyfrunął mi z dłoni i wylądował, tak się złożyło, w tubie Jake'a Manciniego. [ Pobierz całość w formacie PDF ]