[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Amante, pocałuj mnie. Wez, co Ci oferuję, długie życie pod moją opieką.
Pocałował kącik jej ust.
- W zamian za twoje zaufanie, przyjmij moją opiekę i siłę.
109
Ponownie poczuła jego usta naciskające na jej wargi, delikatnie, acz
zdecydowanie. Kiedy jego dłoń gładziła jej szyję, otworzyła się dla niego. Jego
język wślizgnął się w nią, atakując jej język, dając jej ciepłą, przyprawioną
smakiem miedzi swoją krew. Tori połykała. Za każdym razem, gdy ją całował
coś wewnątrz niej szarpało pazurami powierzchnie. To rozciągało się i
rozszerzało, dopóki nie wypełniło jej całej.
Starała się oddychać, ale nie mogła dać sobie z tym rady. Jej dłonie
chwyciły jego boki, jakaś głęboka, animalistyczna część niej próbowała wypić
go do cna. Poczuła, jak przyciąga ją mocniej i usłyszała jego jęk, który jedynie
sprawił, że jeszcze bardziej pragnęła go zjeść. I wtedy to się stało. Więzy
między nimi, które zawsze tam był eksplodowały. Poczuła go. Nie, poczuła jak
to jest być nim, widzieć ją jego oczami.
Zobaczyła jak przywiązywał ją po raz pierwszy, czuła pragnienie na nią noc za
nocą, wstrząs jaki zafundowała mu, próbując go zabić, a potem opuszczając go
na tak długi czas. Dostrzegła, oczami Michaela jak patrzył na nią Jonas i
wiedziała, że również jej pragnął, ale nie gonił za nią ze względu na jego
lojalność. Czuła zaniepokojenie wiedzą, że ona, jego kochanka, została
uwięziona w tym pokoju z Damonem, a potem radość z usłyszenia jak mówi, że
go kocha.
W jednym, szybkim przebłysku, wiedziała co naprawdę do niej czuł i jak
długo się z tym zmagał. A potem wszystko zniknęło.
Coś wepchnęło Tori z powrotem do kanału ich więzi. Ciężar jej własnego ciała
wydawał się być dziwnie obcy i nieznany, dopóki Michael nie przyciągnął jej
bliżej, tak że mogła poczuć ich bijące w tym samym czasie serca i oddechy
przychodzące i odchodzące razem. Zatrzepotała powiekami i otwarła oczy,
zobaczyła, że się do niej uśmiechał. Słowa były zbędne, nie potrzebowali
rozmowy. Wiedziała wszystko, co chciała wiedzieć. Dał jej jeszcze jednego
szybkiego całusa i przeturlał ich na bok, tak że leżeli do siebie twarzami.
Ciaśniej ukryła się w przestrzeni pomiędzy jego barkiem a ramieniem.
Jej powieki opadły. Po raz pierwszy od dłuższego czasu, jej całe ciało było
rozluznione, a jej mięśnie nie drgały. Jej serce było gotowe, by podnieść się i
przygotować do walki z Castillo, ale jej ciało było zbyt zmęczone.
- Musimy iść.
Michael muskał palcami jej policzek.
- Pozwól mi odpocząć kilka minut.
Zachichotał.
- Nie możemy spać, amante. On może się tu zjawić w każdej chwili.
- Proszę.
- Pięć minut.
Jego usta lekko dotknęły jej warg.
110
- A potem ruszamy.
* * *
Tori poczuła coś wzdłuż jej skóry, jakby małe robaczki pełzały po niej i
szczypały ją.
Miała nikły cień we wspomnieniach, jak gdyby już kiedyś to czuła. Coś
zbliżonego do pająków na ciele. Otwarła oczy.
- Co to jest?
Michael zapinał dolny guzik jego koszuli.
- Ubieraj się.
Podniosła się i zaczęła wciągać T-shirt, który Michael położył na kontuarze. Coś
było nie tak. Bardzo nie tak.
- Michael, co się dzieje?
- Castillo.
Uczucie rosło jeszcze bardziej, kiedy zakładała parę jeansów, które były
odrobinę za duże. Musiały należeć do Jude, albo jakiejś innej kobiety.
- Michael, mamy kłopoty.
Jonas zawołał z korytarza, tuż przed tym, jak moc Castillo zalała pokój.
- Wyjdz tutaj.
Złapał rękę Tori i pociągnął ją przez sypialnię i przylegający pokój. Jej bose
stopy klapały po ziemnej podłodze. Skręcili w zakręt i weszli do dużego pokoju,
dokładnie, kiedy Castillo wyłaniał się z kręgu ukrytych schodów, które Tori
zawsze podejrzewała o bycie drzwiami od szafy.
Jonas odwrócił się w jego stronę, stojąc niczym barykada pomiędzy jego
przyjacielem i padrone miasta. Castillo wyglądał całkowicie jak hiszpański
model, do którego porównała go w zaułku.
Jego starannie dopasowane spodnie i luzna koszula z rozpiętym
kołnierzykiem wyglądała, jak gdyby założył je tylko z okazji tej wizyty.
Wyglądał profesjonalnie i zimno, dopóki jego głos nie rozszedł się przez pokój.
- Gdzie moje dziecko?
Michael przesunął się, stanął pomiędzy Castillo a Jonasem.
- Nie żyje.
- Gdzie?
Padrone przepchał się koło Michaela i udał się w dół korytarza.
- W mojej komnacie. Przyszedł tutaj i zaatakował moją amante..., w moim
własnym pokoju.
Poszedł za nim, ale utrzymywał się za Castillo na dystans.
Odwrócił się do Michaela.
- Nie miałeś prawa go zabić.
- Pod prawami Alleanzy, miałem.
111
- Nie cytuj mi tu prawa, cieniasie76.
To była czysta zniewaga i Tori poczuła przebłysk jego gniewu, ale on nie
zamierzał okazać tego po sobie innym.
Zamiast tego, Michael powiedział,
- Z całym szacunkiem, Padrone, Damon łamał nasze prawa od miesięcy.
Mordował ludzi niepotrzebnie i zwracał na siebie uwagę.
Moja amante jest detektywem, który został zobowiązany do pochwycenia go.
- A ty jej pomogłeś?
Mięśnie w szczęce Castillo drgnęły.
- Zdradziłeś własny gatunek.
- Nie, przestrzegałem Alleanzy, kiedy to ty zdradzałeś nas.
Castillo wyciągnął rękę i kontynuował mordercze wpatrywanie się w Michaela.
- Oddaj mi ją, a będę dla Ciebie pobłażliwy, fratello. Nie ma pomiędzy
wami vincolo. Nie dokończyłeś jej[więzi] i domagam się jej[Tori] jako mojej
własności.
- Nie.
Michael uśmiechnął się do siebie.
Victoria potrząsnęła głową. Jeśli Michael się uśmiechał, to nie mogło oznaczać
niczego dobrego. Albo chciał wszcząć bójkę, albo nie był tak mądry, jak kiedyś
sądziła. W każdym bądz razie, była zdziwiona, że Castillo nie wyczuł ich więzi.
A tak mogło się stać, tylko jeśli Michael nie był częścią jego linii.
Interesujące.
- Michael, mogę Cię zmusić.
- Ona nie zrobiła niczego złego, nie złamała żadnego prawa. Nie pozwolę
Ci jej zabrać.
- Tym bardziej ja - dodał Jonas, występując do przodu, obok swojego
lidera.
Pachołek Castillo spłynął w dół schodów i okrążył grupę.
- Ponownie mnie zdradzasz? Ty niewdzięczny, mały shiavo.
Padrone przysunął się bliżej, zaciskając dłonie w pięści. [ Pobierz całość w formacie PDF ]