[ Pobierz całość w formacie PDF ]

utrzymać chłód latem i ciepło zimą, stawiano domy o naprawdę grubych murach. A to
oznacza, \e okna są osadzone dość głęboko w ścianie z palonej cegły i mają szerokie
parapety. Wdrapałam się na jeden z takich parapetów i rozejrzałam dokoła, \eby sprawdzić,
czy nikt mnie nie śledzi. Nie było nikogo, jeśli nie liczyć kilku borsuków grzebiących w po-
jemniku na śmieci w poszukiwaniu resztek lunchu. Osłoniłam twarz dłońmi, \eby nie
przeszkadzało mi światło księ\yca i zajrzałam do środka.
Klasa pana Waldena. Noc była na tyle jasna, \e widziałam zapisaną jego ręką tablicę i
plakat przedstawiający Boba Dylana, jego ulubionego poetę.
Wybicie jednego kwadracika szyby w staromodnej \elaznej ramce, wsunięcie ręki do
środka i otwarcie okna zajęło mi chwilę. Jeśli chodzi o włamywanie się przez okno, to
najtrudniejszą rzeczą nie jest wybijanie szyby ani nawet wkładanie ręki do wewnątrz.
Najbardziej trzeba uwa\ać, wyciągając ją, bo wtedy mo\na się najdotkliwiej pokaleczyć.
Mimo \e wkładałam specjalne rękawice do walki z duchami, czarne, grube, wzmocnione
gumą na kostkach, zdarzało mi się zaczepiać rękawem i wyjmować podrapaną rękę.
Tym razem nie przytrafiło mi się nic takiego. Okno otwierało się do środka, więc
mieściłam się w nim z łatwością. Zdarzało mi się włamać do pomieszczeń wyposa\onych w
system alarmowy, co kończyło się niezbyt przyjemną przeja\d\ką na tylnym siedzeniu wozu
nale\ącego do nowojorskiej policji, jednak Misja nie wprowadziła jeszcze tak
wyrafinowanych zabezpieczeń. Ograniczano się do zamykania drzwi i okien, z nadzieją \e
mo\e nic złego się nie stanie.
To tak\e bardzo mu odpowiadało.
Kiedy stanęłam na podłodze klasy, zamknęłam okno. Po co alarmować stró\a? Szybko
przeszłam między ławkami, poniewa\ drogę oświetlał mi księ\yc. A kiedy udało mi się
otworzyć drzwi i wyjść pod daszek od strony dziedzińca, stwierdziłam, \e latarka w ogóle nie
będzie mi potrzebna. Podwórze było zalane światłem. Przypuszczam, \e Misję udostępnia się
turystom do póznych godzin wieczornych, bo wszędzie na dachu porozstawiano wielkie,
świecące na \ółto reflektory, skierowane na ró\ne interesujące miejsca: najwy\szą palmę, tę z
największym krzewem hibiskusa u stóp, fontannę, która nadal tryskała wodą. Oświetlony był
te\ oczywiście posąg ojca Serry, przy czym jeden reflektor wydobywał z mroku jego brązową
głowę, inny zaś głowy klęczących u jego stóp Indianek.
Dobrze się składa, \e ojciec Serra jest od dawna w parku sztywnych. Mam wra\enie,
\e posąg nie przypadłby mu raczej do gustu.
Na dziedzińcu nie było \ywego ducha. Nikogusieńko. Poza cichym pluskaniem wody
i graniem świerszczy, nie rozlegał się \aden dzwięk. Panował nieziemski spokój. Byłam
zaskoczona, poniewa\ \adna z moich szkół nigdy nie robiła na mnie takiego wra\enia. A ta
owszem, dopóki za moimi plecami nie odezwał się ktoś szorstkim głosem:
- A co ty tutaj robisz?
Odwróciłam się na pięcie i stanęłam z nią twarzą w twarz. Opierała się o swoją szafkę
- przepraszam, moją szafkę - patrząc na mnie gniewnie, z ramionami skrzy\owanymi na
piersi. Miała na sobie bardzo ładne ciemnografitowe spodnie i szary kaszmirowy sweterek.
Na szyi zawiesiła naszyjnik z pereł - jedna perła na ka\de święta Bo\ego Narodzenia i
urodziny - otrzymany zapewne od kochających dziadków. Wło\yła równie\ czarne
błyszczące mokasyny. Włosy, lśniące w świetle reflektorów, wydawały się gładkie i
szczerozłote. Była naprawdę piękną dziewczyną. Tym bardziej szkoda, \e strzeliła sobie w
głowę.
- Heather - powiedziałam, ściągając kaptur. - Cześć. Przepraszam, \e przeszkadzam...
- zawsze lepiej zacząć od uprzejmości - ale sądzę, \e powinnyśmy porozmawiać.
Heather ani drgnęła. Zmru\yła tylko oczy. Bardzo jasne, chyba szare. Długie rzęsy
pociągnęła tuszem, a na powiekach miała kreski zrobione grafitową kredką.
- Porozmawiać? - powtórzyła Heather. - Och, pewnie. Jakbym miała ochotę z tobą
rozmawiać. Wiem o tobie wszystko, Suzie.
Skrzywiłam się.
- Mam na imię Suze - sprostowałam.
- Wszystko jedno. Wiem, po co tu przyszłaś.
- To dobrze - stwierdziłam. - W takim razie nie muszę niczego wyjaśniać. Usiądziemy
gdzieś, \eby pogadać?
- Pogadać? Dlaczego miałabym z tobą gadać? Co ty myślisz, \e na głupią trafiłaś?
Bo\e, wydaje ci się, \e jesteś sprytna. Myślisz, \e mo\esz się tak po prostu wepchać, co?
- Słucham?
- Na moje miejsce. - Wyprostowała się i ruszyła w stronę fontanny. - Ty - rzuciła mi
spojrzenie przez ramię - nowa dziewczyna. Nowa dziewczyna, która sądzi, \e mo\e się tak po [ Pobierz całość w formacie PDF ]